Nie umiałam pokochać – Lilię rozpoznano przy ławce, gdy latem z ciekawością zawędrowałam z przyjaciółką do nieznanego ośrodka. „Która z was to Lila?” – zagadnęła wychowawczyni. Odebrałam list od Wojtka, który czekał na mnie jak na wybawienie, marzył o naszych spotkaniach i w końcu napisał mi, jak bardzo tęskni. Czas wśród niego i Leona – chłopców naznaczonych niepełnosprawnością – był pełen śmiechu, niewinnych flirtów i przyjaźni, ale Wojtkowi nie potrafiłam odpowiedzieć miłością. Lata później odkryłam, że Siwta została żoną Leona, a los Wojtka wciąż tkwił w samotności, nim odnalazła go matka po latach rozłąki.

NIE POTRAFIŁAM POKOCHAĆ

Dziewczyny, przyznać się, która z was to Lilka? zagadnęła nas dziewczyna, patrząc z tym swoim figlarnym spojrzeniem.

Ja Lilka. Co się stało? odparłam nieco zaskoczona.

Masz tu list, Lilko. Od Waldka, nieznajoma wyciągnęła z kieszeni fartucha pogiętą kopertę i wręczyła mi ją.

Od Waldka? A gdzie on sam? dopytywałam zdziwiona.

Przenieśli go do internatu dla dorosłych. Czekał na ciebie, Lilko, jak na cud z nieba. Wszystkie oczy sobie wypatrzył. Ten list dał mi do sprawdzenia, żebym mu błędy poprawiła. Nie chciał się przed tobą wygłupić. Dobra, lecę, zaraz obiad. Pracuję tu jako wychowawczyni, rzuciła z lekkim wyrzutem, westchnęła i zniknęła.

Kiedyś, ja i moja przyjaciółka Krysia, wędrując bez celu, trafiliśmy przypadkiem na teren nieznanej placówki. Miałyśmy po szesnaście lat, wakacje w pełni, marzyły się nam przygody.

Usiadłyśmy na wygodnej ławce, plotkując w najlepsze i śmiejąc się jak szalone. Nie zauważyłyśmy nawet, kiedy podeszło dwóch chłopaków.

Cześć dziewczyny! Nudzicie się? Poznamy się? jeden z nich podał mi rękę. Waldek.

Ja na to:

Lilka. A to moja kumpela Krysia. A cichy kolega jak ma na imię?

Leon szepnął drugi.

Chłopacy wydali nam się tacy nieco z innej epoki, a Waldek postawił sprawę jasno i nieco surowo:

Dziewczyny, po co takie krótkie spódniczki? A dekolt u Krysi to w ogóle… hmm, wyzywający.

Chłopcy, patrzcie sobie w książki, zamiast tam, gdzie nie trzeba. Bo jeszcze oczy wam pójdą w różne strony, śmiałyśmy się do rozpuku.

Trudno nie patrzeć, jesteśmy przecież facetami. Papierosy też palicie? dociekał Wojtek całkiem poważnie.

Jasne, ale tylko na pokaz żartowałyśmy.

Dopiero wtedy zorientowałyśmy się z Krysią, że coś nie tak z chodzeniem u chłopców.

Waldek ledwo się poruszał, Leon wyraźnie utykał.

Leczycie się tutaj? zgadywałam.

Tak. Ja rozbiłem się motocyklem. Leon pechowo zeskoczył do wody z klifu wyrecytował Waldek bez zająknięcia. Niedługo nas wypuszczą.

Oczywiście uwierzyłyśmy w ich przygody. Nie przyszło nam do głowy, że Waldek i Leon od dziecka mieli niepełnosprawność i byli skazani na życie w internacie. My dla nich byliśmy jak okno na świat.

Chłopcy uczyli się i mieszkali w internacie zamkniętym na cztery spusty. Każdy miał gotową legendę o wypadku, pechowym skoku, bijatyce żeby ukryć prawdę.

Waldek i Leon okazali się bardzo ciekawi, oczytani i dojrzali jak na swój wiek.

Z Krysią zaczęłyśmy odwiedzać ich co tydzień.

Po pierwsze było nam ich zwyczajnie żal, chciałyśmy rozbawić chłopaków. Po drugie naprawdę można było się od nich czegoś nauczyć.

Nasze krótkie spotkania weszły nam w nawyk.

Waldek zaczął mi przynosić kwiatki z najbliższej rabatki, Leon za każdym razem wręczał Krysi ręcznie zrobione origami, zawstydzony i nieśmiały.

A potem siadaliśmy wszyscy razem na jednej ławce: Waldek koło mnie, Leon odwracał się tyłem i całą uwagę poświęcał Krysi. Kumpela cała była w rumieńcach, widać było, że podoba jej się obecność cichego Leona. Gadaliśmy z chłopakami na wszystkie możliwe tematy.

Minęło ciepłe, łagodne lato.

Nastała deszczowa jesień, wakacje się skończyły. Przed nami ostatnia klasa, matura, egzaminy słowem, kompletnie zapomniałyśmy o Waldku i Leonie.

Już po maturze, ostatni dzwonek, bal absolwentów. Przed nami wakacje czas nadziei.

Z Krysią znowu trafiłyśmy na teren internatu. Postanowiłyśmy odwiedzić znajomych chłopaków. Usadowiłyśmy się na znanej ławce, czekając, aż Waldek wyjdzie z kwiatkami, a Leon z papierową żabką. Nic z tego, dwie godziny siedziałyśmy na próżno.

Nagle z internatu wybiegła dziewczyna i wręczyła mi list od Waldka. Otworzyłam kopertę od razu:

Najdroższa Lilko! Ty jesteś moim pachnącym kwiatem! Moja niedosięgła gwiazda! Chyba nie zrozumiałaś, że zakochałem się w Tobie od pierwszego spotkania. Nasze pogawędki były dla mnie wszystkim. Od pół roku patrzę w okno, czekając na Ciebie. Zapomniałaś o mnie. Szkoda! Każde z nas idzie już inną drogą. Ale dziękuję, że poznałem prawdziwą miłość. Pamiętam twój miękki głos, uśmiech, delikatne ręce. Jak mi źle bez Ciebie, Lilko! Chciałbym Cię zobaczyć choć raz! Brakuje mi oddechu

Nam z Leonem stuknęło osiemnaście lat. Wiosną przeniosą nas do innego internatu. Pewnie się już nie spotkamy. Serce mi się rwie na kawałki! Mam nadzieję, że przechoruję Ciebie i wyzdrowieję.

Żegnaj, moja jedyna!

Podpis na zawsze Twój Waldek.

W kopercie był jeszcze zasuszony kwiatek.

Zrobiło mi się strasznie głupio. Serce ścisnęło się z żalu, że nic nie da się już odwrócić. Przypomniało mi się stare powiedzenie jesteśmy odpowiedzialni za tych, których oswajamy.

Nie miałam pojęcia, jaką burzę uczuć przeżywał Waldek. Ale nie potrafiłabym mu się odwdzięczyć miłością. Nie czułam do niego niczego poza przyjaznym szacunkiem i ciekawością wobec mądrego kolegi. Owszem, czasem kokietowałam, przekomarzałam się z Waldkiem tak, odrobinę podsycałam jego zauroczenie. Nie przypuszczałam jednak, że mój niewinny flirt rozkręci u niego całą pożar miłości.

Od tamtych czasów minęło wiele, wiele lat. List od Waldka pożółkł, kwiatek się rozsypał. Ale pamiętam nasze niewinne spotkania, beztroskie rozmowy i głośny śmiech wywołany żartami Waldka.

Jest dalszy ciąg tej historii. Krysia bardzo przejęła się losem Leona. Rodzice zostawili go z powodu nietypowości od urodzenia jedna noga była znacznie krótsza. Krysia skończyła pedagogikę, pracuje w internacie dla niepełnosprawnych dzieci. Leon został jej mężem. Mają dwóch dorosłych synów.

Waldek, według opowieści Leona, żył samotnie. Gdy miał około czterdziestki, zjawiła się w internacie jego matka popłakała widząc złamane życie syna, odrodziła się w niej matczyna miłość i zabrała Waldka na wieś. Dalszy los zaginąłPodobno na tej wsi Waldek zaprzyjaźnił się z sąsiadami, pomagał przy zwierzętach, zbierał zioła w polu i znów, jak kiedyś, roześmiał się szczerze i bez obaw. Stamtąd napisał ostatni, krótki list tym razem do mnie.

Witaj, Lilko. Tu pachnie miętą. Gdy zamykam oczy, słyszę Twój śmiech wśród drzew. Miałem w życiu trochę smutku, co już nie boli. Serce się wyciszyło. Kochałem raz, ale to wystarczy. Dziękuję, że przechodziłaś przez mój świat jak jasny promień. Ciebie trudno zapomnieć nawet gdy świat dookoła zmienia się w ciszę.

Nie odpisałam. Wiedziałam, że po tylu latach słowa nie są już potrzebne.

Czasem odwiedzam wiejską okolicę, w której zamieszkał Waldek. Wracam tam jak do dziecięcej krainy, gdzie każdy żart, kwiatek, niewidzialne origami, zostawiły po sobie ciepły ślad. Idę wolno, patrzę przed siebie i myślę można nie umieć pokochać, ale nigdy nie wolno przestać pamiętać.

Bo kto raz rozbudził w kimś nadzieję staje się częścią jego życia na zawsze.

Rate article
Fajna Tajna
Nie umiałam pokochać – Lilię rozpoznano przy ławce, gdy latem z ciekawością zawędrowałam z przyjaciółką do nieznanego ośrodka. „Która z was to Lila?” – zagadnęła wychowawczyni. Odebrałam list od Wojtka, który czekał na mnie jak na wybawienie, marzył o naszych spotkaniach i w końcu napisał mi, jak bardzo tęskni. Czas wśród niego i Leona – chłopców naznaczonych niepełnosprawnością – był pełen śmiechu, niewinnych flirtów i przyjaźni, ale Wojtkowi nie potrafiłam odpowiedzieć miłością. Lata później odkryłam, że Siwta została żoną Leona, a los Wojtka wciąż tkwił w samotności, nim odnalazła go matka po latach rozłąki.