Nie rodź się piękna, rodź się użyteczna

Jagoda, czy ty zupełnie rozumu się pozbyła? – Gosia trzasnęła dłonią w stolik tak, że filiżanki zadzwoniły. – On cię traktuje jak wycieraczkę! Dziś przyjdź, jutro nie przychodź, pojutrze znowu potrzebna!

– Gosiu, po prostu nie pojmujesz – westchnęła Jagoda, mieszając cukier w kawie. – Przemek jest bardzo zajęty, prowadzi biznes, ciągłe spotkania. Kiedy znajdzie chwilę, wtedy się widzimy.

– A niech go ten biznes! – przyjaciółka aż poczerwieniała ze złości. – Masz już trzydzieści sześć wiosen, Jagódko! Ile można być zapasowym lotniskiem?

Jagoda skrzywiła się. Gosia zawsze prosto z mostu, bez owijania w bawełnę. I, cholera, miała rację. Tylko ta racja była taka kłująca, że lepiej byłoby jej nie słyszeć.

– A co mi pozostaje? – spytała cicho, patrząc przez okno kawiarni. – Pięknotek pełno naokoło, a ja… zwyczajna. Ale za to wygodna. Nie awanturuję się, nie żądam, nie kapryszę.

– Jezu, posłuchaj sama siebie! – Gosia złapała ją za rękę. – „Wygodna”! To co, szmata do podłogi jesteś? Masz magistra, dobrą pracę, własne M w Warszawie. Jesteś mądra, dobra, wierna jak pies…

– Tylko nie piękna – przerwała Jagoda z gorzkim uśmiechem. – A panowie wybierają najpierw oczami, sama wiesz.

Gosia opadła na krzesło, potrząsając głową. Dwadzieścia lat przyjaźni, a koleżanka wciąż nie umie uwierzyć we własną wartość. Od studiów tak samo – zawsze w cieniu laleczek, zawsze gotowa dopasować się, dogodzić, nie zawadzać.

– Pamiętasz Krzysia z Uniwersytetu? – spytała nagle Jagoda.

– Jasne – spięła się Gosia. – Co z nim?

– Strasznie mi się podobał. Latałam za nim jak pies za kijanką, trzy lata. Zeszyty dawałam, na seminariach pomagałam. A on nawet nie zauważał. Ale jak tylko pojawiła się ta… jak ją… Kornelia Szymańska, zaraz zaczął się nią zajmować.

– To było sto lat temu! – załamała ręce Gosia.

– A dla mnie jak wczoraj – Jagoda uśmiechnęła się smutno. – Wtedy zrozumiałam najważniejszą zasadę: piękne dostają wszystko od razu, a reszta musi być użyteczna. Wygodna.

– Jagóś, ale ten Krzysiek… Czym on się teraz zajmuje? Alkoholik i nieudacznik! A twoja piękna Kornelia skoczyła trzy razy za mąż i trzy razy się rozwiódł. Gdzie oni są, a gdzie ty?

– Oni żyją – cicho odpowiedziała Jagoda. – A ja się dostosowuję.

W tej chwili zadzwonił telefon. Jagoda spojrzała na ekran i ożywiła się.

– Halo, Przemek? Tak, jestem wolna. Oczywiście, przyjadę. Za godzinę? Dobrze, czekam.

Gosia patrzyła ze zgrozą, jak twarz przyjaciółki się transformuje – pojawia się jakaś dziecinna radość, gotowość do biegu na każde skinienie.

– Jagoda, nie idź – wyszeptała. – Powiedz, że jesteś zajęta.

– Nie mogę – Jagoda już pakowała torbę. – Ma dwie godziny luzu między spotkaniami. Tak dawno się nie widzieliśmy.

– Widzieli się pięć dni temu!

– To jak wieczność – uparcie powtórzyła Jagoda i wstała od stolika.

Gosia została sama, wpatrując się w oddalającą się postać przyjaciółki. Co się z nią stało? Kiedy ta inteligentna, utalentowana kobieta stała się dodatkiem do czyjegoś życia?

A przecież kiedyś było inaczej. Na studiach Jagoda, choć nie błyszczała urodą, była duszą towarzystwa. Żartowała, organizowała wyjazdy, wszystkim pomagała z nauką. Chłopaki ją lubili – nie jak kobietę, lecz jak najlepszego kumpla, wiernego kompana. „Jagoda-Brat” przezywali. I wtedy była z tego dumna.

Po dyplomie dostała pracę jako ekonomistka w poważnej korporacji, szybko awansowała. Kupiła mieszkanie, malucha. Rodzice się cieszyli – córka stanęła na nogi. Tylko życie osobiste jakoś nie leciało.

Pierwszy poważny romans miał miejsce w wieku lat dwudziestu ośmiu. Kolega z biura, Michał. Cichy, spokojny, ogarnięty. Jagoda była szczęśliwa – w końcu przy niej facet, który ją ceni, kocha, nie za urodę, ale za charakter, za serce.

Spotykali się dwa lata. Jagoda zaczęła już napomykać o ślubie, oglądać białe suknie. I wtedy Michał poznał nową pracowniczkę – młodziutką, śliczną świeżą absolwentkę.

– Rozumiesz, Jagódź – mówił wtedy, dobierając z trudem słowa – jesteś niesamowita, ale z Oliwią czuję coś zupełnie innego. Taką pasję, taki przypływ…
– A ze mną to spokój, co? – spytała wtedy Jagoda. – Wygoda?
– No… tak – przyznał szczerze. – Pewnie zbytni sp
A w myślach już widziała te puchate kapcie, czekające pod łóżkiem, i lukrowaną babkę, którą bezczelnie ukradnie z półki w cukierni – będą miały teraz zupełnie inne priorytety, a jej własny spokój stał się jej świętą sprawą.

Rate article
Fajna Tajna
Nie rodź się piękna, rodź się użyteczna