Nie ten Michał
Liliana stała przed lustrem i już trzeci raz zmieniała kolczyki.
No i co, Kluseczko, zwróciła się do swojego psa, lepsze te czy tamte?
Kluseczka tylko ziewnęła.
Dzięki za wsparcie, kochana.
Spojrzała na zegarek. Jeszcze pół godziny.
Dziwne nerwy. Zwykle czuła się pewnie adoratorzy sami kręcili się wokół niej. A tu jakoś…
Głupoty, powiedziała do siebie, jeszcze raz poprawiając włosy przed lustrem. Jestem najlepsza!
Może chodzi o to, że tego Michała jeszcze nie widziała? Rozmawiali przez trzy tygodnie przez telefon, ale na żywo nigdy się nie spotkali.
Trzy tygodnie i ani razu nie udało mi się go przegadać, przemknęło jej przez myśl i uśmiechnęła się pod nosem.
Westchnęła i złapała za torebkę.
Czas wychodzić.
TRZY TYGODNIE TEMU
Boże, kiedy ty w końcu wyjdziesz za mąż i skończysz mi się tu plątać po domu! westchnął tata, neurochirurg, podczas kolacji.
Wrócił z kilkugodzinnej operacji, marzył o ciszy i kilku stronach Lema.
A Lila już pół godziny rozgadywała się o różnicach między polską a zagraniczną fantastyką.
No tata, przecież sam mówiłeś, że Lem jest genialny…
Mówiłem! Ale może innym razem, co? Teraz naprawdę marzę o ciszy.
Lila obraziła się na całe trzy minuty.
A tak w ogóle to o ślubie, ożywił się nagle ojciec. Pamiętasz doktora Nowaka, dyrektora tej przychodni, gdzie czasem dorabiam?
No?
Ma syna. Mówią, że naprawdę porządny chłopak. Nowak poprosił o twój numer chciał was zapoznać. Dałem mu.
Liliana skrzywiła się.
Te wszystkie ustawione randki to jakieś staromodne rzeczy. Przecież to dla desperatek, a nie dla niej!
Ale papie nie umiała się sprzeciwić.
PIERWSZY TELEFON
Porządny chłopak zadzwonił dopiero po kilku dniach.
Halo?
Dzień dobry. Michał z tej strony. Ojciec wspominał panią?
Mhm, wspominał, odpowiedziała chłodno, ale z ciekawością miał miły głos.
Mój tata bardzo panią chwalił. Powiedział, że… wyjątkowa z ciebie osoba.
Oj, zwykła studentka, lekarz pediatra w przyszłości. Drugi rok Uniwersytetu Medycznego. A ty?
Pierwszy rok, ale chirurga robię…
Od razu było widać tę lekką pewność siebie.
Rozmawiali godzinę.
Potem jeszcze dwie.
A potem właściwie codziennie.
Michał opowiadał o swojej kocicy Fionie, o miłości do science-fiction i o tym, że martwi się swoją figurą czy nie za chudy, czy nie blady, czy nie wygląda na zmęczonego?
Liliana słuchała, czasem łapiąc się na tym, że to przecież jej rola.
Powstrzymywała się, by nie powiedzieć: No Michaś, wrzuć na luz już!, choć nie cierpiał, gdy ktoś mówił do niego Michaś.
Ale ogólnie wszystko jej się podobało.
SPOTKANIE NA “CENTRUM”
W końcu się umówili.
W metrze, na stacji Centrum.
Wybrali kino na nowy film, potem spacer do słynnej lodziarni Kosmos przy Nowym Świecie.
Co będzie dalej zobaczą.
Liliana wyskoczyła z wagonu i rozejrzała się.
Tłum. Szum. Ten specyficzny zapach metra.
I on wysoki, przystojny, z bukietem róż.
Stał przy kolumnie i z niecierpliwością spoglądał na każdy pociąg.
Podeszła do niego odważnie:
Michał?
Chłopak drgnął i spojrzał niepewnie:
Przepraszam, pani to…
Lila, powiedziała stanowczo i wyciągnęła rękę nie wiadomo czy do pocałowania, czy do uścisku.
Ależ się na moją urodę zapatrzył, pomyślała zadowolona. I jeszcze z grzeczności na pani.
Zastygł.
Lila? powtórzył niepewnie. Ale ja…
No chodź, złapała go za rękaw. Trzeba jeszcze zarezerwować bilety!
Zaczekaj, chciałem tylko powiedzieć…
Później! pociągnęła go w stronę wyjścia.
Obejrzał się za siebie, jakby kogoś szukał, ale Lila już go wciągnęła w tłum.
Wciąż trzymał pełen róż bukiet w ręce.
Spojrzał na kwiaty, potem na nią i… poddał się.
No dobrze, powiedział cicho. Chodźmy.
KINO I LODY
Film im się spodobał.
Liliana zwróciła uwagę na świetny płaszcz chłopaka i starannie zawinięty szalik, robiony najwidoczniej przez czyjąś mamę, którym Michał naprawdę się szczycił.
Słodki zapach francuskiej wody kolońskiej.
Najlepszy lód śmietankowy z chrupiącą polewą w Kosmosie.
I fakt, że zgadzali się właściwie we wszystkim.
No dobrze, najwięcej mówiła Lila, a on tylko słuchał, patrząc na nią tymi dużymi, brązowymi oczami i przytakiwał głową.
Czasem kładł swoje szerokie, ciepłe dłonie na jej małej gestykulującej rączce w geście wsparcia.
To było takie męskie, takie… pociągające!
Wiesz, powiedział, kiedy spacerowali Krakowskim Przedmieściem, jesteś taka…
Jaka? zapytała zaczepnie.
Pełna życia. Bezpośrednia.
W odpowiedzi Liliana uśmiechnęła się najpiękniej jak umiała.
Była zakochana.
TRZY MIESIĄCE PÓŹNIEJ
Związek rozwijał się błyskawicznie.
Spotykali się niemal codziennie, a jak nie, to i tak dzwonili kilka razy dziennie. Gdyby były wtedy smartfony, pewnie rozmawialiby godzinami.
Po trzech miesiącach Michał wyznał, że ją kocha, nie wyobraża sobie życia bez niej i chce się z nią ożenić.
Liliana udawała niezdecydowaną przez jakieś dziesięć minut, ale była przeszczęśliwa i w końcu się zgodziła.
Muszę cię przedstawić rodzicom, zmartwił się narzeczony.
Dajmy sobie z tym jeszcze chwilę, przestraszyła się dziewczyna.
Rodzina była wybredna, zwłaszcza babcia.
Nikt nie był wystarczająco dobry dla jej ukochanej wnusi, a mama z tatą zwykle się z nią zgadzali.
A Liliana nie zamierzała rezygnować z Michała.
Z jego rodziną też nie spieszyła się poznawać żeby czasem nikt nie zorientował się, jak się poznali.
URODZINY TATY
Nadarzyła się okazja po kilku tygodniach.
Tata, który nie lubił wielkiego zamieszania, postanowił wyjątkowo zorganizować swoje 55. urodziny i zaprosił gości.
Liliana tajemniczo oznajmiła, że przyjdzie z kimś.
Wszyscy już prawie byli, kiedy Liliana wpuściła narzeczonego z bukietem goździków i butelką francuskiego koniaku.
Tato, poznaj, proszę… zaczęła uroczyście.
Zadzwonił telefon.
Chwileczkę, zaraz wracam, tata poleciał do słuchawki.
Wrócił zasapany po kilku minutach:
To był Nowak sprawdzał, jak dojechać z metra. Cieszę się, że w końcu przyjdzie! Już myślałem, że się na mnie obraził, odkąd nie poszłaś na randkę z jego synem!
Liliana zamarła.
Nie poszłam?!
Tata popatrzył na nią zdziwiony:
No tak, syn czekał na ciebie na Centrum z kwiatami ponad dwie godziny. A ty się nie zjawiłaś.
Liliana powoli odwróciła się do Michała.
Stał w korytarzu blady, z bukietem goździków, patrząc na nią z poczuciem winy.
Zaraz wracamy, wysyczała do zaskoczonego ojca.
Złapała Michała za rękaw i pociągnęła do swojego pokoju.
PRAWDA
Lila zamknęła drzwi i odwróciła się do niego.
Czekaj, powiedziała powoli, jakby bała się złego wniosku. Co to znaczy nie poszłaś?
Michał milczał.
Ty nie jesteś Michał Nowak?
Pokręcił głową.
Nie. Jestem Michał Sokołowski. Kolega mnie umówił na spotkanie z Anką. Czekałem na Centrum, a potem ty podeszłaś i…
…i po prostu cię porwałam, podsumowała Lila.
Oboje stali w milczeniu.
Próbowałem to wyjaśnić, powiedział, już pierwszego dnia, w drodze do kina. Ale nie dałaś mi dojść do słowa.
Nigdy nie słucham, przyznała ze śmiechem. Mam do tego talent.
Kluseczka zapiszczała przy drzwiach.
Lila usiadła na łóżku.
I co teraz?
Michał spojrzał jej w oczy długo i bardzo poważnie.
W końcu uklęknął przed nią.
Wiesz co? powiedział. Dla mnie nie ma znaczenia, jak nas ze sobą zetknęło życie. Przypadek czy jakiś tata.
Kocham cię i chcę, byś była moją żoną. Tak naprawdę. Bez zamieszania.
Liliana odetchnęła z ulgą i się uśmiechnęła.
No to chodź, poznam cię z rodzicami. Tylko ostrzegam, moja rodzina jest dość specyficzna.
A moja wcale nie lepsza. No i kotka z charakterem!
Damy radę!
Wyszli z pokoju.
W salonie już czekali goście i właśnie wszedł doktor Nowak z synem.
Wysoki. Przystojny. Z bukietem róż.
Liliana spojrzała na prawdziwego Michała Nowaka,
potem na swojego Michała, bladego i z goździkami.
Nie, pomyślała. To nie ten.
I wybuchnęła gromkim, prawdziwym śmiechem.
Tato, muszę ci coś opowiedzieć. I to dłuższą historię…



