Nie odwiedzam nikogo, nie zapraszam nikogo, nie dzielę się plonami ani narzędziami w mojej wsi uznają mnie za dziwaka.
Tak więc, kiedy przyszedł czas na wczesną emeryturę, rzuciłem miasto i wyruszyłem w ciszę, by żyć wśród przyrody, uprawiać warzywa, owoce i jagody oraz wypijać herbatkę z ziołami i naturalnym miodem. Przed przejściem na emeryturę kupiłem domek w Mazurach, niedaleko Giżycka.
Wiosną posadziłem kwiaty, ustawiłem figurki krasnali, wiewiórek i małych latarni. Sąsiedzi nie mogli oderwać oczu. Pewnego dnia jedna z nich, Zofia, już nie wytrzymała i wpadła do mojego ogrodu, gdy ja sadziłem sadzonki.
Zgłosiła, że zapomniała posadzić petunie i sugerowała, żebym się z nią podzielił. Czemu miałbym oddać sadzonki nieznajomej? Petunie są kapryśne, mam ich tylko dziesięć i nie łatwo je zdobyć. Udawałem, że nie rozumiem jej uwag.
Po półtora tygodnia zobaczyłem Zofię rozmawiającą zza płotu z kobietą, która co jakiś czas zerkała w moją stronę. Miałem wrażenie, że gadają o mnie.
Pewnego letniego popołudnia szedłem po ogrodzie, gdy nagle usłyszałem krzyk: Panie! Panie!. Stała przy moim płocie i krzyczała, że przechodziła obok mojego domu i zobaczyła dojrzałe jabłka. Nie ma jeszcze własnych owoców. Moje oczy szeroko się otworzyły ze zdumienia. Jak można nieproszenie podejść do czyjegoś domu i poprosić o owoce? Czy to w porządku, że nie jem ich sam, a zostawiam dla córki?
W sklepie kupiłem słodycze, a za mną w kolejce pojawiła się sąsiadka, pani Helena, która mieszka po drugiej ulicy. Zapytała, dla kogo są czekoladki i czy zapraszam ją na herbatę. Co ją to obchodzi, że kupuję cukierki? Dlaczego miałbym zapraszać nieznajomą, która nie jest ani przyjaciółką, ani krewną, ani koleżanką z pracy?
Tydzień temu Zofia zobaczyła mnie z małą łopatką przy grządką i zapytała, co, gdzie i kiedy kupiłem. Dało mi to poczucie, że muszę odpowiadać niegrzecznie.
W mieście takich sytuacji nie ma nikt nie nęka pytaniami, nie prosi o wizytę, nie dzieli się plonami ani narzędziami. Jeden z sąsiadów przyznał mi jednak, że większość wiejskich mieszkańców uważa mnie za osobę nietypową. Tak już jest.
Ich opinia mnie nie obchodzi. Kupiłem ten dom, by cieszyć się prywatnością, nie po to, by zaprzyjaźniać się z kobietami z wioski czy wplątywać w plotki. Jeśli tak myślą, niech mnie zostawią w spokoju i trzymają się z daleka od mojego ogrodu i duszy.



