Nie swój

Skoro zaczęłaś, to mów do końca! podniosłem głos na Magdę, A jeśli nie wiesz dokładnie, to nie gadaj bez sensu…
Wiem, uśmiechnęła się Magda i wpatrzyła się w moje oczy, Z Basią nie miałyśmy przed sobą żadnych tajemnic…

…Z Basią poznaliśmy się bardzo zwyczajnie. Była zima, lód na chodniku w centrum Warszawy. Szła rano do pracy, poślizgnęła się i boleśnie upadła, raniąc kolano. Pomogłem jej wstać, zaprowadziłem nawet na SOR na Wołoską.

Rentgen wykazał, że złamania nie ma, więc Basia dostała zalecenia: oszczędzać nogę i nosić elastyczny bandaż. Cały czas przy niej byłem, nawet zadzwoniłem do swojego szefa, poprosiłem o pół dnia wolnego. Dopiero gdy wsadziłem ją do taksówki, poczułem spokój. Wziąłem od Basi obietnicę, że zadzwoni jak dojedzie do domu i da znać, że wszystko w porządku.

Zupełnie mnie oczarowała ta ciepła i delikatna dziewczyna. Takiej jeszcze nie poznałem. Zaczęła się najbardziej romantyczna faza naszej znajomości: całe dnie wisieliśmy na telefonach, pisaliśmy do siebie i gadaliśmy o czym popadnie. Interesował mnie każdy szczegół dotyczący Basi. Rano życzyłem jej miłego dnia, wieczorem dobrej nocy. W trakcie dnia martwiłem się, czy jest ciepło ubrana, czy zjadła, czy odpoczęła, jak jej minął dzień.

Dla mnie to było naturalne. W moim domu zawsze interesowaliśmy się sobą nawzajem. Mieszkałem osobno, w mieszkaniu po babci na Ochocie, a moi rodzice żyli w Piasecznie, niedaleko. Kiedyś mieszkaliśmy wszyscy razem i babcine mieszkanie było wynajmowane. Zawsze żyliśmy zgodnie, bez kłótni, w atmosferze wsparcia i zaufania. Gdy babci zabrakło, a ja dorosłem, zdecydowałem się zamieszkać sam właśnie tam.

Nigdy nie miałem szczęścia do dziewczyn. Byłem nieśmiałym, spokojnym facetem, nie chodziłem na imprezy, nie miałem wielu przyjaciół. Z Basią wyszło nagle. Potrzebowała pomocy, a ja nie potrafiłem przejść obojętnie. Później stwierdziłem, że przeznaczenie postawiło ją na mojej drodze.

Po dwóch miesiącach wzięliśmy ślub. Tak się jakoś złożyło. Zażartowałem, że mogłaby za mnie wyjść, a ona:
A czemu nie? Chodźmy od razu złożyć papiery!

Do zamknięcia urzędu stanu cywilnego na Pradze został ledwie godzinę. Udało się, termin był za dwa tygodnie. Moi rodzice Danuta i Jerzy byli zdziwieni pośpiechem, ale zaakceptowali moją decyzję, zwłaszcza że Basia bardzo im się spodobała.

Mama Basi mieszkała w Grodzisku Mazowieckim. Dowiedziała się o wszystkim przez telefon, przyjechać nie mogła babcia Basi zachorowała i musiała przy niej zostać.

Tworzyliśmy szczęśliwą rodzinę. Żyliśmy zgodnie, między nami nie było kłótni, a uczucie tylko się wzmocniło. Urodził nam się syn, Michaś, nasze szczęście urosło, lecz i obowiązków przybyło. Podczas pewnej uroczystości bliska przyjaciółka Basi, Magda, trochę przesadziła z winem. Musiałem ją odprowadzić do taksówki.

Świętowaliśmy z rodzicami kolejną rocznicę ślubu w restauracji na Starym Mieście. Był Michaś pięcioletni i dumny, że może wznieść toast soczkiem, była moja mama Danuta, tata Jerzy oraz Basia z Magdą. Dziewczyny znały się od podstawówki, były niemal jak siostry. Magdzie w życiu osobistym nie układało się miała trzydzieści lat, tyle samo co Basia, ale była sama. Wyglądem odstawała od Basi: niska, krągła, z nijaką cerą i rysami jak ze źle naszkicowanego portretu.

Od zawsze więc to Basia była gwiazdą, chłopcy zwracali uwagę na nią, a nie na Magdę. Mimo tego Basia ceniła sobie jej lojalność: mama wypuszczała ją na randki tylko z Magdą, więc często spotykały się w większej paczce. Nikt jednak Magdy nie zapraszał do ołtarza, w przeciwieństwie do Basi propozycje ślubu zaczęły się sypać już w liceum. Basia jednak wybierała ostrożnie nie miała parcia na szybki ślub. Dopiero spotkała mnie, a potem sprawy potoczyły się same…

Gdy musiałem odprowadzić Magdę na dół, kulejącą po schodach restauracji na Starówce, a pod drzwiami czekała już dla niej zamówiona przez Basię taksówka, zupełnie nie trzymała równowagi. Było mi jej żal, pierwszy raz widziałem ją w takim stanie i starałem się pomóc.

Szczęścia nowożeńcom! Ha, ha! krzyknęła nagle tak, że obróciło się kilka osób. Tobie się wszystko udaje, Basi także. Ja zawsze mam pod górę… Od małolata ty wszystko dostajesz jak z nieba! Z facetami owijałaś sobie wokół palca, a wy, idioci, wierzyliście jej! Rozumem się kierujcie, nie rządzą! Basia piękna, to rozum wam wyłącza…

Ledwie doszliśmy do taksówki, gdy nagle Magda odsunęła moją rękę i zupełnie trzeźwym głosem oznajmiła:

A wiesz czyjego syna wychowujesz? Michaś nie jest twój!

Zwariowałaś? wykrztusiłem, ściskając pięści. Słowa Magdy uderzyły mnie jak grom, aż świat zakręcił się wokół. Najchętniej bym nią potrząsnął. Ona jednak dalej swoje:

A ty taki zaskoczony! Nie zauważyłeś, że Michaś urodził się zdecydowanie za wcześnie? A ślub taki nagły co, Basia tak cię kochała, że musiała iść z tobą od razu do urzędu?! Ha! I nie jest do ciebie podobny, otwórz oczy! Miała jednego był przed tobą. Chciał się z nią żenić, a potem ją zdradził i zostawił. Sama sobie winna!

Wcisnąłem Magdę do taksówki, zatrzasnąłem drzwi i odwróciłem się na pięcie. Kiedy jednak taksówka odjechała, zadzwoniła do mnie. Odebrałem, sam nie wiem czemu.

Pytaj, pytaj żony! Ha, ha! Żeby tylko mnie było źle na tej waszej sielance, niech ona też się spoci, niech się wierci jak pchła na patelni! zaśmiała się prześmiewczo.

Jej śmiech długo dźwięczał mi w głowie tej nocy. Słowa Magdy nie dawały mi spokoju. Przecież Michaś rzeczywiście urodził się wcześnie… Ale przecież bywa, że dzieci rodzą się wcześniakami, nie myślałem o tym, byłem szczęśliwy i nie zastanawiałem się nad jakąkolwiek niezgodnością. Kocham syna od pierwszego spojrzenia i nie przyszło mi do głowy, żeby to nie był mój własny.

Moi rodzice, zresztą, uwielbiali Michaśka, zabierali go w weekendy, jeździli do zoo, chodzili do muzeów. Przeklęta Magda! Wszystko zatruła, całe szczęście. Nie mogłem pozbyć się jej słów ze swojej głowy. Zaczynałem rozważać, że Michaś to drobny, jasny chłopak, a ja ciemnowłosy brunet. Mama mówiła, że włosy dzieci się zmieniają… Ale budowa ciała, kolor oczu? I Basia, wysoka, ja duży… Miesiąc miotałem się z tymi myślami. Przez tydzień milczałem, w końcu jednak musiałem zapytać Basię…

Popatrzyła na mnie dziwnie, a potem…

Wiedziałam, że kiedyś o to zapytasz. Skoro tak cię to męczyło, dlaczego czekałeś pięć lat? Basia powiedziała to z lekką złośliwością. Powinieneś był od razu powiedzieć. I rozstalibyśmy się. Może tego właśnie chcesz! Przecież cię oszukałam! Jak mogłam tak postąpić! No, krzycz na mnie, masz rację!

Zatkało mnie. Co ona mówi?! Przecież kocham ją i wiem, że nawet gdyby wtedy powiedziała prawdę, i tak bym jej wszystko wybaczył. Myśl o rozstaniu była dla mnie nie do przyjęcia. Kocham i ją, i syna. Nie porzuciłbym ich. Ale co powiedzieć rodzicom? Czy będą kochać Michaśka tak jak dotąd? Czy może lepiej nic im nie mówić?

Sytuacja z Basią zrobiła się trudna, pokłóciliśmy się mocno. Wyniosłem się do babcinego mieszkania, które tymczasowo stało puste. Przez dwa tygodnie miałem ze sobą ogromną walkę, chorowałem z tęsknoty za synem i żoną. W końcu postanowiłem: nie pozwolę, żeby ktoś nam odebrał szczęście. Magda chciała nam zabrać spokój, ale to jej się nie uda!

Wróciłem do domu.

Przepraszam cię. Wyrzuciłam z siebie dużo jadu, nie zasłużyłeś na to… Basia płakała. Bałam się, że jak się dowiesz, przestaniesz mnie kochać i lepiej, żebym ja to powiedziała ci pierwsza. Cały czas bałam się tego dnia!

Basiu… przytuliłem ją delikatnie Przeżyliśmy razem pięć lat, a ty wciąż nie znasz mojego serca. Czy naprawdę mógłbym was porzucić? Kocham ciebie i Michaśka, tego nic nie zmieni. Rozumiem, czemu bałaś się wtedy przecież tyle razy słyszałaś, że facet ucieka, jak dowie się o ciąży nie ze sobą… Miłość jest ważniejsza od przeszłości. Nic i nikt, nawet Magda, nie popsuje nam życia.

Tak, Basia otarła łzy i przytuliła się mocniej, Ale Magdy nie chcę już więcej widzieć.

A co z moimi rodzicami? zapytałem w końcu. Tak kochają Michaśka… Co im powiemy?

Minęło półtora miesiąca. Powiedzieliśmy rodzicom, że Basia spodziewa się drugiego dziecka. O prawdzie nie wspomnieliśmy. Po co burzyć szczęście, skoro rodzina może dalej rosnąć w miłości i wzajemnym wsparciu?

Dziś rozumiem, że rodziny nie łączy biologia, lecz serce. Nie pozwolę, żeby uprzedzenia albo czyjaś zawiść odebrały nam szczęście, które sami budujemy. Najważniejsze to być razem i ufać sobie nawzajem. To teraz jest moim życiowym doświadczeniem.

Rate article
Fajna Tajna
Nie swój