Nie wszystko jest tym, czym się wydaje

Nie wszystko jest takie, jak się wydaje

Przed poranną rundą do gabinetu weszła pielęgniarka Bogusia i szepnęła poufnie:
— Pani doktor Halino, ta Iwonka z piątej sali cały wieczór prosiła, żebym dała jej ubranie i wypuściła do domu. Mówiła pani, żeby zgłaszać, jeśli coś takiego się zdarzy.

— Dziękuję, Bogusiu, zajmę się tym. — Halina poprawila kosmyk włosów wymykający się spod czeplika i ruszyła w stronę piątej sali.

Na łóżku przy oknie leżała dziewczyna, odwrócona twarzą do ściany.

— Witaj, Kasiu, co się stało?

Kasia gwałtownie się odwróciła i usiadła.

— Proszę mnie wypisać. Nie mogę już tu leżeć. W domu mogłabym się choć czymś zająć, a tutaj… — Łzy zakręciły się jej w oczach, a spojrzenie, jakie rzuciła Halinie, było pełne błagania.

— No, nie płacz, dziecku zaszkodzisz. A może zmieniłaś zdanie i nie chcesz już rodzić? — spytała stanowczo Halina.

— Nie, nie zmieniłam. Czuję się dobrze. Obiecuję, że w domu będę leżeć, spacerować i nic nie robić. Proszę, niech mnie pani wypisze. Na dworze taka ładna pogoda, a ja tu duszę się w tej sali. — Dziewczyna uśmiechnęła się nieśmiało.

— Dobrze. Jutro zrobimy badania, USG i zobaczymy. Jeśli wszystko będzie w porządku, wypiszę cię — obiecała Halina.

— Dziękuję! — Kasia złożyła ręce jak do modlitwy. — Obiecuję, że będę ostrożna, a jeśli coś się stanie, od razu do pani zadzwonię.

Halina wyszła z sali. Wciąż nie mogła zrozumieć, jak jej syn mógł zakochać się w tej bladej, niepozornej Kasi. Przecież Wojtek, przystojny, z dobrym zawodem… *Miał* dobrą pracę. Halina poprawiła się w myślach. To był jego wybór, a wybór syna powinna szanować. Jeśli Wojtek pokochał tę dziewczynę, ona też spróbuje ją polubić.

Jeszcze na trzecim roku studiów Wojtek zakochał się w żywiołowej i pięknej Oli tak bardzo, że stracił głowę. Byli piękną parą. Ale po roku Ola zostawiła go dla jakiegoś obcokrajowca. Syn długo cierpiał, przestał chodzić na zajęcia. Halina bała się, że porzuci naukę.

Po czasie Wojtek się ogarnął, skończył studia, dostał pracę w dobrej firmie. Ale długo nie mógł patrzeć na dziewczyny. Aż poznał Kasię — jasnowłosą, drobną i niczym niewyróżniającą się, zupełne przeciwieństwo Oli. Może pomyślał, że taka go nie zdradzi.

— Mamo, poznaj Kasię — powiedział, gdy pierwszy raz przyprowadził ją do domu.

Halina z trudem powstrzymała grymas. Wszystkie Ksie, które znała, były dwulicowe. Na zewnątrz — słodkie, delikatne istoty, a w środku — przebiegłe i wyrachowane. Miała nadzieję, że związek z Wojtkiem szybko się rozpadnie — byli zbyt różni.

Gdy Wojtek oznajmił, że się żeni, Halina znów się powstrzymała.

— Już złożyliście papiery? — spytała zamiast gratulacji.

— Jeszcze nie. A ty nie cieszysz się? — zaniepokoił się syn.

— Najważniejsze, że ty jesteś szczęśliwy — odpowiedziała Halina.

Wojtek dał Kasi pierścionek z diamentem, który teraz błyszczał na jej cienkim paluszku. Ślub zaplanowali na sierpień. Halina liczyła, że do tego czasu coś się zmieni — może Wojtek zmieni zdanie.

I zapeszyła. Na urodzinach kolegi Wojtek wypił, nie wsiadł za kierownicę, Kasię odesłał taksówką, a sam poszedł pieszo, żeby się ochłodzić. W ciemnej uliczce zobaczył, jak dwóch typów wpycha dziewczynę do samochodu. Krzyczała i broniła się.

Wojtek interweniował. Jeden z nich dźgnął go nożem w brzuch. Samochód odjechał, a Wojtek został leżeć na asfalcie. Znaleźli go dopiero rano — nie udało się go uratować.

Halina mimowolnie winila Kasię. Dlaczego nie nalegała, żeby jechał z nią? Winila też siebie — to ona wychowała go na takiego człowieka.

Myślała, że nie przeżyje tej straty. Ale wróciła do pracy. Wkrótce na oddział trafiła Kasia — w dziesiątym tygodniu ciąży, z zagrożeniem poronienia. Wszystko wskazywało, że to dziecko Wojtka. Kasia potwierdziła.

Halina dawała jej najlepsze leki, pilnowała, by przestrzegała zaleceń. Cieszyła się, że będzie miała wnuka, i robiła wszystko, by dziecko się urodziło. Najlepiej chłopca. Ale i dziewczynka by ją ucieszyła — w końcu to dziecko Wojtka.

Przed wypisem Halina spytała, czy Kasię przywita mama.

— Mama nie wie — odpowiedziała zmieszana.

— Jak to? Dlaczego jej nie powiedziałaś? — zdziwiła się Halina.

— Mama wychowywała mnie sama. Zawsze bała się, że urodzę bez męża. A teraz…

— Ale Wojtek cię poprosił o rękę. Mieliście ślub. Gdybyśmy wiedzieli, że jesteś w ciąży, nie czekalibyśmy — tłumaczyła gorączkowo Halina.

— Sama nie byłam pewna. Myślałam, że jak się upewnię, to powieLata mijały, a mała Janeczka rosła, nie domyślając się, że pewnego dnia los znów postawi na jej drodze Kasię i zmusi ich wszystkich do zmierzenia się z prawdą, która wciąż czaiła się w cieniu przeszłości.

Rate article
Fajna Tajna
Nie wszystko jest tym, czym się wydaje