Nie muszę chyba dodawać, że to wszystko to moja wina! szlocha siostra mojego chłopaka, Kinga. Nawet przez chwilę nie pomyślałam, że coś takiego się wydarzy! I teraz nie mam pojęcia, co dalej. Zupełnie nie wiem, jak to wszystko posprzątać, żeby nie wyjść na idiotkę.
Kinga wyszła za mąż kilka lat temu.
Po ślubie ustalono, że świeżo upieczeni małżonkowie zamieszkają u matki męża. Jego rodzice mieli spore, trzypokojowe mieszkanie w Warszawie i tylko jednego syna.
Zostawiam sobie jeden pokój, a reszta jest wasza! oznajmiła stanowczo teściowa. Wszyscy jesteśmy kulturalni, więc na pewno się dogadamy.
Zawsze możemy się wyprowadzić! uspokajał Kingę mąż, Artur. Przecież nic złego nie ma w próbie życia z moją mamą pod jednym dachem. Jak nie wytrzymamy, to po prostu pójdziemy na swoje, najwyżej na jakieś wynajęte M2
I właśnie tak zrobili. W praktyce okazało się jednak, że wspólne mieszkanie było drogą przez mękę. Zarówno Kinga, jak i jej teściowa starały się, ale z każdym kolejnym dniem sytuacja się pogarszała. Złość i pretensje narastały powoli, po czym wybuchały kłótniami średnio co drugi dzień.
Mówiłeś, że jak będzie źle, to się wyprowadzimy! płakała Kinga.
Oj, no nie przesadzaj parsknęła lekceważąco teściowa. Przecież to drobiazgi, nie będziecie się wynosić z powodu nieumytej filiżanki!
Równo rok po ślubie Kinga zaszła w ciążę i urodziła zdrowego synka, Stasia.
Urodziny wnuka przypadły akurat na czas, gdy teściowa Kingi rzuciła starą pracę i jeszcze nie znalazła nowej, bo pracodawcy jakoś nie spieszyli się z zatrudnianiem pań w wieku przedemerytalnym. Tak się złożyło, że Kinga i jej teściowa spędzały razem 24 godziny na dobę pod jednym dachem żadna nie miała dokąd wyjść. Atmosfera w domu pogarszała się z dnia na dzień.
Artur tylko wzruszał ramionami i cierpliwie wysłuchiwał narzekań, bo był wtedy jedynym żywicielem całego tego rozgardiaszu.
Nie możemy teraz zostawić mojej mamy bez wsparcia, skoro nie ma z czego żyć. Nie wyrzucimy jej na bruk, a ja nie udźwignę jednocześnie opłacania wynajmu i utrzymywania mamy. Jak tylko mama znajdzie pracę, wynosimy się!
Tyle że cierpliwość Kingi skończyła się szybciej niż szukanie pracy przez teściową. Spakowała siebie i Stasia i przeprowadziła się do swojej mamy, pani Zofii. Przy wyjściu rzuciła do męża, że prędzej zje własny kapelusz, niż znowu pojawi się w domu jego matki. Jeśli rodzina jest mu droga, to niech coś wymyśli.
Kinga była święcie przekonana, że ukochany rzuci wszystko i zacznie wyciągać ją z powrotem za uszy. A tu psikus nic takiego się nie stało.
Minęły ponad trzy miesiące, odkąd Kinga zamieszkała u swojej mamy, a Artur nawet nie próbował jej odzyskać. Artur mieszka z matką, z Kingą i synem rozmawia online, gdy wraca z roboty, a w weekendy przyjeżdża w gości do teściowej.
Artur ma teraz pełne zainteresowanie i troskę dwóch kobiet, a poza tym nie musi się martwić o Stasia, którego zostawiła u babci, bo Kinga i tak wszystko załatwi. Krótko mówiąc chłop wygrał życie! A teściowa? Żyje sobie jak pączek w maśle nic nie straciła!
A Kinga? No cóż, nie pała zachwytem wobec tej sytuacji. Kocha Artura, choć dobrze wie, że jego zachowanie nie wszystkim by się spodobało.
Czego się spodziewałaś, wychodząc? pyta mąż. Możesz wrócić, jeśli chcesz.
Prawdę mówiąc, raczej nie planuje WYNOSIĆ się od swojej mamy ani wynajmować mieszkania. Kinga jest na macierzyńskim, pieniędzy jak na lekarstwo.
To już koniec tej rodziny?
Jak sądzicie, ma choć cień szansy wrócić do domu teściowej i wyjść z tej sytuacji z honorem?



