Ponieważ to ja zostawiłam rodzinę dla innego mężczyzny i wzięłam na siebie ciężar rozpadu naszego małżeństwa, Tomasz uznał, że powinnam wynagrodzić mu wszelkie cierpienia. Nie pozwolił mi zabrać naszego syna, a Darek bo tak ma na imię nasz chłopiec sam też wolał zostać z ojcem. Serce mi pękało, ale wiedziałam, że nie mogę wymusić tej decyzji siłą. Szybko wszystko ustaliliśmy dali mi odejść, a ja w zamian co miesiąc, czasem dwa razy, przesyłałam im pieniądze. Tomasz wtedy jeszcze pracował i radził sobie, ale kiedy odkrył, że mam znacznie lepszą sytuację finansową i że mój obecny partner, Andrzej, również wspiera finansowo Darka, rzucił pracę i zaczął utrzymywać siebie i syna wyłącznie z moich przelewów.
Gdy Darek dorastał, Tomasz całkowicie mu pobłażał zamawiał mu obiady z najlepszych restauracji w Warszawie, pozwalał opuszczać lekcje, kiedy tylko miał na to ochotę, a wakacje spędzali w zagranicznych kurortach. Do tego dochodziły coraz droższe sprzęty elektroniczne i gadżety za tysiące złotych. Nic dziwnego, że z czasem syn zaczął traktować mnie z dystansem. Rzadziej chciał się spotykać, a wszystko, co dla niego robiłam nieważne czy prezent, czy gest tatuś potrafił zaoferować więcej, choć finansował to z moich pieniędzy. Jedenastolatek nawet nie myślał o tym, skąd ojciec ma tyle środków, skoro od dawna nie chodzi już do pracy.
Andrzej zaproponował mi w końcu, żebym ograniczyła wsparcie finansowe dla Tomasza i Darka. Zaczęliśmy rozmawiać o przyszłych studiach syna i doszliśmy do wniosku, że lepiej oszczędzać na jego wykształcenie niż pozwalać byłemu mężowi roztrwonić wszystko na zachcianki. Zebrałam się na odwagę i pojechałam do Tomasza, żeby szczerze przedstawić mu swoją decyzję: przez lata ich utrzymywałam, teraz czas, żeby to on wziął odpowiedzialność. Ja natomiast zamiast przelewać dalej niemałe sumy, zadbam o przyszłość Darka.
Tomasz wybuchł wtedy gniewem. Zaczął mi wygarniać, co ze mnie za matka i żona, i rzucił groźbą, że poda mnie do sądu o alimenty, bo twierdził, że nigdy nic im nie płaciłam. Przestraszyłam się, ale po rozmowie z warszawskimi prawnikami usłyszałam, żeby nie przejmować się tymi pogróżkami. Tak naprawdę Tomasz od lat żył tylko z pieniędzy ode mnie i Andrzeja, a sądownie nie miałby wobec mnie większych szans.
A jednak mam poczucie straty. Mój syn jest ze mnie rozczarowany bardziej niż kiedykolwiek w jego oczach stałam się matką, która nie chce pomóc własnemu dziecku i jego ojcu. I chociaż wiem, że robię to, co najlepsze dla jego przyszłości, serce rozdziera mi się za każdym razem, gdy widzę obojętność w oczach Darka.


