Pamiętam, że od najmłodszych lat Wioletta była delikatna i pełna dobroci. Matka zawsze powtarzała:
Nasza córka odziedziczyła po moim ojcu Grzegorzu charakter, który zawsze pomagał innym, choć nie przeżył długo. A teraz Wioletta kontynuuje jego dobre uczynki, choć ma dopiero lat dwanaście, i każdą biedną biedronkę ratuje.
Wioletta dorosła, ukończyła szkołę, podjęła pracę i zamieszkała w mieszkaniu swojego dziadka, Jana. Pozostała wrażliwa, sprawiedliwa i zawsze gotowa nieść pomoc ludziom i zwierzakom, choć niektórzy patrzyli na nią z nieufnością.
Ona chyba nie z tego świata szemrało się w okolicy.
Pewnego deszczowego, jesiennego popołudnia, wracając z targu w Krakowie, Wioletta dostrzegła przed sobą staruszkę, która z trudem dźwigała dwa połówki toreb.
Boże, jak drżą jej starcze ręce, jak wygięte jest jej plecy pomyślała ze smutkiem Wioletta. Ile lat już ma na barkach?
Podbiegła i rozpoznała Marię Iłinię, sąsiadkę z tego samego klatki.
Dzień dobry, pozwólcie, że pomogę odezwała się, przejmując torby.
Początkowo babcia cofnęła się przerażona, potem niepewnie uśmiechnęła się.
Dziękuję, kochana, ale mam piętro czwarte
Wiem, ja mieszkam na drugim odpowiedziała Wioletta z uśmiechem.
Kiedy przeniosła torby do mieszkania, zauważyła, że wnętrze od dawna nie było sprzątane.
Mario Iłinio, pozwólcie, że pomogę przy sprzątaniu, widzę, że jest ciężko. Mogę przyjść później, tylko najpierw zniosę zakupy zaproponowała.
Nie ma potrzeby, kochana, nie marnuj na mnie czasu
Nie sprawi mi to trudności, mieszkam sama, a dziś wolny dzień odparła.
Od tej chwili Wioletta regularnie odwiedzała Marię, wieczorami pijąc razem herbatę. Lubiła słuchać, jak babcia gra na starym fortepianie, którego, jak opowiadała, jej mąż kupił, gdy urodził się ich syn. Wioletta sama potrafiła grać uczęszczała na lekcje muzyki, choć później nie wybrała tej drogi, bo tak chciała matka.
Kiedy podeszła do klatki, zobaczyła na ławce starszą Tamara Żukowską, mieszkankę piątego piętra.
Wioletta, słyszałam, że przyjęłaś się pod opiekę Marii. Dobrze robisz. Szkoda tej babci. Syn z żoną mieszkają w Niemczech, mają pieniądze, a wnuki w Moskwie przyjeżdżają rzadko, mówią, że czekają na jej śmierć, by dostać majątek. Nie wiem, czy ona naprawdę jest bogata, ludzie tylko plotkują.
Wioletta skinęła głową i weszła do klatki.
Boże, co ma Marii Iłiniego, oprócz tego solidnego fortepianu i mebli, to tylko takie opowieści
Tego samego wieczoru przywiozła babci ciasto.
Zaparzę herbatę rzekła wesoło i ruszyła do kuchni.
Nie musisz się martwić, kochana spojrzała babcia, oczy jej błyszczały.
Po prostu chciałam zrobić coś miłego, i dla siebie uśmiechnęła się Tamara.
W kuchni rozmawiały przy herbacie. Maria opowiadała o dzieciństwie w czasie wojny, o zmarłym mężu, o synu, który wyjechał do Niemiec z żoną, o rzadkich wizytach wnuków, jakby zapomnieli o matce.
A czy ma pani wnuki? dopytała Wioletta.
Wnuki jej głos zadrżał. Uważają mnie za starą baba, którą nie warto mieć. W zeszłym roku przyjechał Garik, chociaż był ostry, przyniósł owoce. Po wyjeździe rzucił: Stara, już cię mam dość, czas iść w nieznane. Tak, taki wnuk a wnuczka nie przychodzi, tylko czeka na moją śmierć
Nadeszła zima. Maria zachorowała, a Wioletta codziennie po pracy przychodziła z jedzeniem i lekami. Pewnego dnia poprosiła:
Kochana, zagraj na fortepianie, bardzo chciałabym posłuchać.
Wioletta usiadła przy instrumencie, dotknęła delikatnie klawiszy i zabrzmiała muzyka. Zobaczyła, jak Maria zamyka oczy i rozkoszuje się dźwiękami, pewnie wspominając dawne lata.
Tak powstał ich wieczorny rytuał: babcia opowiadała proste historie, a Wioletta cicho grała, wydobywając czułe melodie.
Czas mijał, Maria słabła, lekarz z przychodni domowej przepisuje leki. Pewnego dnia, gdy Wioletta myła podłogę i odkurzała, Maria wypowiedziała:
Wiesz, kochana, napisałam testament. Mieszkanie pójdzie wnukom, choć niechcący na nie czekają. A fortepian chcę, żeby był twój.
Wioletta zamarła.
Nie potrzebuję niczego, nie jestem obcą dla ciebie, nie chcę, by wnukowie mnie oskarżali.
Nic nie martwi, wszystko już załatwiłam zapewniła starsza.
Wiosną Maria już nie wstawała, często wzywała lekarza, lecz nie zabierano jej do szpitala. Wioletta czuła, że wciąż musi podawać leki na czas. Pewnej nocy Maria umarła samotnie. W ostatnią wieczorną chwilę, siedząc przy niej, babcia szepnęła:
Kochana, nie zapomnij o fortepianie, niech zostanie w twoich rękach bardzo tego chcę.
Rankiem Wioletta, jak zwykle przed pracą, pobiegła do mieszkania, lecz babci już nie było. Zadzwoniła do Garika, syna, pod numer znajdujący się w telefonie Marii.
Na pogrzebie płakała, jakby straciła własną babcię. Wnuki przyjechały, żeby załatwić sprawy, wezwali Wioletę. Weszła do pustego mieszkania i zobaczyła jedynie fortepian stojący pośrodku pokoju.
Pracownicy zaraz przetransportują fortepian do twojego mieszkania powiedział Garik, młody, przystojny mężczyzna z nutą wyniosłości. Pamiętaj o naszej babci, bardzo chciała, żeby fortepian cię odnalazł dziękujemy, że się nią opiekowałaś.
Garik milczał, bo rozumiał, że często żartują z Wioletty:
Nie z tej ziemi, tak jak nasza staruszka
Wioletta spojrzała na siebie zdziwiona.
Fortepian stał w jej własnym mieszkaniu. Delikatnie wycierała go z kurzu, łzy współczucia i wdzięczności spływały po policzkach.
Dziękuję, Mario Iłinio szeptała za twoją piękną duszę.
Przez kilka dni nie siadała przy instrumencie, brakowało jej ochoty. Pewnego wieczoru po pracy, po kolacji, otworzyła pokrywę, dotknęła klawiszy i wśród strun odkryła małe opakowanie zawinięte w jedwabną tkaninę. Rozwinęła je i znalazła małą szkatułkę, otworzyła a w niej błyskotki i list.
Wioleto, kochana, to dla ciebie. Dla tak dobrej osoby, jaką jesteś. Dziękuję za ostatni rok mojego życia, był szczęśliwy, nie byłam sama, byłaś przy mnie. Bądź szczęśliwa, tak bardzo tego chcę. Jeśli zechcesz sprzedać, sprzedaj, ale zostaw przynajmniej jeden pierścionek jako wspomnienie o mnie.
W szczułkach znalazła pierścionki, kolczyki, bransoletki, dwa naszyjniki oraz zdjęcie młodej Marii. Wioletta płakała nad tym bogactwem, które spadło na jej barki. Uspokajając się, wybrała jeden pierścionek, założyła go na palec i ponownie dotknęła klawiszy rozbrzmiała słodka melodia.
Szkatułka stała otwarta. Rozważając, co zrobić z klejnotami, wpadła pewnego ranka na pomysł. Była sobota. Wzięła szkatułkę, włożyła do torby i poszła do lombardu.
To są rodzinne kosztowności? zapytał zdumiony rzeczoznawca.
Tak, są bardzo cenne odparła Wioletta.
Gdy pieniądze trafiły do jej ręki, wzięła je do domu, a potem pojechała na przedmieścia Warszawy, do starego, opuszczonego domu, który od dawna obserwowała. Dwupiętrowy, z wielkim ogrodem, z odłuszczoną wapnem elewacją, pod którą widać solidną cegłę dom wciąż miał mocne mury. Spojrzała na niego, usiadła przy fortepianie i zagrała klasyczne utwory.
Wkrótce zwróciła się do pośrednika nieruchomości, by nabyć ten dom, a on zdziwił się:
Naprawdę chce pani kupić ten dom? Potrzebny będzie duży remont
Ten dom, dokładnie ten potwierdziła Wioletta.
Po ośmiu miesiącach odnowionego budynku otwarto dom opieki dla samotnych seniorów. W przestronnym salonie stał fortepian, otoczony wygodnymi kanapami i fotelami. Pierwszymi mieszkańcami był dziadek Janusz, oraz dwie babcie, Anna i Grażyna, dwie siostry, które straciły dom w pożarze później przybyło kolejnych.
Często Wioletta siadała przy fortepianie i grała klasyczną muzykę, gdyż podopieczni prosili:
Pani Wioleto, zagraj coś pięknego.
Grała z oddaniem, czując, że w powietrzu wciąż unosi się obecność Marii Iłini, a pomiędzy nutami słychać pochwalny szept: Brawo, kochana.
Wioletta stała się właścicielką tego przytulnego domu, który mieszkańcy nazywają Naszym Domem. Dziennikarze przyjeżdżają, piszą artykuły i są zdumieni.
Sprzedałaś kosztowności i otworzyłaś dom opieki dla starszych. Nie każdy by się na to zdecydował. Czy nie żałujesz?
Ani kropli wahania uśmiechała się Wioletta. Czyż nie jest wspaniale patrzeć na tych starszych ludzi, którzy są szczęśliwi? Babcia Grażyna dzierga skarpety, a Janusz gra w szachy, czekając na partnera, dziadka Ignacego. Wiem, że Maria Iłinio jest zadowolona, że tak rozdysponowałam jej skarby. A ja dostałam więcej dostałam miłość i dobroć.
Po dwóch latach Wioletta poślubiła Stefana, który chętnie pomagał żonie, będąc równie życzliwym i otwartym duchem. Razem prowadzą teraz gospodarstwo domowe, a fortepian wciąż rozbrzmiewa w ich domu, niosąc echo dawnej dobroci.



