Nie tylko sąsiedzi

Nie tacy zwykli sąsiedzi

W niewielkiej wsi, gdzie latem ulice tonęły w zieleni, a jesienią złociły się liśćmi, mieszkały obok siebie dwie rodziny. Od zawsze żyły zgodnie, pomagali sobie wzajemnie. Ich dzieci dorosły i przeniosły się do miasta.

Pewnego dnia zdarzyło się nieszczęście żona Jana zmarła. O świcie, gdy na niebie ledwo przebłyskiwał różowy świt, Jan wbiegł do sąsiadów Zbigniewa i Danuty, i stuknął głośno w okno.

Co się dzieje? wyskoczył na ganek Zbigniew, potargany z łóżka, za nim Danuta, narzuciwszy na ramiona chustę.

Janka moja… Janka… jęknął i usiadł na schodkach, a wokół panował jesienny, wilgotny chłód…

Co z Janką, co się stało? dopominał się Zbigniew. Pogotowie dzwonić?

Nie trzeba… Janka nie żyje… wyszeptał Jan z rozpaczą.

Z sąsiedzką troską pomagali Janowi, póki jego syn z żoną nie przyjechali z miasta. Nie zostawiali go samego Danuta parzyła mu melisę i podsuwała tabletki na uspokojenie. Po pogrzebie Janki również troszczyli się, żeby nie siedział samotnie zapraszali go na obiad i kolację, a wieczorami Zbigniew grywał z nim w szachy.

Minęło pół roku. Jan powoli stanął na nogi, oswajając się z myślą, że żony już nie ma. Nauczył się sam sobie radzić: gotował, prał i sprzątał. Syn z rodziną wpadał do niego od czasu do czasu.

Pewnego sierpniowego wieczoru Jan siedział na podwórku u Zbigniewa, jak zwykle cicho rozmawiali, przesuwając figury po szachownicy. Gdy nagle Zbigniew osunął się na bok Jan ledwo zdążył go podeprzeć.

Zbigniew, co jest? potrząsnął go, ale sąsiad nie reagował. Danusia! krzyknął, gdy ona właśnie wychodziła zza rogu z wielką miską świeżych ogórków.

Miska spadła z hukiem, Danuta rzuciła się do męża. Zbigniew odszedł od razu później lekarz stwierdził zawał.

Jak to możliwe? szlochała Danuta przecież nigdy na serce się nie skarżył.

Teraz to Jan pomagał Danucie, dzieci przyjechały na pogrzeb z różnych stron Polski. Gdy dzieci wyjechały, Danuta poczuła co to prawdziwa cisza w domu i samotność. W dzień jeszcze jakoś Jan wpadał, pomagał, ale nocą sen nie przychodził, myśli szumiały w głowie jak liście na wietrze.

Czas mijał. Danuta wróciła do siebie. Czasem dzieci i wnuki ją odwiedzały. Oboje z Janem byli już na emeryturze, wspierali się w codzienności. Jan przez całe życie uczył historii w liceum, a Danuta była bibliotekarką w wiejskiej bibliotece.

Życie nie stoi w miejscu. Przyszła jesień. Jan codziennie wychodził z miotłą na podwórko, zmiatał żółte i brunatne liście klonu, potem wychodził za furtkę i zmiatał chodnik pod domem Danuty, ale wichura zaraz znów przywiewała liście. Jan tylko wzdychał i szedł dalej, zamiatając także jej podwórko. U niej liści jakby mniej.

Danuta patrzyła na niego przez okno i śmiała się pod nosem.

Jan, ile ty możesz? krzyknęła otwierając okno. Cała wieś wie, że jesteś jedynym, który wojnę z jesienią prowadzi!

Podniósł głowę i uśmiechnął się szelmowsko.

Jak wszyscy będą czekać, aż liście znikną same, to zapanuje chaos. Trzeba zmiatać, ktoś przecież musi!

Ale przecież te liście są piękne zobacz jak się złocą! nie ustępowała Danuta.

Piękne, błyszczą, a potem śliskie jak lód i człowiek nogi połamie burknął Jan, po czym z dumą oddał się zamiataniu.

Gdy skończył, Danuta wyszła przed dom z dwiema filiżankami.

Dobra, wystarczy. Chodź na herbatę z miodem postawiła kubki na stole w altance i usiadła na ławce, Jan naprzeciwko.

Czemu dziś z miodem? Zawsze piliśmy z cytryną zdziwił się.

Bo dziś zimniej, człowiek musi się rozgrzać od środka odparła z uśmiechem.

Słodkie jak ule… w naszym wieku to chyba nie wolno tyle słodyczy pomarudził Jan.

Pij i nie narzekaj ucięła krótko Danuta raz w tygodniu taki luksus nie zaszkodzi.

No dobrze zgodził się Jan.

Artek, mój wnuczek, dzwonił wczoraj i pyta: Babciu, co ty tam robisz sama, przyjedź do miasta i zamieszkaj u nas!

A ja mu na to: Ale ja nie jestem sama. Tutaj mam przyjaciela! rzuciła pod nosem i zerknęła na sąsiada.

Jan pociągnął łyk herbaty, żeby ukryć uśmiech.

Dobrze powiedziałaś. Chociaż przyjaciel to już trochę za mało…

A jak inaczej?

Chyba raczej towarzysz broni w walce z liśćmi roześmiał się Jan, Danuta też nie wytrzymała.

Pewnego dnia Jan zamiótł też jej podwórko, ale Danuta nie pojawiła się w oknie. Zaniepokoił się zawsze go pozdrawiała rano. Wszedł na schodki, zapukał do drzwi, poczekał. Po chwili otworzyła drzwi, opatulona w kraciasty koc, trzymając się ściany.

Co się dzieje? Pomóc ci? wprowadził ją do środka, posadził w fotelu, okrył kocem.

Spojrzała na niego z czerwonym nosem i podkrążonymi oczami.

Chyba się przeziębiłam

Ech pokręcił głową Jan kto mi teraz herbatę przyniesie?

Zdjął kurtkę, powiesił na wieszaku.

Leki masz?

Na szafce są

Spojrzał na lekarstwa.

To wszystko? Idę do apteki. Zaraz wracam.

Może nie trzeba, mam te tabletki wyszeptała Danuta.

Trzeba powiedział stanowczo i wyszedł.

Wrócił błyskawicznie z reklamówką leków i kurczakiem ze sklepu. Danuta przysypiała w fotelu.

Z kuchni już po chwili rozchodził się aromat rosołu.

Jan, ty jeszcze gotować umiesz uśmiechnęła się, choć wiedziała, że sam dla siebie gotuje.

Pewnie, w trudnych przypadkach każdy musi coś umieć. A teraz gorący rosół marsz, jeść! postawił talerz na stole, pomógł jej wstać z fotela.

Spróbowała i zamknęła oczy z rozkoszy.

No, poezja! Jak cudownie dziękuję

Nie ma za co poważnie odrzekł Jan musisz szybko wyzdrowieć. Bo samemu mi się liści zamiatać nudzi.

Dobrze, towarzyszu zadeklarowała Danuta, siląc się na powagę.

Tydzień później była jak nowa, uśmiechnięta i po raz pierwszy od dawna wyszli we dwoje do niewielkiego parku nad rzeką. Oczywiście, do spaceru poderwał ją Jan.

No dość siedzenia w domu. Wyciągam cię na świeże powietrze! I poszli.

Liście szeleściły pod nogami, a jesienne słońce, choć chłodne, jeszcze grzało.

Wiesz co, Jan, ta jesień jest piękna. Ja ją lubię powiedziała Danuta z ufnością.

Zgadzam się, zwłaszcza w dobrym towarzystwie dodał Jan.

Trzymała go pod rękę, szli powoli aleją pełną liści, zostawiając za sobą dwa ślady. Gadali, śmiali się.

Następnego dnia Jan zawitał do Danuty z nietypową sprawą.

Słuchaj, mam do ciebie sprawę

Z czym znowu?

Przejrzałem dzisiaj całą moją biblioteczkę i nie znalazłem ani jednej książki o opiece nad kaktusami.

Nad kaktusami? Przecież nie masz żadnych kaktusów ani roślin.

Jan uśmiechnął się tajemniczo.

Już mam wyjął zza pleców małą doniczkę z kaktusem. Kupiłem dzisiaj dla ciebie

I co ja mam z tym zrobić? śmiała się Danuta. Jak się tym opiekować, nigdy nie miałam kaktusów!

Ale jesteś bibliotekarką. Ty wszystko wiesz, nawet o kaktusach! Jan mrugnął porozumiewawczo.

Dobra, dobra powiedziała przejmując doniczkę. Ale jeśli mi zakwitnie, to postawisz mi lody!

Umowa stoi!

I przyszła zima, spadł pierwszy śnieg. Jan zjawił się u Danuty i znów coś trzymał za plecami.

Co znowu przyniosłeś? nie wytrzymała. Jan zaczerwienił się, stoi jak uczniak.

Wiesz co, Danusiu, tak myślałem Po co ja codziennie do ciebie chodzę Może po prostu zostanę już na stałe Może byś może byśmy się pobrali wręczył jej bukiet czerwonych róż, a ona aż się zarumieniła.

O matko, Jan, ile nad tym myślałeś?!

Dużo nie wiedziałem, czy się zgodzisz Więc Zgadzasz się?

Zgadzam, a gdzie mam iść przywykłam do ciebie. Jak idziesz, to czegoś mi brakuje odpowiedziała, stawiając kwiaty do wazonu. I jak mam odmówić, skoro z takim bukietem przyszedłeś?

Przezimowali razem. Przyszła wiosna. Pewnego ranka Danuta woła:

Jan! No chodź, twój kaktus zakwitł! Teraz musisz postawić mi lody!

No popatrz, a już straciłem nadzieję zaśmiał się Jan. Idziemy do sklepu, możesz wybrać: śmietankowe czy eklerki.

Szli przez wieś, debatując nad wyborem lodów. Jan spojrzał w niebo, gdzie świeciło pierwsze wiosenne słońce, szeroko się uśmiechnął.

Z czego się cieszysz? śmiała się Danuta.

Tak po prostu Mam wrażenie, że stworzyliśmy naprawdę dobrą drużynę.

Dobrą zgodziła się cicho.

Szli razem, już nie tylko sąsiedzi i towarzysze w zmaganiach z liśćmi, lecz dwójka, która odnalazła się między jesiennymi liśćmi, śnieżną zimą i wiosennym słońcem. We dwoje życie jest jednak znacznie fajniejsze samotność już im nie grozi.

Dziękujemy za przeczytanie, uśmiechy i dobre słowo. Wszystkiego dobrego dla Was!

Rate article
Fajna Tajna
Nie tylko sąsiedzi