-Naprawdę, zastanów się zanim będzie za późno! Chłopak wcale nie jest do ciebie podobny! Twoja Kamila pewnie ma go z byłym, a teraz chce cię wmanewrować! Ja to wiem!
-Mamo, przestań już! Tomek to mój syn… Dlaczego ciągle szukasz problemów? Wracam do domu.
Zofia całe życie wychowywała syna sama. Między nią a Piotrem panowały znakomite relacje: nigdy nie był opryskliwy, nie sprzeczał się, dobrze się uczył. Kiedy dorósł, został inżynierem, tak jak mama sobie życzyła. Teraz przyszła pora, aby ułożyć mu życie osobiste. Wybrała mu narzeczoną – świetną dziewczynę, Krysię, córkę swojej przyjaciółki Antoniny.
Z polecenia matki Piotr zaczął spotykać się z Krysią, ale ich relacja od początku nie układała się idealnie, i po kilku miesiącach zdecydowali się rozstać. Później Piotr poznał Magdę. Ich relacja rozwijała się szybko, młody człowiek od razu dostrzegł w sympatycznej dziewczynie bratnią duszę. Pobrali się po trzech miesiącach, co bardzo nie spodobało się Zofii. Pół roku później Magda zaszła w ciążę. Urodził się chłopiec, któremu dali na imię Tomek. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie to, że teściowa nie polubiła synowej. Przy każdej okazji narzekała na syna, choć minęły już cztery lata od ślubu:
-Popatrz, co ona z tobą zrobiła? Cały jakiś pogięty, niechlujny…
-Mamo, jaki niechlujny? Koszula się tylko w pralce zmięła…
-Siadaj, zjedz coś! Twoja pewnie nic nie ugotowała, a tak będziesz głodny.
-Mamo, zjem w domu. Magda dobrze gotuje.
-Jasne, znam ją… Kupne kotlety albo, co gorsza, pierogi! A Krysia na kursy cukiernicze się zapisała. Jaka zdolna, jaka zdolna…
Piotr odpierał zarzuty matki, jak mógł. Starał się nie słuchać jej opowieści, a pretensji do żony oczywiście nie przekazywać. Wszystko było bezpodstawne. Ale Zofia nie ustępowała i kontynuowała swoją zimną wojnę wobec synowej, aż jej strategia przyniosła efekty…
-Witaj, synku… Dlaczego twoja Magda mnie nie odwiedza? Zawsze sam do mnie przychodzisz!
-Mamo, jak ona ma cię odwiedzać, skoro czepiasz się jej o każdy drobiazg?
-Czepiam się, bo jest za co. Uwierz mi! A kiedy ty tu sobie siedzisz i herbatki popijasz, ona pewnie na randki z byłym biega. Wiem, kto to był. Adam ten nieudacznik! I dzieciak też cały w niego. Ona się zabawiła, a ty teraz będziesz utrzymywać.
Tej nocy Piotr poważnie pokłócił się z matką. Miał dość jej pretensji i rozmów. Wrócił do domu bardzo zirytowany.
-Tato, tato, cześć! – zawołał go mały Tomek.
-Cześć, synu. Jak było? Co robiłeś?
-Byliśmy z mamą na placu zabaw. Tam był wujek Adam. Kupił mi czekoladę i sok!
W głowie Piotra przemknęła myśl – a jeśli matka ma rację? Wieczorem urządził żonie przesłuchanie:
-Dlaczego widziałaś się z byłym?
-Piotrze, przypadkiem się spotkaliśmy. Szliśmy, a on przechodził obok, więc zamieniliśmy kilka słów. Potem odprowadził nas do domu.
-Dlaczego odprowadza moją żonę i syna? A może Tomek nie jest mój, tylko jego?!
-Piotrze, co ty wygadujesz? Chyba sobie żartujesz!
W tym wieczorze para bardzo się pokłóciła. Pierwszy raz od ślubu. Od tego czasu w ich domu kłótnie stały się częste. W pewnym momencie Magda nie wytrzymała, spakowała rzeczy, zabrała synka i wróciła do rodziców w swoim rodzinnym mieście.
Później był rozwód, a Piotrowi przyznano alimenty. Był przekonany, że dziecko nie jest jego. Nie zaskarżył jednak decyzji, postanowił płacić. W zaistniałej sytuacji najbardziej zadowolona była Zofia. Rozpoczęła kampanię na rzecz wznowienia relacji syna z Krysią, którą nazywała „idealną synową”.
I udało się. Piotr ożenił się z Krysią. Natychmiast po ślubie nowa żona pokazała swoje prawdziwe oblicze. Ciągle narzekała na męża, wygłaszała uwagi na temat jego zarobków.
-Patrz na Irkę, Wacek właśnie kupił jej drugie futro! A Surkowie zmienili samochód na luksusowy model. A ja jak sierota Kazimierz chodzę w zeszłorocznej kurtce i jeżdżę starym samochodem! Co z ciebie za mąż!
Minęło długie piętnaście lat. Piotr pracował na dwóch etatach, ciężko harując, a żona jeździła na wakacje i na niczym nie oszczędzała. Dzieci nie chciała, bo twierdziła, że najpierw trzeba pocieszyć się życiem, a potem… Zofia chciała w tym wszystkim zaprowadzić swoje porządki, ale synowa szybko ją ustawiła na właściwym miejscu.
Pewnego dnia Piotr otrzymał telefon ze szpitala. Okazało się, że Zofia miała udar i została przewieziona tam karetką. Była ciężko chora i po wyjściu ze szpitala potrzebowała opieki. Krysia od razu ogłosiła:
-Nie zamierzam spędzać dni i nocy przy jej łóżku. Oddajmy ją do domu opieki.
-Krysiu, może rzucę pracę…
-Czyś ty zwariował? A z czego będziemy żyć? Cztery lata musimy jeszcze spłacać kredyt za mój samochód…
Ostatecznie Zofia trafiła do domu opieki, Piotr wyjechał do pracy, a Krysia została w domu. Miesiąc później Zofia zmarła. Piotr wrócił, by pochować matkę. Wiózł się do domu Zofii i tam zastał Krysię w ramionach sąsiada…
Po pogrzebie Piotr zamieszkał w mieszkaniu matki. Zastanawiał się nad jej „cennymi” radami i żałował, że ich słuchał. Teraz miał ponad czterdzieści lat. I jak się okazało, bez rodziny, dzieci i przyjaciół… Nawet samochód kupowali tylko dla Krysi… Rozmyślał o swoim życiu i przypomniał sobie o Magdzie i Tomku. Nigdy nie dowiedział się, czy Tomek jest jego synem. A teraz to już nawet nie miało znaczenia…
– Tomek ma teraz z dziewiętnaście lat… Zupełnie dorósł… Ciekawe jaki jest? – Piotr wypowiedział te słowa w pustkę.
Następnego ranka wsiadł w pociąg i pojechał do rodzinnego miasta Magdy. Z łatwością znalazł dom i zadzwonił do drzwi, ale nikt nie otworzył. „Pewnie w pracy” – pomyślał i postanowił poczekać pod domem. Po dwudziestu minutach zobaczył podchodzącego mężczyznę – wyglądał jak on, dwadzieścia lat młodszy.
-Tomek… Tomek… Synku…
-Ty? Co tu robisz? – zapytał zimno Tomasz.
-Synku, jestem bardzo ci winien… Jaki się stałeś… Całkiem jak ja, jak dwie krople wody! A gdzie mama?
-Mamy już nie ma. Zginęła dziesięć lat temu. W wypadku samochodowym…
-A ty? Z kim żyjesz? Może mogę coś dla ciebie zrobić? Jestem gotów na wszystko! Mam pieniądze. Tylko powiedz!
-Mieszkam z babcią. Niczego nam nie trzeba.
-Ale synu. Przecież chciałem, ja…
Piotr nie dokończył. Tomek wszedł do klatki i zamknął drzwi przed jego nosem.
-Synku! Synku, otwórz! Jak to możliwe, synku? Przecież jestem twoim ojcem! Ojcem!!!
Piotr długo stał przed zamkniętymi drzwiami, wzruszony i ze łzami na twarzy, chociaż może to nie były łzy, a deszcz? Później odwiedzał miasto jeszcze kilka razy, starał się nawiązać kontakt z synem. Prosił, błagał, próbował się tłumaczyć. Ale Tomasz za każdym razem odmawiał rozmowy.



