Rok temu zostałam sama. Po pogrzebie mojego męża stopniowo dochodziłam do siebie i wtedy uświadomiłam sobie, że oprócz samotności mam jeszcze jeden poważny problem. Strasznie zaczęło mi brakować pieniędzy. Żyję bardzo oszczędnie, nie pozwalam sobie na żadne zbytki, ale zawsze pojawiają się jakieś nieprzewidziane wydatki choćby na leki czy wizyty u lekarzy.
Wychowaliśmy razem dwoje dzieci, zawsze staraliśmy się im pomagać, oddawaliśmy im dosłownie każdą złotówkę. Duża część pieniędzy, które zgromadziliśmy na dom, trafiła do rodzin naszych dzieci właśnie dzięki naszemu wsparciu. Nie wiem, ile jeszcze los mi wyznaczył, ale tak czy inaczej moje mieszkanie odziedziczą syn i córka, chyba że zdecyduję inaczej w testamencie, czego na razie nie zamierzam robić. Są to osoby wykształcone, doskonale wiedzą, ile dziś warte jest mieszkanie w Warszawie i jakie perspektywy daje dziedziczenie takiej własności.
Kilka razy próbowałam nieśmiało wspomnieć dzieciom, że mam coraz większe trudności z opłacaniem rachunków. Gdyby zdecydowali się wziąć na siebie choćby część tych stale rosnących opłat za czynsz i media, nie musiałabym martwić się, z czego dożyć do kolejnej emerytury. Moja córka udawała, że nie rozumie, o czym mówię, a u syna zarządzaniem pieniędzmi zajmuje się synowa, więc wszelkie moje aluzje i prośby pozostały bez odzewu.
Dobrze orientuję się, ile zarabia zarówno moja córka, jak i syn cieszę się z tego, że stać ich na samochody, zagraniczne wakacje. Wnuki zawsze mają kieszonkowe na swoje potrzeby, a patrząc, jak lekką ręką wydają takie sumy, które dla mnie są wysokością miesięcznej emerytury, często zastanawiam się, czy wychowaliśmy dzieci tak obojętne, że nie chcą widzieć mnie w prawdziwej biedzie. W końcu, przez całe życie z mężem pokazywaliśmy im, jak dbać o rodziców odwiedzaliśmy swoich rodziców zawsze z pełnymi torbami jedzenia, kupowaliśmy im leki, finansowaliśmy leczenie.
Moja przyjaciółka podpowiedziała mi, żeby zamieszkać u któregoś z moich dzieci nawet bez pytania ich o zgodę a swoje mieszkanie wynająć. Nie chciałabym tak rozwiązywać moich problemów, ale być może będę musiała do tego się posunąć, jeśli kolejna rozmowa z dziećmi nie przyniesie żadnej zmiany. Po prostu nie da się przeżyć za samą emeryturę, a wszystkie oszczędności już dawno oddałam dzieciom…



