Nie rozdrapuj przeszłości
Często myślę o swoim życiu, odkąd przekroczyłam magiczną pięćdziesiątkę. Nie mogę powiedzieć, że moje życie rodzinne było szczęśliwe, a wszystko przez mojego męża, Jerzego. Wydawałoby się, że kiedyś byliśmy zakochani, że łączyło nas coś prawdziwego. Nie zauważyłam nawet, kiedy nastąpiła ta niechciana zmiana w Jerzym.
Mieszkaliśmy na wsi, w domu teściowej, Anny. Robiłam wszystko, żeby w domu był spokój, bardzo szanowałam teściową, a ona odnosiła się do mnie z życzliwością. Moja mama mieszkała w sąsiedniej wsi z młodszym synem, miewała częste choroby.
Anno, dogadujesz się ze swoją synową, Tosią? dopytywały sąsiadki, gdy spotykały się przy studni, w sklepie albo po prostu na drodze.
O Tosi złego słowa nie powiem, szanuje mnie, pracowita, dom ogarnia, w gospodarstwie pomaga, odpowiadała teściowa.
No jasne, kto by uwierzył. Żeby teściowa chwaliła synową? Chyba bajki opowiadasz, nie wierzyły sąsiadki.
Co mnie to, Anna kwitowała i szła dalej.
Urodziła się nam córka, Basia. Wszyscy byli szczęśliwi.
Tosiu, Basiunia trochę do mnie podobna, doszukiwała się Anna swoich cech w wnuczce, a ja śmiałam się tylko, dla mnie nie było ważne, do kogo jest podobna.
Gdy Basia skończyła trzy lata, urodziłam syna. Znów radość i zamieszanie. Jerzy pracował, ja siedziałam z dziećmi w domu, a Anna bardzo mi pomagała. Zyliśmy spokojnie, nawet lepiej niż inni u nas mąż nie pił, podczas gdy niektóre kobiety musiały wyciągać swoich facetów spod wiejskiego baru, tak się upijali, że nie mogli wrócić do domów.
Kiedy byłam w ciąży z trzecim dzieckiem, dowiedziałam się, że Jerzy mnie zdradza. Na wsi nic się nie ukryje, wiadomość rozeszła się błyskawicznie oczywiście dowiedziała się o tym sąsiadka, Walentyna.
Tosiu, nosisz pod sercem trzecie dziecko Jerzego, a on… powiedziała ostro niewdzięcznik, lata za innymi babami.
Walentyno, naprawdę? Ja nic takiego nie zauważyłam, zdziwiłam się.
A kiedy masz zauważyć? Dwoje dzieci, trzecie w drodze. Dom, teściowa, gospodarka, a on tylko swoje. Wszyscy już wiedzą, że on kręci z Zosią wdową, nawet się z tym nie kryje.
Było mi bardzo przykro, Anna też wiedziała, ale milczała, żeby mi nie sprawiać bólu. Nieraz karciła syna, krytykowała, ale Jerzy zawsze ją uciszał.
Mamo, ktoś ci to powiedział?! Kobiety zawsze plotkują, na to są kobiety.
Pewnego dnia wpada Walentyna:
Tosiu, twój Jerzy właśnie wszedł na podwórko do Zosi, widziałam na własne oczy, szłam właśnie ze sklepu. Chcesz siedzieć sama z trójką dzieci? Idź do tej bezwstydnej i wyrwij jej włosy! Jesteś w ciąży, Jerzy cię nie tknie, nie odważy się, przekonywała mnie.
Wiedziałam, że nie mam odwagi wdawać się w awanturę z Zosią była zawzięta, skandalistka. Jej mąż utopił się pijany w rzece, ciągle mieli kłótnie i bójki, więc ona była zahartowana, potrafiła się obronić. Ale pomyślałam: muszę jednak spojrzeć Jerzemu w oczy, spróbuję wiedzieć, jak to jest naprawdę. Przecież on zawsze się wypiera, że to tylko babskie plotki, powiedziałam Annie, która mnie zniechęcała.
Tosiu, dokąd ty z tym brzuchem? Oszczędzaj siebie…
Była późna jesień, już ciemno. Zapukałam w okno Zosi, czekałam, aż wyjdzie. Ale zza drzwi odezwała się:
Czego chcesz, czemu tłuczesz w okno?
Otwórz, wpuść, wiem, że mój Jerzy jest u ciebie, ludzie mówią, powiedziałam głośno.
Ta, akurat się rozpędziłam, otworzę ci. Wracaj do domu, nie rób cyrku, słyszałam jej śmiech.
Po chwili wróciłam do siebie, wiedząc, że Zosia nie otworzy. Mąż wrócił po północy, pijany. Rzadko pił, ale się zdarzało. Nie spałam.
Gdzie byłeś? Wiem, że u Zosi, piliście razem. Przyszłam, nie otworzyła. Doskonale o tym wiesz.
Co ty wymyślasz, oburzył się, nie byłem tam. Siedziałem z Jankiem Kulawym, zagadaliśmy się, nawet nie zauważyliśmy, jak czas zleciał.
Nie wierzyłam mu, ale zamilkłam, nie wszczynałam awantury już późno, zresztą nigdy nie lubiłam się kłócić. Co zresztą mogłam zrobić jak to mówią, “nie złapiesz, nie ukradł”. Przez noc nie zmrużyłam oka, myśląc:
A dokąd ja pójdę z dwójką dzieci, trzecie w drodze? Mama chora, brat z rodziną, ciasno tam, nie pomieścimy się.
Mama mówiła mi nieraz, gdy żaliłam się na zdrady Jerzego:
Cierp, córko. Jak już wyszłaś za mąż, dzieci urodziłaś, to musisz cierpieć. Myślisz, że mnie łatwo z twoim ojcem było? Pił, gonił nas, pamiętasz, jak u sąsiadów się chowałyśmy. Bóg zrobił po swojemu, zabrał go, ale wytrwałam. Twój Jerzy przynajmniej nie pije często i nie podnosi na ciebie ręki. Kobiety od zawsze mają swój krzyż do dźwigania.
Nie ze wszystkim się zgadzałam z mamą, choć rozumiałam, że nie mam dokąd odejść od męża. Anna też mnie przekonywała, uspokajała.
Dziewczyno, gdzie ty z dziećmi pójdziesz, jeszcze trochę i trzecie się urodzi. We dwie może poradzimy sobie z Jerzym.
Trzecia urodziła się Hania, była słabiutka, często chorowała. Pewnie stres w ciąży miał tu dużo do rzeczy. Z czasem jednak wyrosła spokojniejsza, Anna poświęcała jej wiele uwagi.
Tosiu, słyszałaś? znów wpadła Walentyna, roznosząc wszystkie plotki po wsi, Zosia wpuściła do siebie Mietka, żona go wyrzuciła.
Wpuściła, niech wpuści, co mnie to obchodzi odpowiadałam, ale w duchu poczułam ulgę, że Jerzy nie będzie się tam szwendał.
Po miesiącu jednak Walentyna z nowymi wieściami:
Mietek wrócił do żony, Zosia znów sama, więc pewnie znowu będzie szukać facetów. Pilnuj swojego Jerzego, bo jeszcze się do niej przyczepi, pouczała.
Z Jerzym znów było spokojnie, Anna cieszyła się. Ale jak już facet ma w sobie jakiś czart, to z żoną długo nie wysiedzi.
Anna spotkała kiedyś starą koleżankę, Antoninę, gdy wracała ze sklepu.
Ano, za kogo Jerzy taki jest? Tosia to miła, ładna, dobra matka, zawsze ją chwaliłaś, a on czego mu brak?
Antonina, znowu coś Jerzy wywinął?
Jeszcze jak! Ma wszystko pod nosem, a lata za Weroniką, rozwódką z baru…
Anna nie mówiła mi, krytykowała syna po cichu. Ale wszystko wychodziło na jaw znowu powiadomiła mnie Walentyna. Płakałam, prosiłam Jerzego, nic nie pomagało. Chodził do innych kobiet, choć o odejściu z domu nie myślał. Wiedział, że nie zostawi rodziny. Ale i wiernym mężem nie był. Miał wygodnie dom, żona, dzieci, matka, a na boku kobieta dla rozrywki.
Anna już nie kryła się z krytyką, starała się go przekonać, ale dojrzały facet nie posłucha starej matki. Krzyczał na nią, żeby się nie wtrącała.
Mamo, staram się dla rodziny, pracuję, pieniądze przynoszę, a wy dwie mnie obwiniacie. Wierzycie w babskie plotki! bronił się Jerzy.
Kiedyś nie pił, teraz przestał zupełnie. Mijały lata. Dzieci dorosły. Najstarsza Basia wyszła za mąż w powiecie, tam skończyła technikum, tam znalazła też męża. Syn ukończył studia w mieście, też się ożenił z dziewczyną z miasta.
Najmłodsza, Hania, kończy szkołę, też planuje dalszą naukę w powiecie. Jerzy się uspokoił, siedzi już tylko w domu, praca i telewizor. Zdrowie mu zaczyna szwankować, piliśmy kiedyś rzadko, teraz nie rusza wcale.
Tosiu, serce mnie boli, coś promieniuje na plecy, żali się, Tosiu, kolana bolą, może stawy, może do lekarza w powiecie?
Nie żal mi Jerzego. Moje serce od dawna stwardniało, tyle łez i goryczy przez niego przeżyłam nim się uspokoił.
Zdrowie mu się zepsuło, siedzi w domu, narzeka. myślę, Niech idzie narzekać do tych, którym tak biegał… Teraz niech one się nim zajmą.
Anna już zmarła, pochowaliśmy ją obok męża. W domu Jerzego i moim zapanowała cisza. Czasem przyjeżdżają dzieci i wnuki. Cieszymy się, Jerzy narzeka dzieciom na zdrowie, a nawet obwinia mnie, że go nie leczę. Basia przywozi mu leki, troszczy się, krząta wokół ojca, zwraca mi uwagę:
Mamo, nie denerwuj się na tatę, jest chory, a mnie przykro, córka po stronie ojca.
Córeczko, sam sobie winien, młodość miał burzliwą, a teraz chce, by go żałować. Ja też nie jestem ze stali, swoje zdrowie straciłam przez niego, próbuję się tłumaczyć.
Syn też ojca wspiera, gdy przyjeżdża. Więcej rozmawia z ojcem cóż, mężczyźni…
Dzieci jakby nie rozumiały matki, kiedy tłumaczyłam im, że Jerzy mnie zdradzał, a ja znosiłam to dla nich. Jak miałam ich zostawić bez ojca? Jak było mi ciężko i smutno? Ale co słyszałam w odpowiedzi?
Mamo, nie rozdrapuj przeszłości, nie dręcz taty, mówiła Basia, a syn też ją popierał.
Mamo, co było, minęło, uspokajał syn, poklepując mnie po ramieniu.
Trochę mi żal, że dzieci są po stronie ojca, ale rozumiem ich, nie mam do nich żalu. Takie jest życie.
Dziękuję za przeczytanie, że jesteście ze mną, za Wasze wsparcie. Życzę Wam szczęścia w życiu!



