Niebieska nić

Niebieska żyłka

Jakże bardzo Kacper ją kochał. Oszałamiała go, stał pod jej oknami późnymi wieczorami, cieszył się, gdy tylko udało mu się dostrzec jej zarys w świetle. Wydawała mu się nieosiągalna, jak z bajki. Uwielbiał jej delikatność, bladą, niemal przezroczystą skórę, przez którą prześwitywały niebieskawe nitki żyłek. Czuł, jak duszą go czułość i to dziwne uczucie, którego nie potrafił nazwać.

Na szkolnym balu sylwestrowym zaprosił ją do tańca. Zosia była od niego niższa, tańczyło mu się z nią niezręcznie. Drżały mu dłonie, czoło pokryła wilgoć, a wilgotne palce na jej talii zdawały się parzyć. Walczył z nerwami, paląc się ze wstydu, bo wiedział, że ona to czuje. Gdy muzyka ucichła, odsunął się od niej i wreszcie mógł złapać oddech.

Nie mógł pojąć, dlaczego inni chłopcy nie oszaleli na jej punkcie.

Na przykład Tomkowi podobała się wysoka, postawna Małgosia, z długimi, mocnymi nogami. Gdy biegała na stadionie podczas wuefu, jej wysoki kucyk kołysał się jak wahadło, górując nad resztą dziewczyn.

Dla Kacpra ideałem kobiecego piękna była wiotka Zosia. Była jego obsesją, urojeniem, chorobą. Matka Kacpra nie podzielała fascynacji syna tą dziewczyną. „Ładna, ale jakaś wątła” – mówiła, dzieląc się obawami z ojcem.

„Trzeba coś z tym zrobić. Musimy go odciągnąć od tej chucherkawej. To nie jest dla niego partia. Nie wiadomo, co jej w głowie siedzi. Jakaś taka… nie z tego świata. Z niej żona i gospodyni? A i imię ma jakieś nienaturalne, nie nasze. Namów go, żeby pojechał studiować do innego miasta – do Krakowa, na przykład. Byle jak najdalej od niej.”

Ojciec przystał na to i porozmawiał z synem po męsku. Powiedział, że w Krakowie ma większe perspektywy, że po prestiżowej uczelni czeka go świetlana przyszłość. Że nawet opłacą mu studia, jeśli nie dostanie się na darmowe miejsce. I Kacper się zgodził.

Nad łóżkiem w akademiku zawiesił zdjęcie Zosi, powiększone z klasowej fotografii. Ale Zosia została w rodzinnym mieście, a Kacper był młody. Zdobywał męskie doświadczenie, spotykał się z dziewczynami, a obraz subtelnej koleżanki z klasy przechowywał gdzieś w pamięci i we snach.

Aż poznał Magdę. Przy niej nie trzęsły mu się dłonie, głowa pozostawała czysta. Rozumieli się bez słów. Z nią było łatwo i bezpiecznie. I tak obraz Zosi zszedł na dalszy plan.

Po studiach Kacper ożenił się z Magdą i został w Krakowie. Matka cieszyła się z wyboru syna. „I dobrze, lepsza ona niż ta dziwna Zosia.”

Rok później urodziła się im córeczka, Marysia. Kacper szalał z miłości do tej malutkiej istoty. Gdy tylko kichnęła, gotowy był podnieść na nogi całą krakowską służbę zdrowia. A Zosia została tylko wspomnieniem ze szkolnych lat.

„Tatę zabrali do szpitala. Będzie operacja. Lepiej przyjedź” – zadzwoniła pewnego dnia matka.

Marysia była przeziębiona, więc Magda z córką zostały w domu. I tak przecież nie miałby czasu się nimi zająć. Kacper wziął urlop i pojechał sam.

Kraków żegnał go zimnym deszczem, a rodzinne miasto powitało słońcem i złotą jesienią. Ojciec się nie poddawał, trzymał fason.

Operacja przebiegła pomyślnie. Matka dyżurowała przy ojcu dzień i noc, więc Kacper został sam. Zagrożenie minęło, mógł wracać do swoich „dziewczynek”, jak nazywał żonę i córkę.

Ze szpitala wracał pieszo. Nie śpieszyło mu się. Strach o ojca opadł, humor się poprawił. Szedł, szeleszcząc liśćmi, wdychając rześkie powietrze z zapachem jesieni.

Przed nim zatrzymała się młoda kobieta. Pochyliła się nad wózkiem, coś poprawiając. Serce Kacpra rozpoznało ją, zanim on sam to zrobił.

„Cześć” – powiedział, podchodząc.

Zosia wyprostowała się, rozpoznała go i uśmiechnęła. Kacper wpatrywał się w jej znaną, wąską twarz z przezroczystą skórą, przez którą wciąż prześwitywały żyłki. Ten sam oderwany, smutny wzrok.

„Witaj. Do rodziców przyjechałeś? Na urlopie?” – zapytała.

„Tata w szpitalu, operowali go.”

„Coś poważnego?” – W jej oczach zamajaczył niepokój.

„Już dobrze. A ty? Twój?” – skinął głową w stronę wózka.

„Mój.” – W sposobie, w jaki odpowiedziała, Kacper od razu wyczytał, że nie jest zamężna.

Zrobiło mu się tak żal, że miał ochotę wziąć jej twarz w dłonie i pocałować ją tu, na ulicy. Odprowadził ją do domu, wypytywał o kolegów z klasy. Opowiedział o sobie, choć ona wcale nie pytała. Pomógł wnieść wózek do klatki. Zosia wciąż mieszkała w tym samym miejscu. Rodzice zostawili jej mieszkanie i wyprowadzili się na wieś, gdzie mieli dom.

„Wpadnij kiedyś” – rzuciła na pożegnanie.

Kacper pomyślał, że mógłby teraz wejść za nią na górę, ale nie powiedział nic. Jak dawniej, czuł, że jest dla niego nieosiągalna. Nie potrafił po prostu wpaść na herbatę.

Następnego dnia pojechał z matką do szpitala. Ojciec wyglądał lepiej, nawet żartował. Matka została, a Kacper kupił bukiet róż i pojechał do Zosi. Nie zdziwiła się, tylko poprosiła, by był cicho, bo córeczka spała.

„Coś zjesz? Herbaty może?” – zaproponowała w kuchni, ustawiając kwiaty w wazonie.

„Nie, dziękuję. Mama obkłada mnie jedzeniem.”

Bliskość Zosi w tej ciasnej kuchni działała na niego jak narkotyk. Znowu poczuł to drżenie, tę samą czułość. Postawiła wazon na stole. Jej twarz była tak blisko. Kacper zauważył, jak na jej skroni pulsuje niebieska żyłka.

Nie wytrzymał, pochylił się i musnął ją ustami. Zosia na moment zastygła, a potem odwróciła się do niego, objęła go wiotkimi ramionami i przylgnęła jak trzcina do potężnego pnia. Uniósł ją lekko i posadził na blacie…

Z pokoju dobiegł płacz dziecka. Zosia odepchnęła KacpraI kiedy już wyszedł, wiedział, że nigdy tam nie wróci, bo jego prawdziwe życie – proste, jasne i pełne ciepła – czekało na niego w Krakowie, z Magdą i Marysią.

Rate article
Fajna Tajna
Niebieska nić