Nie zjem tego, powiedziała teściowa, patrząc na danie z obrzydzeniem

**Dziennik, 15 października**

Tego nie zjem warknęła teściowa, patrząc z obrzydzeniem na talerz.

Co to w ogóle jest? Zuzanna zmarszczyła nos, jakby podano jej wiadro śmieci.

Barszcz ukraiński uśmiechnęła się jej synowa, Kinga, zdejmując pokrywkę z ceramicznego garnka. Domowy, z warzywach z naszej działki. To prawdziwa przyjemność gotować z własnych plonów.

Nie widzę różnicy skwitowała teściowa z pogardą. Choć przyznaję, grzebanie w ziemi wymaga wysiłku!

Oczywiście zaśmiała się Kinga. Ale gdy to pasja, nie czuje się trudu.

Twoja pasja, nie przymus prychnęła Zuzanna. Dla kogo to ugotowałaś?

Dla nas. Nie ma tu dużo, starczy na dwa dni.

Nie tkne tej brei odparła teściowa, odsuwając się od stołu. Co to za dziwactwo?! Zrobiła minę, jakby miała wymiotować, zakrywając usta dłonią.

Kinga wzruszyła oczami i westchnęła.

Poznała Jacka, syna Zuzanny, półtora roku temu. Pokochali się od pierwszego wejrzenia i wzięli ślub miesiąc później bez przepychu, za to z oszczędnościami, które zainwestowali w wymarzone domostwo pod Krakowem.

Zuzannę widziała ledwie cztery razy tyle samo, co Jacek. Trzy z tych wizyt to ona wyciągała męża, by odwiedził matkę na święta.

Teściowa uważała ten związek za kaprys. Ale syn był dorosły, więc czekała cierpliwie na nieunikniony koniec. Tyle że ten nie nadchodził, a jej cierpliwość się kończyła.

Nie pojmowała, co Jacek znalazł w tej zwykłej dziewczynie. Przecież miał wokół siebie tyle lepszych partii!

Ona sama była miejską duszą i tak wychowała syna. Matczyna intuicja podpowiadała, że Jacek już ma wystarczająco tego wiejskiego życia. Wystarczy tylko delikatnie podważyć tę idyllę

Postanowiła działać. Zadzwoniła do Kingi, by się wprosić bo przecież nikt jej nie zaprosił na nowe wiano.

Kinga przypomniała, że dzwoniła dwa razy, ale Zuzanna zawsze miała pilne sprawy. Teściowa machnęła ręką i oznajmiła, że przyjedzie.

Dwa dni później stała w jasnym salonie, dusząc się z oburzenia.

Jej syn tak jak ona i nieżyjący mąż nienawidził zup! W ich domu jadło się tylko to, co dało się rozpoznać bez pytania.

Jak Kinga zdążyła tak nim zawładnąć? Czyżby rzuciła na niego urok?

Przelotna myśl o łóżkowych sztuczkach wywołała u niej dreszcz wstrętu. Kinga i sztuczki? Niemożliwe! To musi być magia!

Czemu to dziwactwo? Kinga, udając, że nie widzi gry teatralnej teściowej, nalała jej barszczu. Proste: buraki, marchew, cebula, kapusta. Brakuje ziemniaków, ale następnym razem będzie. Do tego śmietana i świeże zioła z ogródka.

Jedz sobie tę papkę! warknęła Zuzanna.

W twoim wieku przyda się! Błonnik reguluje trawienie.

Teściowa poczerwieniała, ale przemilczało obraźliwą uwagę.

Dlaczego zmuszasz Jacka do jedzenia tego?

Kinga mrugnęła zdezorientowana. Chyba mu smakuje.

Co mąż może zrobić, jeśli nie ma wyboru?

Ugotować coś innego? Zamówić? Iść do sąsiadki? Albo do mamusi? wymieniła z uśmiechem.

Zuzanna zarumieniła się jeszcze bardziej.

Nie drwij! Mogłabyś choć zapytać, co lubi z grzeczności.

Zuzanno, pytałam. Jest dorosły. Mówi, że wszystko mu smakuje.

Kłamie! Nie widzisz? Najpierw nie chciał cię ranić, teraz się zmusza!

Ach! Kinga przeciągnęWtedy drzwi się otworzyły, a na progu stanął Jacek z uśmiechem i powiedział: Mamo, jeśli barszcz ci nie smakuje, to może w końcu spróbujesz zrozumieć, że to nie o jedzenie chodzi, ale o to, że tu jest mój dom i tu zostaję.

Rate article
Fajna Tajna
Nie zjem tego, powiedziała teściowa, patrząc na danie z obrzydzeniem