Nie wolno brać cudzego
Mam na imię Zygmunt i wszystko, co opisuję, jest moim wspomnieniem. Moja córka, Jagna, była jedynym dzieckiem w rodzinie oczkiem w głowie moim i żony, Jolanty. Wszystko robiliśmy dla niej, ponieważ dorastaliśmy w domu pełnym gości, gdzie nauka była tematem przewodnim. Jolanta pracowała ze mną w Instytucie Badań Naukowych, a ja byłem profesorem. Odkąd pamiętam, nasz dom tętnił życiem.
Jolanta zawsze gotowała wyśmienicie, piekła ogromne szarlotki i przepięknie nakrywała do stołu.
Ach, Jolanto, zawsze jesteś sobą pięknie i smacznie, aż apetyt rośnie na sam widok, żartowali znajomi za każdym razem, gdy odwiedzali nas.
W szkole Jagna uczyła się solidnie nie była wzorową uczennicą, ale oceny miała zawsze bardzo dobre. Nigdy nie zmuszaliśmy jej do nauki, sama była zorganizowana i odpowiedzialna. Po powrocie ze szkoły przebierała się, jadła i zasiadała do lekcji.
Jagno, byłaś już na zajęciach muzycznych?
Tak, mamusiu, wróciłam właśnie.
Chodziła do szkoły muzycznej, grała na skrzypcach. Kochała ten instrument i gdy go brała do ręki, zostawiała za sobą cały świat. Jej nauczycielka często stawiała ją innym dzieciom za wzór.
Lata szkolne minęły szybko. Jagna miała wielu przyjaciół była otwarta i życzliwa, lubiła pomagać innym. Marzyła o studiach w Krakowie, gdzie mieszkaliśmy.
Ty to nie masz się czym martwić, Jagna. Twoi rodzice pracują na uczelni, jakoś cię tam przyjmą. Ja za to ledwo ciągnę w szkole gdzie mi do studiów, mówiła jej koleżanka, Iwona.
A gdzie zamierzasz pójść po maturze?
Nigdzie, pójdę do pracy. Mama sama mnie wychowuje, ledwo daje radę. Zacznę zarabiać, jej będzie lżej, odpowiadała Iwona. Rzeczywiście, żyły skromnie i oszczędzały na wszystkim.
Jagna nie rozumiała tej sytuacji, bo u nas nigdy nie brakowało pieniędzy.
Mamo, tato, na bal maturalny potrzebuję nową sukienkę i buty, uprzedziła nas.
Oczywiście, córko. Jutro mamy wolne, powędrujemy po sklepach, obiecała Jolanta.
Sukienkę kupiliśmy śliczną, buty też, wszystko było gotowe. Pozostało zdać maturę i zacząć dorosłe życie.
Jagna dostała się na Politechnikę Krakowską. Nasze kontakty pomogły, choć spokojnie sama też by jej się udało. Moja żona miała mnóstwo znajomości, rozmawiała z kim trzeba na wszelki wypadek.
No i jestem studentką, rodzice! oznajmiła radośnie, gdy ujrzała swoje nazwisko na liście przyjętych.
Gratulacje, córeczko! powiedziałem, wręczając jej nowy telefon wtedy jeszcze nie każdy miał własny komórkowy.
Na uczelni wszystko jej się podobało: nauka, wykładowcy, imprezy studenckie, egzaminy, praca nad projektami zupełnie inny świat. Z Iwoną widywała się rzadko, bo obie żyły już bardzo różnie. Iwona pracowała w fabryce i miała swoje środowisko.
Jagna w czasie wakacji jeździła na obozy budowlane to było ekscytujące i ciekawe życie. Była atrakcyjną, otwartą dziewczyną, podobała się chłopakom, lecz żadna wielka miłość się nie zdarzyła. Spotykała się, rozmawiała, ale nic poważnego.
Na ostatnim roku poznała Piotra. Przeszedł wojsko, pracował w warsztacie naprawy sprzętu AGD. Poznali się zupełnie przypadkowo w kinie, gdzie Jagna wybrała się z Iwoną w wolny dzień.
Cześć, dziewczyny! Można dołączyć? zapytał grzecznie Piotr, gdy popijały koktajle w kinowej kawiarni przed seansem.
Jasne, odpowiedziała Iwona, a Piotr patrzył prosto w oczy Jagnie.
Piotr przedstawił się. Dziś mnóstwo ludzi, rozglądał się, jakby tłumaczył, czemu przysiadł do ich stolika.
Ja jestem Iwona, a to Jagna, uśmiechnęła się koleżanka.
Wybrałem się na nowy film, polecił mi znajomy.
My też wreszcie razem, zawsze brak czasu. Ja pracuję, Jagna studiuje, tłumaczyła Iwona, do gustu przypadł jej Piotr, ale ten wciąż patrzył na Jagnę.
Umówili się po seansie na kolejne spotkanie siedzieli w kinie oddzielnie przez tłum. W trójkę spacerowali do późna, Piotr odprowadził najpierw Iwonę, potem Jagnę i poprosił o jej numer.
Piotr był przystojny, ciekawa rozmowa, oczytany nic dziwnego, że Jagna się zakochała. Od tamtej pory spotykali się często, po pół roku wzięli ślub. Naszym zdaniem Piotr był świetnym kandydatem na zięcia.
Po studiach Jagna pracowała krótko, potem poszła na urlop macierzyński i urodziła syna, Antoniego. Z Piotrem była szczęśliwa. Okazał się opiekuńczym mężem i ojcem, zawsze wspierał rodzinę.
Mamusiu, jaki szczęśliwy los mi się trafił z Piotrem, czuję się przy nim bezpieczna jak za murami, często powtarzała Jagna.
Cieszę się, córko. Piotr to prawdziwy mężczyzna i świetny rodzic, potwierdzała Jolanta, a ja z Piotrem grywałem w szachy i rozmawiałem na różne tematy.
musiała zacząć życie bez męża
Ale szczęście nie trwa wiecznie. Antoni miał pięć lat, gdy Jagna i Piotr mieli wypadek samochodowy. Jadąc trasą, zderzyli się z motocyklem pędzącym z zawrotną prędkością Jagna wypadła z auta, to ją uratowało, Piotr zginął. Dobrze, że Antoni był wtedy u dziadków.
O Boże, dlaczego? szeptała Jagna w szpitalu, a obok siedziała Jolanta.
Dzięki Bogu, Jagno, że się obudziłaś, płakała Jolanta. Choć masz złamaną nogę i żebra, ale żyjesz, córko.
Piotra Jagna żegnała z wózka inwalidzkiego. Długo wracała do zdrowia z naszą pomocą. Po śmierci męża była w depresji, tęskniła, tylko Antoni dawał jej siłę.
Dziękuję Ci, Boże, modliła się do ikony w domu, gdyby nie Antoni, nie miałabym po co żyć.
Jagna musiała zacząć na nowo, bez Piotra.
Mamusiu, postanowiłam przeprowadzić się nad Bałtyk. Mamy tam dom, chcę tam zamieszkać. Morski klimat dobrze nam zrobi, Antoni kocha morze. Będziecie przyjeżdżać w odwiedziny. Tutaj wszystko przypomina mi o Piotrze.
Zgodziłem się z żoną. Po przeprowadzce Jagna zaznała spokoju, zatrudniła się jako administratorka w pensjonacie i znowu była między ludźmi. Antoni chodził już do szkoły. W weekendy wieczorami chodzili na plażę, odpoczywali, czasem tylko we dwoje.
Pewnego dnia na plaży Jagna zgubiła obrączkę cenną pamiątkę po Piotrze. Płakała, szukała jej w piasku.
Czemu pani płacze? usłyszała męski głos. Co się stało?
Zgubiłam obrączkę, była dla mnie bardzo ważna
Kto chodzi na plażę w biżuterii?
Ja chodzę Coś jeszcze?
Dobrze, pomogę pani, odpowiedział mężczyzna. Nazywam się Krzysztof, a pani?
Jagna, razem przesiewali piasek, aż obrączka znalazła się w jej ubraniu.
Dziękuję, Krzysztof.
Od dawna jesteście tu na wakacjach? zapytał. Przyjechałem z kolegą, został w pensjonacie, przesadził wczoraj z czystą, to dziś sam na plaży
Mieszkam tu już od jakiegoś czasu, odparła Jagna.
Rozmawiali i Krzysztof zaprosił ją do kawiarni.
Czas uciekać z plaży, Jagna przyznała, bo się spalimy. Można usiąść w kawiarni dziś upał.
W chłodnej kawiarni chłodzili się koktajlem. Jagna nie spieszyła się, syn był u dziadków, na miesiąc go tam wysłała sam chciał, wróci na rozpoczęcie roku szkolnego. Krzysztof wyznał, że ma żonę i córkę, pracuje w Gdańsku na lotnisku.
Jagna opowiedziała mu swoją historię, o śmierci Piotra.
Postanowiłam zacząć nowe życie, mówiła. Przenieśliśmy się tu z synem.
Z Krzysztofem rozmawiało jej się łatwo, był prostolinijny, życzliwy. Po kawiarni odprowadził ją pod dom. Po trzech dniach spotkali się znów czekał na nią z wielkim bukietem, gdy wracała z pracy.
Cześć, tęskniłem, powiedział, wręczając kwiaty.
Cześć Jagna ucieszyła się na jego widok. Od jutra mam urlop, zaśmiała się.
Super, będziemy mieli więcej czasu, ucieszył się Krzysztof. Zapraszam więc do restauracji, poznasz mojego kolegę.
W restauracji bawili się świetnie, potem Krzysztof odprowadził ją i został u Jagny. Tego wieczoru wydarzyło się coś, co odmieniło jej życie.
Boże, zakochałam się, przyznała sobie Jagna.
Po śmierci Piotra nie miała nikogo, prawie cały urlop spędziła z Krzysztofem. Ten zadzwonił do pracy i poprosił o wolne na własny rachunek. Mimo wszystko Krzysztof musiał wrócić. Rozstanie było trudne. Po tygodniu zadzwonił.
Jagno, wrócę szybciej, nie mogę bez Ciebie. Wyznałem wszystko żonie, złożyła pozew o rozwód.
los wystawił ją na próbę
Jagna była szczęśliwa. Nie myślała o tym, co przeżywa żona Krzysztofa z córką, nie myślała o niczym poza własnym szczęściem.
Jestem kobietą, też chcę być szczęśliwa.
Krzysztof przyjechał z powrotem, wzięli ślub, gdy tylko uzyskał rozwód. Po roku urodziła się ich córka. Byli szczęśliwi.
Ale los znów wystawił Jagnę na próbę. Pogodna sielanka skończyła się po dziesięciu latach. Krzysztof coraz częściej flirtował, kurort, pokusy. Kłótnie narastały, najpierw okłamywał żonę, potem przyznał się, a ona widziała go na plaży z młodymi dziewczynami.
Jagna złożyła pozew o rozwód. Krzysztof wrócił do Gdańska, pogodził się ze swoją pierwszą żoną. Córki nie porzucił, regularnie płacił wysokie alimenty. Dzieci dorosły. Antoni wyjechał do dziadków, skończył studia i tam się ożenił. Córka została z matką, wyszła za mąż i zamieszkała oddzielnie.
Jagna ma dwoje wnuków i wnuczkę. Odwiedzają ją regularnie, starzy rodzice także czasem odwiedzają rodzinę razem z Antonim. Całe życie Jagny to jej dzieci i wnuki.
Krzysztof? Nigdy więcej się nie pojawił. Jagna postanowiła, że nie będzie już mężczyzn w jej życiu, i jest przekonana:
Zapłaciłam za miłość do żonatego… Nie wolno brać cudzej miłości, na cudzym nieszczęściu szczęścia się nie zbuduje.
Nie chce już sprawdzać losu boi się, że bumerang wróci i zaboli. Żyje więc samotnie.
To tyle mojej opowieści. Uczucie do cudzej osoby przynosi cierpienie. Każdy powinien szukać szczęścia, lecz nie cudzym kosztem. Ta nauka zostanie ze mną na zawsze.


