Nie potrafiłam pokochać – List do Lilii od Wolodii: poruszająca opowieść o letniej przyjaźni, pierwszych uczuciach i losach młodych ludzi z polskiego internatu, których łączyła nadzieja, samotność oraz niezapomniane spotkania, z finałem, w którym tylko przyjaźń przetrwała tę próbę czasu

NIE UDAŁO MI SIĘ POKOCHAĆ

No dziewczyny, która z was to Liliana? zapytała nieznajoma kobieta z lekkim uśmiechem, wpatrując się we mnie i moją przyjaciółkę.

Ja jestem Liliana. A co się stało? odpowiedziałam trochę zaskoczona.

Mam dla ciebie list, Liliano. Od Włodka powiedziała kobieta, wyciągając z kieszeni fartucha pogniecioną kopertę. Podała mi ją z nutą troski.

Od Włodka? A gdzie on teraz? zapytałam jeszcze bardziej zdziwiona.

Przenieśli go do ośrodka dla dorosłych. Czekał na ciebie jak na zbawienie. Wypatrywał cię codziennie. Dał mi ten list do przeczytania, żebym poprawiła błędy nie chciał się przed tobą ośmieszyć. Ja muszę już iść, zaraz obiad pracuję tutaj jako opiekunka. Kobieta spojrzała na mnie z lekkim wyrzutem, westchnęła i szybko się oddaliła.

Byłam wtedy z Martą na wakacjach, miałyśmy po szesnaście lat. Po ulicach Krakowa krążyłyśmy, szukając nowych przygód. Trafiłyśmy spontanicznie na teren jakiegoś zakładu opiekuńczego.

Usiadłyśmy na wygodnej ławce, śmiejąc się i plotkując. Dopiero po chwili zorientowałyśmy się, że podeszło do nas dwóch chłopaków.

Cześć dziewczyny! Nudzicie się? zagadnął jeden, podając mi rękę. Włodek.

Liliana odpowiedziałam. A to moja koleżanka Marta. A Twój cichy przyjaciel jak ma na imię?

Leon wyszeptał nieśmiało drugi chłopak.

Obaj wydali nam się mocno tradycyjni, tacy przestarzali. Włodek spojrzał na nas poważnie:

Dziewczyny, czemu chodzicie w takich krótkich spódniczkach? A Marta ma bardzo śmiały dekolt.

Panowie, nie zaglądajcie, gdzie nie trzeba, bo oczy wam od tego powpadają w kłopoty zaśmiałyśmy się z Martą.

Ciężko nie zaglądać Jesteśmy facetami. Palicie papierosy? drążył Włodek.

Pewnie, że palimy! Ale tak na niby żartowałyśmy.

Wtedy dopiero zwróciłyśmy uwagę, że z ich nogami coś było nie tak. Włodek poruszał się z trudem, Leon mocno utykał.

Leczcie się tutaj? zapytałam.

Tak, miałem wypadek na motorze. A Leon źle wskoczył do wody wyrecytował Włodek. Niedługo nas wypiszą.

Wtedy nie bardzo przyszło nam do głowy, że to wymyślone historie. Włodek i Leon byli dziećmi z niepełnosprawnością, skazanymi na wieloletni pobyt w zamkniętym ośrodku. My, wraz z Martą, byłyśmy dla nich tchnieniem wolności.

Zamieszkiwali internat dzieci z niepełnosprawnościami. Każdy miał swoją legendę: wypadek, niefortunne skoki, skutki bójek… Ale tak naprawdę nie mieli innego wyjścia.

Okazali się ciekawi, oczytani, dojrzali ponad wiek. Wkrótce z Martą odwiedzałyśmy ich co tydzień z jednej strony z litości, z drugiej z zainteresowania. Nasze krótkie spotkania szybko weszły nam w nawyk.

Włodek zaczął wręczać mi kwiatki zerwane z pobliskiej rabaty, Leon za każdym razem przynosił origami, które nieśmiało dawał Marcie. Potem siedzieliśmy na jednej ławce: Włodek obok mnie, Leon zawsze z boku, wpatrzony w Martę. Marta się peszyła, rumieniła, ale było widać, że lubi te chwile. Rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym.

Minęło gorące, przyjemne lato. Pojawiła się deszczowa jesień. Wakacje się skończyły, za chwilę matura. Zapomniałyśmy z Martą o naszych znajomych Włodku i Leonie.

Po egzaminach, ostatnim dzwonku i balu maturalnym nastało lato nadziei. Razem z Martą znów trafiłyśmy do internatu, chcąc odwiedzić chłopaków. Usiadłyśmy na starej ławce, mając nadzieję, że zaraz podejdzie Włodek z kwiatami, Leon ze świeżym origami.

Niestety, przez dwie godziny nikt się nie pojawił.

Nagle z drzwi ośrodka wyszła opiekunka właśnie ona wręczyła mi list od Włodka. Otworzyłam kopertę:

Kochana Liliano! Jesteś moim pachnącym kwiatuszkiem! Gwiazdo nieosiągalna! Może nie zdajesz sobie sprawy, że zakochałem się w Tobie od pierwszego spojrzenia. Te spotkania były dla mnie jak tlen, jak życie. Przez pół roku bezskutecznie patrzę przez okno, wypatrując Ciebie. Zapomniałaś o mnie. Jak bolesne to uczucie! Nasze drogi się rozchodzą, ale dziękuję Ci, że poznałem, czym jest prawdziwa miłość. Pamiętam Twój aksamitny głos, kuszący uśmiech, delikatne dłonie. Tak mi źle bez Ciebie, Lili! Chciałbym zobaczyć Cię jeszcze raz, choćby przez chwilę.

Mi i Leonowi stuknęła właśnie osiemnastka. Wiosną przeniosą nas do innego internatu. Pewnie się już nie spotkamy. Moja dusza w kawałkach. Mam nadzieję, że kiedyś wyleczę się z tego uczucia

Żegnaj, moja droga!

Podpis: na zawsze Twój Włodek.

W kopercie znalazłam zasuszony kwiatek.

Ogarnęło mnie poczucie winy. Serce ścisnęło się w żalu, że nic już nie mogę zmienić. W głowie kołatały mi się słowa: Jesteśmy odpowiedzialni za tych, których oswoiliśmy.

Nie zdawałam sobie sprawy, jak bardzo Włodek przeżywał naszą znajomość. Ale nie potrafiłam odwzajemnić jego uczucia. Nie miałam do niego miłości. Przez cały czas był mi bliski jako przyjaciel ceniłam jego wiedzę, lubiłam rozmowy, ale nic więcej. Zabawiałam go, żartowałam, nawet trochę kokietowałam tak, by podsycić jego zainteresowanie, ale nie sądziłam, że ta zabawa wznieci w nim taki płomień.

Minęło już wiele, wiele lat. List od Włodka zżółkł, kwiatek rozpadł się na pył. Ale ja nadal pamiętam nasze ciche spotkania, beztroskie rozmowy, niekończący się śmiech z dowcipów Włodka.

Ta historia ma ciąg dalszy. Marta bardzo przejęła się losem Leona, który od dziecka miał krótszą jedną nogę i którego rodzice odrzucili z powodu inności. Marta skończyła pedagogikę, dziś pracuje w internacie dla dzieci z niepełnosprawnościami. Leon jest jej kochającym mężem. Mają dwóch dorosłych synów.

Włodek, z opowieści Leona, spędził życie w samotności. Gdy miał około czterdziestu lat, matka odwiedziła go w ośrodku. Zobaczyła opuszczonego syna, rozpłakała się i przypomniała sobie o dawnej miłości. Zabierała Włodka do rodzinnej wsi. Co było dalej nie wiadomoZ czasem zaczęłam jeździć w rodzinne strony, gdzie Włodek zamieszkał. Pewnego razu, zachęcona przez Martę, poszłam zobaczyć dawny dom Włodka. Drzwi otworzyła jego mama starsza, pogodna kobieta z łzami wzruszenia w oczach. W środku, na werandzie zasiedliśmy z Włodkiem przy herbacie. Patrząc na niego, dostrzegłam wciąż ten sam ciepły uśmiech i błysk w oku, który pamiętałam sprzed lat.

Rozmawialiśmy długo o książkach, podróżach, marzeniach niespełnionych i o tych, które jeszcze mogą się spełnić. Włodek nie wracał do dawnych uczuć, nie wypominał niczego. Był spokojny, pojednany z losem. Jego samotność już nie bolała tak, jak wtedy w internacie był pogodny, otoczony przez przyrodę i bliskich. Przy pożegnaniu wręczył mi własnoręcznie zrobiony drewniany kwiatek.

Wróciłam do codzienności, lecz tamte spotkania wprawiły mnie w refleksyjny nastrój na wiele dni. Zrozumiałam, że choć nie udało mi się pokochać Włodka tak, jak on pragnął dałam mu coś innego. Byłam dla niego przebłyskiem świata spoza murów, dowodem na to, że warto marzyć pomimo wszystko.

Czasem spotykamy ludzi na chwilę, a oni zostają z nami na całe życie w czułych wspomnieniach, w śladzie na sercu. Włodek pokazał mi, że miłość nie zawsze oznacza spełnienie, czasem jest tylko pełną tęsknoty piosenką, która niesie się przez lata. I choć nie jestem już tą dziewczyną z krótką spódniczką, wciąż idąc przez życie, rozglądam się za zakurzonymi ławeczkami, na których mogą czekać czyjeś ciche marzenia.

Rate article
Fajna Tajna
Nie potrafiłam pokochać – List do Lilii od Wolodii: poruszająca opowieść o letniej przyjaźni, pierwszych uczuciach i losach młodych ludzi z polskiego internatu, których łączyła nadzieja, samotność oraz niezapomniane spotkania, z finałem, w którym tylko przyjaźń przetrwała tę próbę czasu