Nie tych spotykamy, nie za tych wychodzimy za mąż — Opowieść o losach trzech pokoleń kobiet: od babc…

Nie tych spotykamy, nie za tych wychodzimy

Życie to droga niełatwa, a przed przeznaczeniem nie uciekniesz. Każdy ma swój los i swoją prawdę. Wioletta wychowywała się w domu, gdzie rządziły kobiety. Choć królestwem trudno było to nazwać, bo radziły sobie same obszerny ogród, drewno do pieca, woda ze studni, gospodarstwo i nigdy niekończąca się praca.

Babcia Felicja mieszkała na wsi od lat sama, wdowa od młodości. Jej córka, Marianna, też samotna mąż odszedł, gdy Wioletta miała zaledwie dwa lata. Tak więc u nich w domu rządziły kobiety. Od dziecka Wioletta umiała wydoić krowę, pielenie grządek przyszło jej z łatwością, a prostych potraw uczyła się stopniowo sama.

Felicja już była dawno po pięćdziesiątce, gdy pewnego dnia wróciła zmęczona z obory i powiedziała:

Marianno, córeczko, mam już tego wszystkiego dość…

Mamo, co się stało? zapytała Marianna, a za nią podeszła ciekawa Wioletta.

No i co? Mam dość tej harówki, wywożenia obornika łopatą. Czy nie mamy prawa do innego życia? mówiła, opierając na kolanach spracowane dłonie.

Co proponujesz, mamo?

Sprzedajmy wszystko i przenieśmy się do miasta. Coś przez lata odłożyłam, starczy na mieszkanie.

Babciu, ja chcę! krzyknęła ucieszona Wioletta Ja chcę do miasta!

Tak postanowiły. W mieście mieszkał brat Felicji pan Janusz. Zamieszkały u niego.

Dam wam pokój na początek troszczyła się jego żona jak znajdziecie coś swojego, przeprowadzicie się.

Rodzina była wyrozumiała i pomocna. Marianna już szukała mieszkania, Janusz jej pomagał. W końcu kupiły małe M2.

Remont by się przydał wzdychała Felicja ale oszczędności poszły na mieszkanie. Dobrze, z czasem damy radę.

Tak, mamo potakiwała Marianna Znalazłam pracę w piekarni, jutro pierwszy dzień. Trzeba Wiolettę zapisać do szkoły, za półtora miesiąca kończą się wakacje. Tu obok jest szkoła, będę mijać po drodze do pracy.

Dobrze, córko, my z Wioletką pójdziemy do szkoły, tobie czasu brakuje stwierdziła Felicja.

Wiolettę przyjęli do szóstej klasy pobliskiej szkoły. Dzielnie się cieszyła:

Babciu, ja naprawdę chcę uczyć się w miejskiej szkole, obiecuję się postarać.

Kiedy Marianna wróciła z pierwszej zmiany, matka ogłosiła nowinę:

Przyjęli mnie jako woźną w twojej szkole, Wioletka. Popracuję jeszcze trochę, każda złotówka się przyda.

Mamo, odpocznij już, emeryturę dostajesz odparła Marianna.

Jeszcze mam siłę, popracuję. Poza tym poobserwuję trochę Wioletkę, nowa w szkole…

Czas płynął. Felicja pracowała jako woźna i była zadowolona, chociaż zmęczona. Marianna też pracowała, a Wioletta przeciętnie się uczyła.

Po ósmej klasie nie wróciła już do szkoły. Uznała, że musi pomagać mamie i babci wiadomo, trzeba zarabiać. Przechodząc obok restauracji, zobaczyła ogłoszenie o pracy dla zmywaczki naczyń. Bez namysłu weszła i… przyjęli ją od razu.

Pracowała sumiennie, czasem pomagała w kuchni: tu obrała ziemniaki, tam podmieniła kucharkę, gdy ta musiała wyjść. Z zaprzyjaźnionymi dziewczynami zaczęła chodzić na potańcówki.

Mamo, idę do klubu na tańce wołała wrócę później.

Zważaj, Wioletto przypominała babcia zwłaszcza z chłopakami ostrożnie, uważaj na siebie.

Babciu, mam już swoje lata, wszystko rozumiem.

To właśnie na zabawie poznała Tomka. Poprosił ją do tańca i potem nie odstępował na krok.

Odprowadzę cię dziś do domu powiedział tak stanowczo, że nie umiała odmówić.

Spotykali się coraz częściej. W końcu Tomek oznajmił:

Wioleta, idę do wojska. Poczekasz na mnie? Będę do ciebie pisał ty mi też odpisuj!

Oczywiście, będę pisała obiecała.

Pożegnała go na dworcu i od tej pory starannie pisała na każde jego listy. On też nie szczędził korespondencji, zapowiedział, że przyjedzie na urlop za rok. Cieszyła się na spotkanie. Kiedy wreszcie nadszedł wyczekiwany moment, spotkali się.

Witaj, Wioletta! Jeszcze za mąż nie wyszłaś? żartował Tomek.

Przecież obiecałam czekać, więc czekam.

Aha… trochę bez entuzjazmu odpowiedział, nawet nie patrzył jej w oczy.

Urlop minął szybko, Tomek wrócił do wojska. Listy stawały się coraz rzadsze i krótsze, aż w końcu przestały przychodzić.

Upłynął czas Tomek miał wrócić do domu. Wioletta nie wiedziała, czy już przyjechał, bo wtedy nie było komórek. Na zabawach się nie pojawiał, choć wiedziała mniej więcej, kiedy powinien wrócić.

Wracając z tańców, Wioletta zagadnęła koleżanki:

Dziewczyny, coś się stało z Tomkiem? Powinien już wrócić z wojska, nie wiem, gdzie jego rodzice mieszkają może bym poszła

Idź, koniecznie odpowiedziała złośliwie przyjaciółka poznasz za jednym zamachem jego żonę. Aleś ty naiwna, Wioletto… Twój Tomek się jeszcze w wojsku ożenił, przywiózł żonę i dlatego nie pokazuje się na oczy, siedzi w domu. Zapomnij o nim.

Nie wierzę, przecież czekałam na niego! zmartwiła się Wioletta.

Ty czekałaś, on nie.

Po pewnym czasie przypadkiem spotkała Tomka w parku na ławce, gdzie kiedyś siadywali razem.

Cześć, Wioletko! zerwał się na jej widok.

Ta jednak szła dalej, a on próbował ją zatrzymać.

Poczekaj, Wioletto… Wybacz mi. Popełniłem głupstwo. Cały czas o tobie myślę, śnisz mi się nocami, swojej żony nie kocham. Musiałem się ożenić dziecko będzie. Tak mi ciebie brakuje.

Zatrzymała się i spojrzała mu prosto w oczy:

A czego ty teraz chcesz? Żebym się z tobą spotykała, kiedy żyjesz z żoną? Już mówię nie! Zawiodłeś mnie i nie można ci ufać. Teraz żyj z tą, którą wybrałeś. Dzieci wychowujcie razem, ale beze mnie! Szczęścia, Tomku!

Pogłaskała go po ramieniu i odeszła.

Wioletta dalej pracowała w restauracji. Dyrektor dostrzegł jej zdolności i zaproponował:

Wioletta, świetnie sobie radzisz w kuchni. Chciałabyś zostać kucharką? Mamy kurs w województwie pojedziesz, jak się zgodzisz.

Zgadzam się! Bardzo lubię gotować.

Elegancka Wioletta, zadowolona z siebie, czekała na peronie na pociąg do większego miasta. Trochę się stresowała, bo pierwszy raz wyjeżdżała sama. Obok śpiewała gromadka chłopaków, jeden z nich żegnał się z przyjaciółmi wracał na urlop z wojska.

Nagle jeden odłączył się i podszedł do niej.

Cześć, możemy się poznać? Jestem Jurek, a ty?

Wioletta odpowiedziała cicho.

Też na pociąg czekasz? spytał, kiwnęła głową.

Pociąg już nadjeżdżał, Jurek pobiegł do kolegów.

Dziwny jakiś ten Jurek pomyślała po co mu moje imię…

Wsiadła do przedostatniego wagonu, znalazła miejsce i patrzyła za okno. Po chwili obok pojawił się… Jurek w mundurze.

O, tutaj jesteś! usiadł przy niej.

Przemierzyłem pół pociągu, ale cię znalazłem. Mam niewiele czasu, wracam z wojska do domu. Spodobałaś mi się od razu, nie mogłem przejść obojętnie. Wymienimy się adresami? Może popiszemy do siebie? A dokąd jedziesz?

Na kurs, mam zostać kucharką odpowiedziała poważnie.

Całą drogę rozmawiali, wiele o sobie powiedzieli, wymienili się adresami. Wioletta nie liczyła na więcej. Przecież już kiedyś zawiodła się, gdy Tomek wrócił z żoną. Ale Jurek wydał się dobrym, spokojnym chłopakiem. Nie obiecywał gruszek na wierzbie… a listy pisała chętnie.

Babcia Felicja zawsze mówiła: nie tych spotykamy, nie za tych wychodzimy myślała Wioletta. Nie liczyła, że z Jurkiem czeka ją szczęście.

Rok pisali do siebie listy. Gdy Jurek wrócił z wojska, niemal od razu pojawił się u niej. Wioletta była akurat na wolnym. Ucieszyli się na swój widok. Wtedy zrozumiała, że na Jurka można liczyć, nie zawiódł jej.

Mijały lata. Wioletta została żoną Jurka. Pracowała jako kucharka, on w fabryce. Wioletta lubiła ład i porządek; w mieszkaniu wszystko ułożone, pościel czysta, obiady zawsze ugotowane. Bliźniacy Olek i Piotrek chodzili do przedszkola wypucowani i schludni.

Tyle tylko, że z mężem zawsze musiała toczyć boje. Jurek rozrzucał rzeczy, gdzie popadło. Wioletta krzyczała, zbierała za nim ubrania, ale w końcu pojęła:

Trzeba spróbować inaczej więcej czułości, mniej pretensji.

Delikatnie uczyła go porządku, żartowała, czasem śpiewała, chwaliła. Powoli zaczęło przynosić efekty: ubranie robocze zostawiał w sieni, narzędzia chował w garażu, sam sprzątał podwórko. W końcu nawet w garażu trzymał ład. Wioletta cieszyła się z postępów.

Jednak spotkałam właściwego człowieka i wyszłam za tego, za którego powinnam myślała, wbrew słowom babci.

I tak przeżyła szczęśliwie z Jurkiem niemal całe życie. Pewnego dnia, wracając z pracy, Jurek już nie dotarł do domu zasłabł i zmarł na miejscu. Serce nagle odmówiło posłuszeństwa, nikt się tego nie spodziewał. Ból po stracie był ogromny.

Została sama, jak wcześniej babcia Felicja i mama Marianna. Teraz Wioletta samotnie kończy życie, od czasu do czasu odwiedzają ją dzieci i wnuki. Przed losem nie uciekniesz.

W życiu każdemu pisany jest własny los. Czasem nie spotykamy tych, których szukamy, czasem długo musimy czekać na to, co naprawdę ważne. Warto jednak ufać i kochać odważnie bo szczęście często kryje się tam, gdzie najmniej się go spodziewamy.

Rate article
Fajna Tajna
Nie tych spotykamy, nie za tych wychodzimy za mąż — Opowieść o losach trzech pokoleń kobiet: od babc…