Nie wolno brać cudzych rzeczy
W rodzinie Kowalskich jedyną i ukochaną córką była Basia, oczko w głowie rodziców. Wszystko kręciło się wokół jej potrzeb i zachcianek. Rodzice ludzie z klasą, pracowali w instytucie naukowym, ojciec profesor. Od kiedy Basia pamiętała, w ich mieszkaniu zawsze kręciło się mnóstwo gości.
Mama, Jadwiga Kowalska, gotowała wyśmienicie, piekła ogromne placki, a stół nakrywała jak z obrazka.
No, Jadwigo, jesteś niemożliwa i pięknie, i pysznie! Człowiek tylko rzuci okiem, już by wszystko zjadł dowcipkowali goście przy każdej wizycie.
Basia w szkole radziła sobie nieźle typowa solidna czwórkowiczka i piątkowiczka. Rodzice nigdy jej nie zmuszali do nauki, bo od małego była zorganizowana i odpowiedzialna. Wracała ze szkoły, przebierała się, jadła, potem siadała do lekcji.
Basiu, byłaś na lekcjach muzyki?
Tak, mamo, wróciłam przed chwilą.
Basia chodziła do szkoły muzycznej, grała na skrzypcach. Uwielbiała ten instrument gdy go brała do ręki, odpływała w innym świecie, inspirowała się i grała, grała bez przerwy. Nauczycielka muzyki często dawała ją za wzór.
Szkolne lata szybko minęły. Basia miała mnóstwo koleżanek i kolegów, była otwarta i serdeczna, każdemu chętnie pomagała. Rodzice mieszkali w dużym mieście Poznaniu, Basia marzyła, by po maturze zostać, studiować właśnie tu.
Ty to nie masz się czym martwić, Basiu twoi rodzice pracują na uczelni, jakoś cię załatwią. A ja ledwo się w szkole trzymam, gdzie mi do studiów? narzekała Zosia, jej przyjaciółka.
I co będziesz robić po liceum?
Idę do pracy. Mama sama mnie wychowuje, ciągnie ile może, więc czas pomóc odpowiadała Zosia. Rzeczywiście, żyły bardzo skromnie, na wszystkim oszczędzały.
Basia nie rozumiała, jak to jest żyć bez wygód, bo rodzice dobrze zarabiali, niczego jej nie brakowało.
Mamo, tato, na bal maturalny muszę mieć nową sukienkę i buty uprzedziła rodziców.
Tak, córeczko, wiem jutro mamy wolne, idziemy na zakupy obiecała Jadwiga.
Sukienka była olśniewająca, do niej buty w kolorze, zostało tylko zdać maturę, obtańczyć bal, a potem nowa dorosła przygoda.
Basia dostała się na Politechnikę Poznańską, rodzice trochę pomogli, choć sama by sobie poradziła mama była bardzo kontaktowa, więc dla pewności pogadała z kim trzeba.
No i jestem studentką doniosła radośnie Basia, gdy zobaczyła swoje nazwisko na liście przyjętych.
Gratulacje, córeczko! śmiał się ojciec i wręczył jej modny telefon, wtedy jeszcze rzadko kto miał komórkę.
Wszystko jej się podobało na studiach: wykładowcy, nauka, imprezy, nowi znajomi. Życie studenckie to był inny świat wieczory, egzaminy, prace zaliczeniowe. Zosię spotykała rzadko, nie miała wolnego czasu, a Zosia pracowała w fabryce zupełnie inne środowisko i rytm.
Latem Basia jeździła na praktyki budowlane ach, to była frajda! Była sympatyczną, towarzyską dziewczyną, podobała się chłopakom, ale miłości wielkiej nie zaznała ot, koleżeństwo, czasem jakieś randki, nic poważnego.
Na ostatnim roku poznała Witka odrobinkę przypadkowo, w kinie, gdzie wybrała się z Zosią. Witek służył wcześniej w wojsku, pracował w warsztacie AGD. Spotkali się przy barze, popijając koktajl przed seansem.
Można się dosiąść? zagaił uprzejmie przystojniak.
Pewnie odparła Zosia, ale Witek patrzył prosto w oczy Basi.
Witek przedstawił się. Dziś dużo ludzi, więc przycupnę z wami, mam nadzieję, że nie przeszkadzam.
Jestem Zosia, a to Basia wyjaśniła koleżanka.
Wybrałem się na film, polecił mi kumpel.
My też rzadko mamy czas, wszędzie bieganina. Ja pracuję, Basia studiuje tłumaczyła Zosia, a Witek wzrok miał wbity tylko w Basię.
Umówili się po seansie spotkać ponownie, bo siedzieli w różnych miejscach, tłum był ogromny. Wieczór minął w trójkę, później Witek odprowadził obie najpierw Zosię, potem Basię, przy okazji poprosił o numer.
Był istnym Adonisem, rozmowy z nim wciągały, czytał dużo Basia, rzecz jasna, zakochała się. Spotykali się regularnie, pół roku później wzięli ślub. Rodzice Basi bardzo polubili przyszłego zięcia.
Po studiach Basia chwilę pracowała, potem poszła na urlop macierzyński urodziła synka, Michałka. Była szczęśliwa z Witkiem troskliwy mąż i ojciec, można było na nim polegać, wspierał ją we wszystkim.
Mamusiu, jaki on wspaniały! Ja z Witkiem czuję się bezpieczna jak mur berliński!
Cieszę się, dziecko. Tak, Witek to prawdziwy facet, rodzinny kiwała głową Jadwiga, a ojciec z zięciem grał w szachy i gadał o wszystkim.
musiała zacząć życie bez męża
Ale szczęście najwyraźniej ma datę ważności. Michałek miał pięć lat, kiedy Basia i Witek mieli wypadek. Jadąc samochodem, z naprzeciwka wyskoczył motocykl z prędkością światła Basia wyleciała z samochodu, to chyba ją uratowało, Witek zginął. Michałek był u dziadków, całe szczęście.
Boże, dlaczego?! szeptała Basia w szpitalu, z matką przy łóżku.
Dobrze, że żyjesz, Basiu płakała Jadwiga. Co prawda, złamana noga i żebra, ale jesteś, córeczko, z nami.
Witka Basia pochowała, sama siedząc na wózku. Długo wracała do zdrowia, pomagali rodzice, zamieszkała z synem u nich. Przeszła depresję, tęskniła za ukochanym, tylko Michałek ją trzymał na powierzchni.
Panie Boże, dziękuję, że Michałek ocalał modliła się, patrząc na obrazek z Matką Boską na synu trzymałam się życia.
Basia musiała zacząć wszystko od nowa.
Mamo, chcę wyjechać nad polskie morze, mamy tam dom, zamieszkam tam. Klimat morski dobrze zrobi i mnie, i Michałkowi. Wy przyjeżdżajcie do nas, na gościnę. Tu wszystko przypomina mi o Witku.
Rodzice zgodzili się. Przeniosła się nad Bałtyk, odnalazła spokój, została administratorką w hotelu, zaczęła spotykać się z ludźmi. Michał już chodził do szkoły. Weekendami chodzili razem na plażę, opalali się, odpoczywali.
Pewnego razu zgubiła na plaży obrączkę dla niej bezcenna, pamiątka po mężu. Płakała i grzebała w piasku.
Dlaczego płaczesz? usłyszała męski głos Co się stało?
Zgubiłam obrączkę, bardzo mi na niej zależy
Kto nosi biżuterię na plażę?
Ja noszę Masz jeszcze jakieś pytania?
Dobra, pomogę Ci odpowiedział facet jestem Krzysztof, a Ty?
Basia razem przesiewali piasek, aż na końcu obrączka znalazła się w jej kurtce.
Dzięki, Krzysztof.
Niedawno przyjechałaś na urlop? zapytał.
Ja tu mieszkam wyjaśniła Basia.
Chwilę pogadali, Krzysztof zaprosił ją na kawę.
Trzeba zejść z plaży, bo się przypalimy zgodziła się Basia możemy usiąść w kawiarni, dziś upał nie do zniesienia.
W klimatyzowanej kawiarni popijali chłodne napoje. Basia nie spieszyła się Michał był u dziadków, wysłała go tam na wakacje, wróci przed szkołą. Krzysztof od razu przyznał, że ma żonę i córkę. Pracował w swoim mieście w porcie lotniczym.
Basia opowiedziała mu swoją historię, także o wypadku i śmierci męża.
Postanowiłam zacząć od nowa wyznała przeprowadziliśmy się tutaj z synem.
Rozmowa była lekka, Krzysztof facet bez zadęcia, miły. Po kawie odprowadził ją pod dom, pożegnali się. Trzy dni później znów się spotkali czekał z wielkim bukietem, gdy wracała z pracy.
Cześć, tęskniłem uśmiechnął się Krzysztof, wręczając kwiaty.
Cześć Basię ucieszył ten widok. A ja właśnie mam urlop, od jutra!
Super! Teraz będziemy mieć więcej czasu Krzysztof się rozradował. Zapraszam na kolację, poznasz mojego przyjaciela.
W restauracji bawili się świetnie, potem Krzysztof został u niej na noc. No, stało się, co miało się stać
O matko, zakochałam się przyznała Basia przed sobą.
Po śmierci Witka nie miała nikogo. Cały urlop spędziła z Krzysztofem. Ten dzwonił do pracy, brał wolne. Ale w końcu musiał wracać do siebie. Ciężko się rozstali. Tydzień później Krzysztof zadzwonił.
Basiu, wracam Zrozumiałem, że nie mogę bez Ciebie. Wszystko powiedziałem żonie, ona złożyła pozew o rozwód.
los postanowił ją jeszcze raz wystawić na próbę
Basia była w siódmym niebie. Nie rozmyślała, co dzieje się z jego żoną i córką, w ogóle jej nie interesowało.
Ja też mam prawo do szczęścia.
Krzysztof wrócił, wkrótce wzięli ślub, gdy tylko otrzymał rozwód. Rok później Basia urodziła córeczkę. Oboje byli szczęśliwi.
Ale los uznał, że Basia nie może mieć za dobrze. Ich sielanka skończyła się po dziesięciu latach. Krzysztof zaczął się bawić kurort nad morzem, pokus od groma. Zaczęły się kłótnie, najpierw ją okłamywał, potem przyznał się. Zresztą, Basia widziała go z młodymi dziewczynami na plaży.
Basia złożyła papiery na rozwód. Krzysztof wrócił do swojego miasta, pogodził się z byłą żoną. Córki nie porzucił, płacił solidne alimenty. Dzieci dorosły. Michał wyjechał do dziadków, studiował, ożenił się. Córka została z mamą, potem wyszła za mąż, zamieszkała osobno.
Basia ma dwójkę wnuków i wnuczkę. Odwiedzają ją, rodzice już starsi również czasem wpadają z Michałem. Całe życie Basi to dzieci i wnuki.
A Krzysztof? Nigdy więcej nie pojawił się w jej życiu. Basia postanowiła, że już żadnych facetów bo:
Zapłaciłam już za miłość do żonatego nie wolno brać cudzych rzeczy, na cudzym nieszczęściu nie zbudujesz szczęścia.
Basia nie chce więcej prowokować losu boi się, że bumerang wróci i zaboli jeszcze mocniej. Żyje więc sama.
Dzięki za przeczytanie, za Wasze subskrypcje i wsparcie niech Wam się dobrze wiedzie, życzliwości i szczęścia wszystkim!


