Czemu jej nie wpuściliście? Zosia zebrała się na odwagę i zapytała o to, co nie dawało jej spokoju. Przecież wcześniej zawsze ją wpuszczaliście
Mama wzruszyła ramionami z gorzkim uśmiechem.
Boję się o ciebie, Zosiu. Myślisz, że nie widzimy, jak się kulisz w kącie, gdy twoja siostra wpada do domu nocą? Jak chowasz podręczniki, żeby ich nie zniszczyła? Patrzy na ciebie z zawiścią. Ma do ciebie żal, że jesteś normalna, masz szansę na inne życie. A swoje zmarnowała już dawno temu… w kieliszku.
Zosia przygarbiła się nad otwartym zeszytem. Z sąsiedniego pokoju znów zaczynała się awantura.
Ojciec nawet nie zdjął kurtki. Stał na środku przedpokoju z komórką w dłoni i krzyczał.
Nie wciskaj mi tych bajek! wrzasnął w słuchawkę. Gdzie roztrwoniłaś te pieniądze?! Minęły dwa tygodnie od wypłaty! Dwa tygodnie, Anka!
Z kuchni wyszła Maria. Przez chwilę słuchała monologu męża, po czym odezwała się cicho:
Znowu?
Roman tylko machnął ręką, przełączył rozmowę na głośnik i natychmiast usłyszeli płacz.
Starsza siostra Zosi, Anna, miała talent do wzbudzania litości. Potrafiła oprzeć się na czyjejś naiwności jak nikt.
Ale rodzice byli już zahartowani latami rozczarowań.
Co to znaczy on cię wyrzuca? zaczął chodzić po ciasnym przedpokoju. Dobrze robi!
Kto by zniósł takie życie?
Patrzyłaś kiedyś w lustro? Trzydzieści lat, a twarz jak u zbitego psa.
Zosia nieśmiało uchyliła drzwi do swojego pokoju na dwa palce.
Tato, błagam łkanie ucichło. Wyrzucił mi rzeczy na klatkę. Nie mam dokąd pójść. Na dworze zimno, pada Można się do was zatrzymać? Tylko na kilka dni, po prostu się prześpię.
Mama próbowała wyrwać Romanowi telefon, ale ten odwrócił się gwałtownie.
Nie! uciął. Nie zobaczysz tego domu od środka.
Ustaliliśmy to już ostatnim razem. Gdy sprzedałaś telewizor w lombardzie, podczas gdy byliśmy na działce, zamknęliśmy przed tobą drzwi na dobre!
Mamo! Powiedz mu coś! zawołała córka przez słuchawkę.
Maria zakryła twarz dłońmi, ramiona jej drżały.
Anka, jak mogłaś wyszeptała, nie patrząc na męża. Tyle razy byłaś u lekarza
Obiecałaś. Po ostatniej terapii miał spokój trwać trzy lata.
Nie wytrzymałaś nawet miesiąca!
Te wszystkie terapie to bzdury! syknęła Anna, przechodząc w ton z błagalnego na napastliwy. Tylko pieniądze z was wyciągają, a ja nadal się duszę!
A wy tylko o tym telewizorze
Zrobię wam nowy!
Za co? Roman zatrzymał się i utkwił wzrok w ścianie. Skąd, skoro wszystko przepiłaś? Znowu pożyczysz u swoich znajomych? A może wyniosłaś coś jeszcze z mieszkania tego swojego?
Nie ważne! Anna wpadła mu w słowo. Tata, nie mam gdzie mieszkać! Chcecie, żebym spała pod mostem?!
Idź do schroniska, gdzie chcesz głos Romana stał się przerażająco spokojny. Tutaj nie wejdziesz.
Wymienię zamki, jeśli zobaczę cię pod blokiem.
Zosia siedziała na łóżku, obejmując kolana.
Zwykle po takiej awanturze pierwszym celem rodzicielskiej złości bywała właśnie ona.
A ty co robisz? Telefon znów? Zaraz będziesz jak siostra! Też zmarnujesz życie! to słyszała od trzech lat.
Ale dzisiaj jakby o niej zapomniano.
Nikt na nią nie krzyczał, ojciec rzucił telefon i razem z mamą przeszli do kuchni.
Zosia ostrożnie wyszła z pokoju.
Roman, nie można tak rozpaczała mama. Przepadnie tam. Wiesz, jaka jest, gdy tak się zapomina.
Nie panuje wtedy nad sobą.
A czy ja mam za nią odpowiadać? Roman postawił czajnik na gazie z hukiem. Mam pięćdziesiąt pięć lat, Mario. Chcę tylko wejść do domu i usiąść w spokoju w fotelu. Nie chować portfela pod poduszką! I nie wysłuchiwać sąsiadów, że kręciła się po klatce z podejrzanym typem i ich zaczepiała!
Jest naszą córką powiedziała cicho mama.
Była, do dwudziestki. Teraz to pasożyt, co wysysa z nas resztki sił.
Jest uzależniona, Mario. Tego się nie leczy, jeśli człowiek sam nie zechce. A ona nie chce. Lubi to życie. Budzi się, znajduje wino, wypija i znika
Zadzwonił znowu telefon.
Zapadła napięta cisza, aż odezwał się ojciec.
Słucham.
Tato Anna dzwoniła znowu. Siedzę na dworcu. Chodzi tu policja, zabiorą mnie, jeśli zostanę.
Proszę
Posłuchaj uważnie przerwał jej Roman. Do domu nie wrócisz. To jest ostateczne.
Mam się w takim razie zabić? podniosła się jej tonacja. Chcecie telefonu z kostnicy?!
Zosia zesztywniała. To był ten argument, który Anna wyciągała zawsze, gdy już nic innego nie działało.
Kiedyś działało: mama ryczała, tata łapał się za serce, dawali jej pieniądze, wpuszczali na nocleg, karmili
Tym razem tata nie dał się nabrać.
Nie strasz powiedział. Za bardzo siebie cenisz. Zrobimy tak.
Jak? w głosie Anny pojawiła się cień nadziei.
Znajdę ci pokój do wynajęcia. Najtańszy na obrzeżach Warszawy. Opłacę pierwszy miesiąc i dam trochę na jedzenie. To wszystko. Cała reszta zależy od ciebie.
Znajdziesz pracę, przestaniesz pić dasz radę.
Nie za miesiąc trafisz na ulicę i już mnie to nie obchodzi.
Pokój? Zwykły pokój, nie mieszkanie? Tato, nie dam rady sama. Boję się. I ci sąsiedzi
Nie mam nic, nawet pościeli. Ten wszystko u siebie zatrzymał!
Mama spakuje ci pościel do torby. Zostawimy u dozorczyni. Przyjedziesz odebrać, ale do mieszkania nie wchodzisz, ostrzegam.
Jesteście potworami! wpadła znowu w złość Anna. Rodzice wyganiają córkę do jakiejś nory! Sami siedzicie w trzypokojowym, a ja mam się chować jak szczur?!
Mama nie wytrzymała, chwyciła za telefon.
Anna, zamknij się! krzyknęła tak, że Zosia się wzdrygnęła. Tata mówi do rzeczy!
To twoja jedyna szansa. Pokój albo ulica.
Wybieraj, bo jutro nawet i na pokój nie będzie!
Zapanowała cisza.
Dobrze wyburczała w końcu Anna. Podajcie adres. I przelejcie coś, jestem głodna.
Pieniędzy nie dostaniesz odciął Roman. Kupię jedzenie i zapakuję do torby. Wiem, na co przeznaczysz gotówkę
Rozłączył się.
Zosia uznała, że czas wyjść do kuchni po wodę.
Spodziewała się, że z miejsca spadnie na nią lawina frustracji.
Ojciec skomentuje jej ubranie, mama wytknie jej, że się nie przejmuje, kiedy mają tyle zmartwień.
Tym razem rodzice nawet nie spojrzeli w jej stronę.
Zosiu cicho odezwała się mama.
Tak, mamo?
W szafie na górze są stare prześcieradła i poszewki. Wyciągnij i spakuj do tej niebieskiej torby z komórki.
Dobrze.
Zosia wzięła się za pakowanie.
Opróżniła torbę z gratów, wyciągnęła pościel, kilka ręczników.
Wciąż w głowie nie mieściło się, jak Anna ma sobie poradzić sama. Nawet wody sobie nie zagotuje, makaronu nie ugotuje. I ta jej zgubna skłonność
Zosia wiedziała, że bez alkoholu siostra nie przetrwa nawet dwóch dni.
Wróciła do rodziców, postawiła torbę na stole.
Nie zapomnij ręczników! krzyknął Roman z kuchni.
Już spakowane! odpowiedziała.
Widziała, jak ojciec ubiera buty i wychodzi bez słowa.
Pewnie pojechał szukać tej nory.
Zosia weszła do kuchni. Mama siedziała cicho.
Mamo, podać ci tabletkę? zapytała wchodząc.
Podniosła na nią wzrok.
Wiesz, Zosiu zaczęła spokojnym głosem. Gdy była mała, myślałam, będę miała z niej pociechę. Będziemy rozmawiać o wszystkim.
A dziś modlę się tylko, żeby nie zapomniała adresu tego pokoju i tam dotarła
Da radę, zawsze się jakoś wykręci próbowała dodać otuchy Zosia.
Tym razem nie. Ma zupełnie inne oczy. Puste. Jakby nic tam już nie zostało, tylko ciało wiecznie spragnione czegoś złego.
Widzę przecież, jak się jej boisz
Zosia zamilkła. Całe życie sądziła, że rodzice nie dostrzegają jej lęku, zajęci ratowaniem straconej Ani.
Myślałam że mam was gdzieś szepnęła.
Mama pogładziła ją po włosach.
Dla nas nie jesteś obojętna. Tylko sił nam już brak. Tak jak mówią w samolocie: najpierw maskę włóż sobie, potem dziecku. My przez dziesięć lat próbowaliśmy zakładać Annie maskę Prób, szamaństw, drogich klinik Ledwo nie udusiliśmy się z wycieńczenia.
Nagle rozległ się dzwonek do drzwi. Zosia zadrżała.
To ona? zapytała przestraszona.
Nie, tata ma klucze. Pewnie kurier. Zamawiał zakupy.
Zosia otworzyła drzwi. Kurier podał jej dwa ciężkie torby.
W kuchni wyładowywała kasze, konserwy, herbatę, cukier najtańsze produkty.
Ona tego nie będzie jadła mruknęła, odkładając gryczaną kaszę. Lubi wszystko gotowe.
Przy głodzie nauczy się gotować odpowiedziała mama tonem zdecydowanym. Dosyć tego pobłażania. Jeszcze ją pogrzebiemy przez tę naszą litość.
Po godzinie wrócił ojciec wyglądał, jakby przepracował trzy doby.
Znalazłem rzucił krótko. Klucze mam, właścicielka emerytka, nauczycielka. Ostrzegła, że przy alkoholu natychmiast wyrzuci. Powiedziałem, by wyrzuciła od razu.
Roman westchnęła mama.
Co? Dosyć ściemniania. Ma wiedzieć, na czym stoi.
Wziął torbę z pościelą i zakupy, wyszedł bez pożegnania.
Zosiu, zamknij drzwi na wszystkie zamki. Jeśli ktoś zadzwoni nie odbieraj.
Ojciec wyszedł, a mama została sama i rozpłakała się.
Zosi serce ściskało się z żalu. Jak to możliwe, że siostra sama nie żyje, tylko egzystuje od kieliszka do kieliszka, a rodzicom odebrała wszystko…
***
Rodzice nie mieli złudzeń po tygodniu zadzwoniła właścicielka i oznajmiła, że Anię wyrzuciła wraz z policją. Sprowadziła trzech obcych i piła z nimi całą noc.
Znowu rodzice nie potrafili jej zostawić przewieźli Anię do ośrodka leczenia uzależnień.
To specjalny, dobrze strzeżony zakład. Tam obiecano, że przez rok postarają się ją wyciągnąć z nałogu.
Kto wie Może kiedyś jednak zdarza się cud?
***
Życie potrafi postawić przed nami najtrudniejsze wybory zwłaszcza, gdy chodzi o najbliższych. Czasem jednak miłość oznacza stawianie granic, bo nawet największa troska nie zastąpi czyjejś woli walki o siebie. Trzeba umieć kochać, nie pozwalając się niszczyć.



