Pewnego dnia wyszedłem na spacer po pracy. To był ciężki tydzień. Postanowiłem wybrać się na spacer po parku. Był ciepły wiosenny dzień. Uwielbiałem wychodzić do parku. Zwłaszcza gdy po zimie, ptaki zaczynają pięknie śpiewać, wszystko wokół kwitnie i pachnie, co za wspaniała pora roku. Mój pies Lampart i moja mama wychodzili ze mną na spacer. Uwielbiałem spędzać czas z mamą, mieszkaliśmy razem. Mój tata zmarł dawno temu, więc nie miałem nikogo oprócz mamy i mojego ukochanego psa.
Szliśmy ścieżkami parku, omawialiśmy nasze problemy i rozmawialiśmy również o dobrych wiadomościach. Moja matka była nauczycielką, zawsze lubiła opowiadać śmieszne historie o swoich uczniach. Lampart grzecznie chodził na smyczy obok nas i wszyscy cieszyliśmy się spacerem. Mama nagle powiedziała: – Tadeusz, zapomniałam, że kończy nam się chleb. Może pójdziesz do sklepu.
Z radością się zgodziłem. Poszedłem do sklepu, który znajdował się w pobliżu naszego domu, a mama zabrała psa i poszła do domu.
Kiedy wszedłem do naszego ulubionego sklepu, zobaczyłem małego chłopca siedzącego przy kasie. Prawdopodobnie miał dwa lata. Siedział na krześle, które było przeznaczone dla kasjera i grzecznie bawił się maszyną. Nikt nie zwracał uwagi na dziecko. Zauważyłem tę sytuację, ale pomyślałem, że może jego rodzicom wygodniej jest zostawić dziecko, aby się bawiło, a samemu iść na zakupy. Mimo wszystko nie opuściła mnie myśl, dlaczego takie małe dziecko było tam samo.
Poszedłem wybrać chleb. Złapałem również mleko i pączki, które moja mama i ja jemy po obiadzie.
Kiedy podszedłem do kasy, aby się rozliczyć, dziecko nadal siedziało i nadal bawiło się maszyną. Zastanawiałem się, czyj to chłopiec i postanowiłem zapytać kasjera, który mnie obsługiwał. Przeraziłem się po tym, co usłyszałem. Kasjer powiedział, że dziecko siedzi tu od południa i nikt jeszcze po nie nie przyszedł. Zapłaciłem przy kasie i podszedłem do dziecka. Poczęstowałem małego pączkami, które kupiłem. Chłopiec był tak głodny, że zjadł wszystko, co kupiłem, a nawet poprosił o mleko. Było mi przykro z powodu dziecka. Pomyślałem, że jeśli od obiadu do wieczora nikt nie zwracał uwagi na dziecko, to co będzie, gdy nadejdzie noc. Postanowiłem zabrać małego do siebie. Mama była bardzo zaskoczona, gdy zobaczyła mnie z tak uroczym stworzeniem. Opowiedziałem jej całą sytuację. Mama zdecydowała i powiedziała, że następnego dnia rano zabieramy dziecko na policję, a tam już niech zdecydują, co robić dalej. Moja matka wiedziała, jak obchodzić się z dziećmi, ponieważ miała doświadczenie ze szkoły. Pierwszą rzeczą, którą mama kazała zrobić, to umyć chłopca, nakarmić i koniecznie wezwać lekarza. Moja matka była bardzo przyjazna i przyjaźniła się z lekarką z sąsiedniej klatki. Zawsze mi o niej mówiła, jaką jest piękną dziewczyną i dobrą osobą. Namawiała mnie, abym się jej przyjrzał, ale nigdy nie miałem na to czasu i nawet nie wiedziałem, jak wygląda.
Mama zadzwoniła do Andżeliki. Było trochę za późno, ale dziewczyna zgodziła się przyjść i zbadać chłopca.
Przyszła dosyć szybko, spojrzała na dziecko, zbadała i powiedziała, że z chłopcem wszystko jest w porządku. Cieszyliśmy się z tego. Odprowadziłem Andżelę, ponieważ było już ciemno i rzeczywiście, była ładną dziewczyną, podobała mi się.
Następnego ranka mama i ja zabraliśmy małego na policję i opowiedzieliśmy tam całą sytuację. Okazało się, że nikt nawet nie próbował szukać dziecka. Kazano nam zostawić chłopca na posterunku. Pobiegłem do pracy. Mama też. Przez cały dzień byłem niespokojny, zamartwiając się co z tym chłopę, więc postanowiłem po pracy wrócić na posterunek i czegoś się dowiedzieć. Przyszedłem, ale chłopca już tam nie było. Okazało się, że jego matka po prostu zapomniała o dziecku w sklepie, ponieważ poszła na drinka ze swoimi przyjaciółmi. Kiedy została poinformowana, że znaleziono jej dziecko, po prostu powiedziała: róbcie, co chcecie, możecie oddać go do domu dziecka.
Oczywiście za taki czyn została pozbawiona praw rodzicielskich, a dziecko naprawdę oddano do domu dziecka. Powiedziałem to mamie i postanowiliśmy adoptować tego małego aniołka. Łatwiej byłoby, gdybym miał żonę, bo bez aktu małżeństwa nie chcieli dać mi chłopca. Długo się nie zastanawiałem, ale w końcu oświadczyłem się Andżeli, tej lekarce, która badała małego. Zgodziła się. Teraz Adaś mieszka z nami. Ja, Andżela i nasz adoptowany synek tworzymy szczęśliwą rodzinę.



