– Mamo, chyba zupełnie oszalałaś! – głos Antoniego drżał z oburzenia. – Jak mogłaś uwierzyć tej szmacie?
– Nie mów tak o Jadzi! – ostro przerwała mu Wanda Nowak. – Jest dla mnie jak córka!
– Jak córka? – Antoni zaśmiał się nerwowo. – Mamo, ona cię okradła! Zabrała wszystkie oszczędności!
– Nic nie ukradła! Sama jej dałam pieniądze! – Wanda uderzyła pięścią w stół. – I nie twoja sprawa, na co wydaję swoje środki!
– Moje środki, mamo! To spadek po babci! Twoja emerytura i moja pomoc! A ona wzięła wszystko i zniknęła!
Wanda odwróciła się do okna. Na zewnątrz padał deszcz, krople spływały po szybie jak łzy. Ale ona nie płakała. Łzy skończyły się wczoraj, gdy zrozumiała, że Jadzia ją oszukała.
– Nie zniknęła – szepnęła cicho. – Wyjechała do siostry do Krakowa. Obiecała wrócić za miesiąc.
– Mamo, obudź się! Jaka siostra? Wiesz dobrze, że nikogo nie ma! Jest sierotą!
– Może się znalazła… Może odnalazła…
Antoni podszedł do matki i wziął ją za ramiona.
– Mamo, spójrz na mnie. Jadwiga Kowalska to oszustka. Celowo się z tobą zaprzyjaźniła, żeby wyłudzić pieniądze. Takich jak ty już oszukała dziesiątki.
– Skąd wiesz?
– Wynająłem detektywa. Patrz.
Antoni wyciągnął z teczki teczkę z dokumentami i zdjęciami.
– Jadwiga Kowalska, trzydzieści osiem lat. Wyrok za oszustwa. Specjalizuje się w samotnych starszych kobietach. Tu jej zdjęcia z innymi ofiarami.
Wanda wzięła teczkę drżącymi rękami. Na fotografiach zobaczyła Jadzię w objęciach różnych kobiet. Wszystkie w jej wieku, wszystkie uśmiechnięte, wszystkie wyglądały na szczęśliwe.
– To nie może być prawda – wyszeptała.
– Mamo, zabrała ci pięćdziesiąt tysięcy złotych. Powiedziała, że jej córka jest chora i potrzebuje operacji. A ona w ogóle nie ma dzieci!
Wanda opadła na krzesło. Dłonie trzęsły się jej coraz mocniej, przed oczami wirowało.
– Ale przecież… przyjaźniłyśmy się cały rok… Pomagała mi, robiła zakupy, jeździła ze mną do lekarza…
– Przygotowywała grunt, mamo. Zdobywała zaufanie. A potem uderzyła, gdy najmniej się tego spodziewałaś.
Wanda przypomniała sobie, jak poznały się z Jadzią. To było w przychodni, w kolejce do kardiologa. Młoda kobieta przysiadła obok, zagadały. Okazało się, że Jadzia też jest sama, mąż zmarł, córka mieszka daleko. Tak samo samotna jak ona.
Potem były przypadkowe spotkania w sklepie, w aptece. Jadzia zawsze była serdeczna, zawsze gotowa pomóc. Stopniowo stały się bliskimi przyjaciółkami. Jadzia przychodziła w odwiedziny, piły herbatę, dzieliły się wspomnieniami.
– Pamiętasz, jak cię ostrzegałem? – ciągnął Antoni. – Mówiłem, żebyś była ostrożniejsza z nowymi znajomymi?
– Pamiętam – skinęła głową Wanda. – Ale ty zawsze wszystkich podejrzewasz. Myślisz, że wszyscy ludzie są źli.
– Nie wszyscy, mamo. Ale niektórzy. Zwłaszcza ci, co zbyt szybko stają się najlepszymi przyjaciółmi.
Wanda zamknęła oczy. Pamiętała ten dzień, gdy Jadzia przyszła do niej ze łzami w oczach. Powiedziała, że jej córka Kasia zachorowała, że potrzebna jest pilna operacja. Że brakuje pieniędzy, a czas ucieka.
– Wandziu, nie wiem, do kogo się zwrócić – szlochała Jadzia. – Ty jesteś jedyną bliską mi osobą.
I Wanda oddała jej wszystkie oszczędności. Bez wahania, bez wątpliwości. Jak mogła nie pomóc przyjaciółce w potrzebie?
– Mamo, a dlaczego mi nie powiedziałaś? – spytał Antoni. – Powstrzymałbym cię.
– Bo wiedziałam, że się nie zgodzisz. Od początku jej nie lubiłeś.
– Czułem, że jest fałszywa. Za dużo się śmiała, za często chwaliła. Prawdziwi przyjaciele tak się nie zachowują.
Wanda wstała i podeszła do kredensu. Na półce stała fotografia w ramce – ona i Jadzia w parku przy fontannie. Obie uśmiechnięte, w objęciach. Wanda chwyciła ramkę i rzuciła nią o podłogę. Szkło rozprysło się na kawałki.
– Mamo! – przestraszył się Antoni.
– Idiotka! – krzyknęła Wanda. – Stara głupia! Jak mogłam być tak naiwna?
Zaczęła płakać. Antoni objął ją mocno.
– Mamo, nie obwiniaj się. To zawodowa oszustka. Wie, jak okradać ludzi.
– Ale dlaczego właśnie ja? Dlaczego mnie wybrała?
– Bo jesteś dobra. Bo ufna. Bo samotna.
Wanda odsunęła się od syna i spojrzała mu w oczy.
– Złożę donosieWanda wzięła głęboki oddech i powiedziała cicho: “Jutro pójdę na policję, a potem… nauczę się żyć na nowo, bez zaufania, ale i bez nienawiści”.



