Nie tych spotykamy, nie za tych wychodzimy
Przejść drogę życia nie jest łatwo, od losu również nie da się uciec. Każdy ma własny los, własną prawdę życiową. Wiesia dorastała w domu, gdzie rządziły same kobiety. Królestwo to może zbyt duże słowo, bo wszystko było bardzo zwyczajne własny dom, ogród, drewno do pieca, woda ze studni i niekończąca się praca w gospodarstwie.
Babcia Felicja mieszkała na wsi samotnie już od lat owdowiała bardzo wcześnie. Jej córka Maria też była sama, mąż porzucił ją, gdy Wiesia miała ledwie dwa lata. Tak więc królowały u nich tylko kobiety. Wiesia od najmłodszych lat umiała doić krowę, pielić grządki, nawet nauczyła się gotować proste, wiejskie potrawy.
Felicja dawno przekroczyła pięćdziesiątkę, kiedy któregoś dnia wróciła zmęczona z pracy w gospodarstwie i westchnęła:
Marysiu, córko, mam już tego wszystkiego dość
Mamo, co się stało? zapytała Maria, a z kuchni przybiegła też Wiesia.
No co się mogło stać? Zmęczyłam się już tym ciągłym zapieprzem, wynoszeniem obornika, nie widzę końca tej pracy. Czy nie zasługujemy na inne życie? mówiła, opierając spracowane dłonie na kolanach.
A co proponujesz, mamo?
Sprzedajmy wszystko tutaj i wyjedźmy do miasta. Trochę oszczędności mam, kupimy coś niedużego, może mieszkanie.
Babciu, ja się zgadzam! Wiesia aż podskoczyła. Chcę do miasta, bardzo!
I tak zrobiły. Felicja miała w Krakowie starszego brata Stefana, na początek zatrzymały się u niego.
Pokój na razie mogę wam dać krzątała się jego żona. Jak tylko znajdziecie coś dla siebie, przeprowadzicie się.
Rodzina była wobec nich cierpliwa i serdeczna. Maria zaczęła szukać mieszkania, pomagał jej też Stefan. Po jakimś czasie udało się znaleźć nieduże dwupokojowe mieszkanie i przeprowadziły się.
Przydałby się remont zauważyła Felicja ale cała kasa poszła na mieszkanie. Z czasem odłożymy i zrobimy.
Tak, mamo zgodziła się Maria. Znalazłam pracę w piekarni na Grzegórzkach, jutro zaczynam. Trzeba by Wiesię zapisać do szkoły, wakacje kończą się za półtora miesiąca, niedaleko jest szkoła podstawowa, będę miała po drodze do pracy.
Dobrze, Marysiu, to razem z Wiesią tam pójdziemy, ty teraz nie będziesz mieć czasu zaakceptowała Felicja.
Wiesia została przyjęta do szóstej klasy, szkoła rzeczywiście była blisko. Cieszyła się:
Babciu, bardzo chcę się uczyć w miejskiej szkole, postaram się jak mogę obiecywała.
Kiedy Maria wróciła po pierwszym dniu pracy, mama miała dla niej nowinę:
Przyjęli mnie na sprzątaczkę w waszej szkole. Trochę popracuję, póki mam siły, przyda się parę groszy.
Ale mamo, masz przecież emeryturę, po co się przemęczać?
Czuję, że jeszcze dam radę. No i będę miała oko na Wiesię w szkole, bo nowa jest
Czas płynął. Felicja pracowała w szkole, podobało jej się tam, choć bywała zmęczona ale dawała radę. Maria też pracowała, Wiesia uczyła się przeciętnie.
Po końcu ósmej klasy, Wiesia do szkoły już nie wróciła postanowiła pomagać mamie i babci, rozumiała, że trzeba pracować. Przechodząc kiedyś koło restauracji, zobaczyła ogłoszenie: Przyjmujemy zmywaczkę naczyń. Bez namysłu weszła i została przyjęta praktycznie od razu.
Wiesia przykładnie pracowała, pomagała także przy kuchni tu obrała ziemniaki, tam zamieszała gar, gdy kucharka gdzieś wyskoczyła. Szybko zaprzyjaźniła się z dziewczynami z załogi, razem zaczęły chodzić na potańcówki.
Mamo, idę do klubu potańczyć, wrócę później.
Uważaj na siebie, Wiesia rzucała za nią babcia. Szczególnie z chłopakami uważaj, nie ufaj im, rozum miej.
Oj, babciu, nie jestem już dzieckiem, wiem co robię śmiała się Wiesia.
Na potańcówce poznała Tadeusza. Zaprosił ją do tańca, potem już całą noc nie odstępował.
Odprowadzę cię dziś do domu powiedział tak pewnie, że nie potrafiła odmówić.
Zaczęli się spotykać. Niedługo potem Tadeusz oznajmił:
Wiesiu, idę do wojska. Będziesz na mnie czekała? Będę do ciebie pisał, pisz do mnie!
Oczywiście, napiszę na każdy list obiecała.
Odprowadziła Tadeusza na pociąg, odtąd listy pisali do siebie regularnie, czekała na każdy znak. Po roku Tadeusz miał przyjechać na urlop. Kiedy wreszcie się spotkali, wszystko wydawało się inne.
No i co, Wiesiu, jeszcze nie masz męża? zażartował.
Obiecałam czekać odpowiedziała z uśmiechem.
Ale w jego głosie nie było już tej radości, a oczy nie chciały patrzeć prosto na nią.
Urlop szybko się skończył, Tadeusz wrócił do jednostki. Listy przychodziły coraz rzadziej, coraz krótsze, aż w końcu zamilkły.
Przyszedł czas, gdy Tadeusz miał wrócić z wojska. Nie odezwał się, Wiesia wyczekiwała na potańcówkach, ale już się tam nie pojawiał. Nie miała jego adresu, telefonu też nie było, żeby zadzwonić.
W końcu powiedziała do koleżanek:
Coś się stało Tadeuszowi? Powinien już wrócić, a nie wiem gdzie mieszka.
Idź, poznaj jego żonę od razu! dopiekła złośliwie koleżanka. Twój Tadeusz żonę sprowadził z wojska, siedzi w domu i nie wychodzi, zapomnij o nim!
Niemożliwe Przecież czekałam na niego… zasmuciła się Wiesia.
Ty czekałaś, a on nie.
Po czasie przypadkiem spotkała Tadeusza w parku tam, gdzie kiedyś razem siadali na ławce.
Cześć, Wiesia zerwał się na jej widok.
Wiesia jednak przeszła obok, on próbował ją zatrzymać.
Poczekaj, Wiesiu Wybacz mi… Popełniłem głupotę, ciągle o tobie myślę, nawet śnisz mi się czasem, nie kocham żony. Musiałem się hajtnąć, będzie dziecko. Brakuje mi ciebie…
Wiesia spojrzała mu prosto w oczy:
I co chcesz? Żebym się z tobą spotykała na boku, jak żyjesz z żoną? Od razu ci powiem nie! Zawiodłam się na tobie. Żyj z tą, którą wybrałeś, wychowujcie dzieci. Życzę ci szczęścia, Tadeuszu. Poklepała go po ramieniu i odeszła.
Wiesia dalej pracowała w restauracji, aż któregoś dnia szef zagadnął:
Wiesiu, dobrze ci idzie w kuchni, lubisz gotować, pojedź, proszę, na kurs kucharski do Warszawy przyda się nam dobry kucharz.
Bardzo chętnie! Lubię gotować.
I tak Wiesia, modnie ubrana, ładna, stała na peronie i czekała na pociąg. Trochę się denerwowała, bo sama jechała pierwszy raz do dużego miasta. Koło niej przechodziła grupa chłopaków, śpiewali, jeden grał na gitarze, żegnali kolegę, co właśnie kończył służbę wojskową.
Nagle jeden z nich odłączył się od grupy i podszedł do niej.
Cześć! Poznamy się? Ja jestem Jurek, a ty?
Wiesia odpowiedziała odruchowo.
Czekasz na pociąg? zapytał, kiwnęła głową.
W tym momencie nadjechał pociąg, więc Jurek szybko pobiegł do kolegów.
Dziwny ten Jurek pomyślała. Po co mu moje imię?
Wsiadła do przedostatniego wagonu, znalazła miejsce przy oknie. Pociąg ruszył, patrzyła na mijające pola, gdy nagle usłyszała tuż za sobą:
A, tu jesteś, znalazłem cię! przed nią stał ten sam żołnierz.
Zwiedziłem pół pociągu, ale musiałem zaczął. Mam niewiele czasu, wracam z przepustki. Spodobałaś mi się, musimy się umówić na listy, podaj adres, ja też podam swój. Zgodzisz się? A tak w ogóle, gdzie jedziesz?
Na kurs kucharski w Warszawie odparła cicho.
Okazał się być sympatycznym i dowcipnym chłopakiem, opowiadał o sobie, wymienili adresy i rozstali się. Wiesia nie liczyła już na nic specjalnego po tym, jak Tadeusz wrócił z wojska z żoną po prostu nie chciała się znowu rozczarować. Ale Jurek był inny, skromny i szczery. Nie miał wobec niej wielkich oczekiwań i obietnic. Pomyślała: Babcia Felicja zawsze powtarza, że nie tych spotykamy i nie za tych wychodzimy. Nie liczyła, że tym razem będzie inaczej.
Ponad rok korespondowali ze sobą, aż Jurek w końcu wrócił z wojska i natychmiast ją odwiedził. Miała akurat wolne oboje bardzo się ucieszyli. Wiesia czuła, że na Jurka może liczyć nie okłamał jej, nie zawiódł.
Czas mijał. Wiesia poślubiła Jurka pracowała jako kucharka w restauracji, Jurek był zatrudniony w fabryce. Lubiła porządek wszystko u niej było czyste, poukładane, ugotowane. Dwóch bliźniaków chłopców chodziło do przedszkola, pięknie ubrani i czesani.
Ale z mężem stale się siłowali Jurek rozbijał swoje rzeczy po całym domu, Wiesia się piekliła, upominała, potem sama sprzątała. W którymś momencie pomyślała:
Trzeba inaczej Trochę wdzięku, trochę cierpliwości.
Stała się wobec niego bardziej łagodna, zachęcała go, by dbał o porządek. Po pewnym czasie już sam zostawiał robocze ubrania w sieni, narzędzia odkładał w garażu, sam zamiatał podwórko. Wiesia była szczęśliwa.
Jednak spotkałam tego odpowiedniego, mimo słów babci teraz często o tym myślała.
I przeżyła z Jurkiem szczęśliwie niemal całe życie. Ale któregoś dnia Jurek nie wrócił z pracy zasłabł i zmarł nagle, jeszcze w drodze do domu. Serca nie dało rady, choć nikt się nie spodziewał tragedii. Wiesia bardzo przeżyła jego odejście.
Została sama, jak jej babcia Felicja, jak mama Maria. Teraz i Wiesia mieszka sama, dzieci i wnuki odwiedzają ją często. Od losu nie da się uciec.



