Nie zapominaj, że mieszkasz w moim mieszkaniu i całe życie tu przeżyłeś. Znowu zaczynasz. Będziesz mi tym do końca życia wypominać.
Teresa i Wojciech byli małżeństwem już dziesięć lat.
Teresa miała matkę i ojczyma, który wychowywał ją od trzeciego roku życia.
Młodszy brat Teresy, Bartosz, też nie był dla ojczyma rodzonym dzieckiem.
Jedynie siostrzyczka Kinga była jego córką. Ale nigdy nie robił między dziećmi różnicy.
Gdy Teresa wyszła za mąż i wyjechała do męża, Kinga miała osiem lat.
Z ojczymem żony Wojciech od razu się zrozumiał. Nic dziwnego Stanisław Kowalski potrafił szczerze rozmawiać nawet z sąsiedzkimi dziećmi. Nie miało dla niego znaczenia, czy przed nim stało dziecko, nastolatek czy dorosły mężczyzna.
Mówił na równi, znajdował wspólne tematy i zainteresowania.
O teściowej Wojciech też nie mógł powiedzieć nic złego, ale ze Stanisławem od razu się zżył i zaczął nazywać go tatą.
Jego własnego ojca już nie było.
Matka wyjechała do babci, bo zachorowała. Wyjechała i już tam została. Dom zostawiła synowi.
Teresa i Wojciech wszystko przerobili po swojemu. Pomagał ojciec. Matka Teresy narzekała nie rozumiała córki. Jak można wyprowadzić się z miasta do wsi?
Mamo, to miasteczko. Spore miasteczko. Są tu nawet bloki w centrum.
A ty mieszkasz w domu na wsi. To obrzeża, czyli wieś
Minęło dziesięć lat. W rodzinie dorastali syn i córka. Brat Teresy po studiach postanowił zostać w dużym mieście, daleko od rodzinnego domu. Młodsza siostra wyszła za mąż. Nie mieli własnego mieszkania, więc wynajmowali. Czynsz płacili rodzice Kingi.
Niech zamieszkają u nas powiedział Stanisław żonie.
Nie mam nic przeciwko, ale musimy porozmawiać.
O co chodzi?
Po co zmieniłeś pracę?
Już o tym rozmawialiśmy. Dzieci są dorosłe, same zarabiają. Dla mnie dwie prace to za dużo, zwłaszcza po chorobie. Wydatków jest trochę mniej.
Kinga potrzebuje mieszkania.
Ma męża.
Nie zapominaj, że mieszkasz w moim mieszkaniu i całe życie tu przeżyłeś.
Znowu zaczynasz. Będziesz mi tym do końca życia wypominać.
Wybieraj! Musisz pracować na mieszkanie dla córki!
Jaki wybór? Pracować na mieszkanie, czy co?
Albo idź sobie.
Nie dam rady tak pracować, wiesz o tym.
W takim razie składam pozew o rozwód. Wyjdź. Masz swój dom.
Dom? Widziałaś go? Zobacz, co się z nim stało przez te wszystkie lata.
Nie obchodzi mnie to. Nie chciałeś go sprzedać.
Stanisław Kowalski w milczeniu spakował najpotrzebniejsze rzeczy.
Zabierz wszystko, bo resztę wyrzucę.
Przeżyliśmy razem prawie całe życie, za rok idziesz na emeryturę. Mam już sześćdziesiąt trzy lata.
Powinieneś był znaleźć sobie młodszą, szkoda, że wtedy się zgodziłam wyjść za ciebie. Nie miałam wyboru kto by wziął kobietę z dwójką dzieci? Tylko balast
Mówisz tak o dzieciach? Wyjdę. Resztę rzeczy zabiorę w ciągu tygodnia. Poczekaj
Mamo, a gdzie tata?
Wiesz przecież, że nie jest twoim ojcem.
I co to zmienia? To mój tata i innego nie mam.
Rozstaliśmy się. Kinga z mężem tu się wprowadzają.
Co? A gdzie tata?
W swoim domu na wsi.
I Kinga zgodziła się wysłać chorego ojca tam? A ty, jak mogłaś?
Dlaczego tak się przejmujesz?
To nieludzkie. A Bartosz wie?
Po co ma wiedzieć? Jest daleko. A po co w ogóle przyjechaliście?
Tak tylko, wpadliśmy w odwiedziny. Jutro jedziemy na urlop, a potem do Bartosza tam niedaleko.
A czego ode mnie chcecie? Potrzebuję pieniędzy na remont, twoja siostra z mężem niedługo się wprowadzają, jest w ciąży. Więc nic nie dam. Przywieźliście dzieci? Nie mam czasu ich pilnować.
Nic nie potrzebujemy. Pieniądze mamy, dzieci jadą z nami. Nie po to przyjechaliśmy. Kiedy zamierzałaś nam powiedzieć o rozwodzie?
Po co wam? On tylko dla Kingi jest ojcem.
Jak nas kochał i utrzymywał, był ojcem, a teraz obcym? To nie w porządku, mamo
Nie tobie mnie oceniać! Starałam się dla was!
Wojciech znów wszedł do mieszkania. Wyszedł na początku rozmowy Teresy z matką, gdy zrozumiał, że ojca już nie ma i nie będzie. Ledwo się do niego dodzwonił. Stanisław Kowalski nie nosił telefonu przy sobie, zostawiał go w domu. Ale miał szczęście ojczym odebrał.
Oczywiście, nie mnie oceniać. To on się dla nas starał. Czas pokaże.
Tereso, chodź Wojciech pociągnął ją za rękę. Wszystko wiem. Dzieci do samochodu. Jedziemy do dziadka.
Wiesz? Jedziemy.
Wiem. Ledwo wyciągnąłem od niego prawdę. Nie chciał mówić.
Świetnie. Ja nigdy nie znałam adresu. Nikt nam nie mówił, nigdy tam nie jeździliśmy.
Stanisław Kowalski powitał ich przed starym domem.
Dziadku, a u ciebie w domu mieszka zła babcia? zapytały go wesoło wnuki.
Nie. Została w mieście.
Teresa i Wojciech się roześmiali. Żart się udał, choć ojciec był w kiepskim nastroju. Oczywiście ucieszył się z ich przyjazdu, ale nie potrafił tego ukryć wszystko było widać.
Po co mnie odszukaliście?
Jak tu można żyć? Przyjechaliśmy, żeby zobaczyć i wszystko załatwić. Dlaczego od razu nie powiedziałeś?
Po co was martwić? Twoja matka powiedziała mi wszystko, co chciała, i zrozumiałem.
Ja też ją zrozumiałam. Jak zamierzasz tu żyć? Teraz lato, ale zimą? Przywiozłeś wszystkie rzeczy?
Wszystkie. Tu właściwie nic nie ma, tylko stara zastawa się przydała. Ale nic. Skoro tak wyszło, to zostanę.
Oczywiście, że zostaniesz. Pakuj się, tato. Jedziemy do nas, tam będziesz mieszkał.
Tak, tato, zbieraj się. Resztę rzeczy możemy zabrać później. Weź tylko najpotrzebniejsze.
Nie mogę nigdzie jechać, nie jestem sam.
Widzimy, że nie. A my wciąż nie zdecydowaliśmy się na psa. Dzieci proszą.
Podrzucono go, jeszcze mały
Zabierzmy go też do samochodu. Będzie pil



