Nie podoba się wam, że chcę mieć własną rodzinę? Wyprowadziłem się, zacząłem budować swoje życie, a wy znów przyjechaliście i wszystko po staremu… powiedziałam cicho, patrząc na Kubę.
Ela, nie zamartwiaj się aż tak! Wiem, że w małej wsi, dla dziewczyny z miasta, nie będzie łatwo. Pomogę ci! Poradzimy sobie razem. Ja już wszystko wiem i dam radę. Ty tylko bądź przy mnie! przekonywał mnie Kuba po raz kolejny.
Byłam rozdarta.
Po co ja się zakochałam właśnie w chłopaku ze wsi? I to jeszcze jak! Miękko mi w kolanach za każdym razem, gdy tylko na niego spojrzę!
Mam już dwadzieścia osiem lat, stabilną pracę i mieszkanie, a trzydziestoletni Kuba duża rodzina, dom na wsi nieopodal Krakowa.
Poznaliśmy się przypadkiem w parku rozrywki, kiedy matka Kuby poszła do galerii handlowej, a mnie wyciągnęły tam koleżanki.
Wymieniliśmy się numerami, potem już nie przestaliśmy do siebie pisać. Kuba regularnie przyjeżdżał do miasta, był troskliwy, otwarty i serdeczny. Roztopiłam się.
No i różnił się od wszystkich miejskich chłopaków był autentyczny, uczciwy, dobry.
Potem Kuba zapytał, czy zostanę jego żoną. Zgodziłam się.
To co, córeczko? Spróbuj. Kuba to chłopak ze wsi, pracowity, uczciwy mówiła mama z cichą aprobatą. Nie wyjdzie, wrócisz do Krakowa.
Nie miałam nic do stracenia. Pracować mogłam zdalnie w naszej firmie to już norma, a lat przecież nie mam osiemnastu. No a wieś świeże powietrze podobno lepsze niż w mieście! Tylko…
Kubo, a tak właściwie to w jakim charakterze tam jadę? dopytałam.
Jako narzeczona. A za rok ślub i podróż poślubna. Do tej pory odłożę na wszystko, żebyś nie musiała się martwić o pieniądze lekko zmieszany dodał Kuba. Wiem, że przyzwyczaiłaś się do lepszego życia…
Wszystko układało się jak należy, a jednak czułam dziwny niepokój. Sama nie byłam pewna, co to tak naprawdę jest. Ale postanowiłam zaryzykować!
Spakowałam walizkę, zamknęłam moją dwupokojową kawalerkę, na którą tyle pracowałam, wzięłam urlop i ruszyłam samochodem na wieś, gdzie już czekał Kuba.
Pierwszy wieczór na wsi mi się spodobał.
Było lato, wiec razem podlaliśmy przydomowy ogródek, wspólnie przygotowaliśmy kolację. Szybko i bez problemów ogarnęliśmy wszystko, co trzeba.
Kochanie, moi rodzice do nas jadą! zapowiedział Kuba, wchodząc trochę wcześniej z pracy w piątkowy wieczór.
Po co? wypaliłam zdezorientowana.
Chcą cię poznać i pomóc nam trochę. A z nimi przyjedzie jeszcze brat z żoną powiedział z wyraźnym napięciem Kuba. Mam nadzieję, że niedługo zostaną dodał, patrząc na mnie uważnie. Nie przejmuj się, poradzimy sobie.
Po tej rozmowie poczułam tylko większy niepokój.
Spokojnie, dziecko. Potraktuj to jak próbę. Najwyżej wrócisz do Krakowa, a dom zawsze na ciebie czeka! skwitowała mama przez telefon. Rób po swojemu. Oni się przyzwyczają. Albo nie. Ale to już zmartwienie Kuby.
Racja! Przecież jeszcze nie jestem żoną. Co najwyżej mnie nie zjedzą…
Nakrywałam już do stołu, kiedy usłyszałam podjeżdżającą pod dom skodę.
Są! zawołał Kuba z kuchni.
Wyszliśmy na spotkanie.
Cześć, przyszła synowo! dużą kobietę, ubraną w elegancką, ale luźną sukienkę, z krótkimi czarnymi włosami i naturalnie gęstymi rzęsami, natychmiast wyściskała syna.
Równie postawny mężczyzna, trochę zaokrąglony w pasie, przywitał się z Kubą, skinął mi głową.
Brat Kuby, wysoki i śmieszny, uśmiechał się do mnie przyjaźnie, za to jego żona, młoda blondynka, spojrzała na mnie niechętnie i zwróciła się do męża:
Na co się gapisz? Idź pomóż z walizkami! i poszła do auta.
Zaprosiłam wszystkich do stołu, przy czym głęboko liczyłam, że napięcie gdzieś zniknie. Gotować przecież umiałam!
O, jak się postarałaś! pochwaliła mnie pani Zofia.
Pan Jan chrząknął z aprobatą.
To co to za kurczak? Kto tak gotuje? marudziła Agnieszka, blondynka, przekuwając mięso widelcem. Te nowe wymysły, można się tylko zadławić!
No co ty, dobre bardzo! oburzył się Władek, brat Kuby.
Tobie to wszystko jedno, byle się najeść! prychnęła jego małżonka i odłożyła ostentacyjnie widelec.
Kuba popatrzył na mnie z przepraszającym wyrazem twarzy.
Agnieszko, przestań! Zazdrość cię zżera? Ela się starała wstawił się za mną Kuba.
A kto w ogóle wymyślił takie imię? Nasza krowa też się tak nazywa, Elka! odpaliła blondynka.
Ledwo powstrzymałam śmiech.
Co jest? szepnął Kuba.
Koleżanka ma świnkę morską o imieniu Agnieszka odpowiedziałam cicho.
Ale i tak mnie usłyszano.
Pani Zofia spojrzała na mnie z dezaprobatą, panowie próbowali nie wybuchnąć śmiechem, a Agnieszka się zagotowała.
Kim ty w ogóle jesteś?! Jak śmiesz! syknęła.
Wydaje mi się, że w tym stylu komunikujesz się zwykle z innymi wzruszyłam ramionami.
Władek spojrzał na mnie z podziwem.
Ja jestem żoną Władka, oficjalną! A ty? Tylko konkubina! podniosła się Agnieszka. Pani Zofia mruknęła z uznaniem.
Przynajmniej jestem wychowana. A gościom nie wypada być opryskliwym odbiłam piłeczkę.
Nikt cię tu nie zapraszał! triumfalnie uśmiechnęła się blondynka.
A ja cię nie prosiłem! wtrącił Kuba ze złością. Długo zostajecie?
Nagle w domu zrobiło się cicho. Wszyscy patrzyli na Kubę.
Tylko uczyć twoją żabkę będzie wiejskiego życia i wyjedziemy powiedziała mama.
Mamo, radziliśmy sobie świetnie sami i dalej damy radę.
Jasne, przygarnąłeś leniwą dziewczynę i się cieszysz. Ciekawe, jak długo to potrwa… nie zamierzała przestać Agnieszka.
Leniwa jedna jest w naszej rodzinie i to raczej nie Ela parował Kuba. A teraz, drodzy (i niezapowiedziani) goście, dziękuję za kolację, miłego odpoczynku.
Podał mi rękę, razem zabraliśmy się za sprzątanie pod spojrzeniami rodziny.
Pomyślałam wtedy, że silne wsparcie u boku daje poczucie bezpieczeństwa i pewności, że nie dam się tu skrzywdzić. Zawsze mogę wrócić do siebie.
Sobota rano nie była przyjemna.
A co tu za spanie?! U nas do południa się nie śpi! weszła do pokoju teściowa. I śniadanie czas robić!
Spojrzałam nieprzytomnie na telefon.
Ósma!
Pani Zofio, wszystko do śniadania jest w lodówce powiedziałam, naciągając kołdrę. Mogę się ubrać?
Widzieli państwo, wielka pani! Ale to trzeba najpierw przyrządzić. Wstawaj!
Pani Zofia wyszła trzaskając drzwiami.
W końcu się ubrałam i zeszłam na dół.
O, kochanie, już wstałaś? przywitał mnie Kuba, smażąc jajecznicę.
Jasne. Gdybym ja jej nie obudziła, dalej by spała! dorzuciła mama.
Zgrzytałam zębami.
Mamo, po co w ogóle wchodziłaś do nas do pokoju? Prosiłem, żebyś tego nie robiła!
Leniwa i niezdara, jak nic! dorzuciła Agnieszka.
Ciebie nikt nie pytał! odburknęłam.
Taka wieś wtrąciła blondynka. Przy krowie trzeba wstać o szóstej, a Elka przecież nie umie doić!
Nie zamierzamy mieć krowy uciął Kuba.
A czemu nie? Swoje mleko, śmietana… A! Wiem! Ela nie umie doić i wcześnie wstawać. zaśmiała się Agnieszka.
Ty też nie umiesz, a żyjesz zażartował Kuba.
Odkąd Ela się pojawiła, zrobiłeś się opryskliwy wtrąciła pani Zofia.
Kuba, jadę do siebie. Jak ten cyrk wyjedzie, daj znać, jeśli będziesz miał odwagę zadzwonić nie wytrzymałam.
Co?! Ty, odkąd jesteś, mój syn zapomniał o rodzinie! uniosła się mama. I jeszcze chcesz, żebyśmy cię polubili? Rodzinę nam rozbijasz!
Dość! Kuba uderzył ręką w stół. Zrobiło się cicho.
Nie podoba się wam, że chcę mieć własną rodzinę? Wyprowadziłem się, zacząłem swoje życie, a wy znów po staremu!
Synu, całkiem straciłeś głowę! Wszystko dla niej! Tylko twoje pieniądze się dla niej liczą! jęczała pani Zofia. Usadowiła ci się na szyi, a ty tak się dajesz prowadzić! Staramy się cię uratować, bo chcemy twojego szczęścia!
Mamo! Ela sama się utrzymuje, a ja odkładam na ślub powiedział zdecydowanie Kuba, zatrzymując mnie w progu. Chcecie szczęścia? Wracajcie do domu! Do nas tylko na zaproszenie! Zwłaszcza ty, Agnieszko.
Podczas gdy rodzina siedziała w szoku, Kuba zaprowadził mnie do pokoju, a sam wrócił zobaczyć, co dalej.
Synu, wybieraj! Albo ja, albo ta tu! rzuciła mama dramatycznie.
Ale przecież Agnieszkę zaakceptowaliście! Kuba nie dowierzał.
Co ty porównujesz! prychnęła blondynka.
Ojciec i brat patrzyli na wszystko spokojnie.
No? popędziła syna mama.
Wybieram szczęście! Kuba z wyzwaniem popatrzył na matkę.
Nie mam już syna! powiedziała, wychodząc z domu, walizki zostawiając ojcu. Za nią ruszyła Agnieszka.
My jesteśmy z tobą! uśmiechnął się ojciec, rozumiejąc syna lepiej niż żona. Mamą się zajmę.
Brat przytulił Kubę.
Dbaj o swoje szczęście! My musimy parę rzeczy zmienić…
Rodzina wyjechała.
Było mi nieswojo, ale wiedziałam już, że Kuba traktuje mnie na poważnie.
Znów razem robiliśmy wszystko, chcąc siebie wspierać, bo wiedziałam, jak ciężko było Kubie.
A tymczasem u brata w rodzinie działy się ciekawe rzeczy.
Mamo, Agnieszko! Kupiliśmy wam krowę! zaśmiał się Władek.
Zwariowałeś? spojrzała przestraszona pani Zofia.
Nie. Od dziś Agnieszka codziennie rano będzie doić krowę i prowadzić ją na pastwisko był poważny Władek.
To chyba jakiś żart! Agnieszka cała się trzęsła.
Skoro tak “uczyłyście” Elę, widocznie wam tego brakowało! rozłożył ręce pan Jan. A jeszcze, mamo, śniadanie każdego dnia o siódmej! I nie kanapki ciepłe i syte! Na wsi wstaje się wcześnie!
I zaczęło się wychowywanie kobiet!
Miały teraz niezły ubaw…
Wszystko, co mówiły o mnie, obróciło się przeciwko nim.
Mama zrozumiała, że przesadziła, bo ich też zaczęto rozliczać z zaradności do zarobków, jakie miałam ja, nie miały szans dotrzeć. Wykształcenie nie to, gospodarstwa dużo!
Czasu brak!
Pani Zofia pogodziła się z Kubą, ale do nas już się bała przyjeżdżać. A nuż Ela jeszcze czymś zaskoczy?
A Kuba w końcu oświadczył mi się tak naprawdę.
Na weselu bawiliśmy się wszyscy cała okolica!
Nie powiem, żeby Pani Zofia i Agnieszka od razu mnie pokochały, ale nauczyły się milczeć. Było bezpieczniej.
I jestem szczęśliwa! Nadal robimy wszystko razem, wspieramy się we wszystkim i już nie boimy się niespodziewanych gości.



