Nie mogli się zdecydować, jak podzielić kanapę. Opowiadanie

Nie mogą podzielić kanapy. Opowieść
Rozwód, czyli? Rozwód Staszek nerwowo przebiega po pokoju, bezcelowo otwierając i zamykając drzwi szafy.

A myślałaś, że będę spokojnie patrzeć, jak rozstawiasz sobie oczy na wszystkie? Nie po to się wpakowałeś! krzyczy Jadwiga, rzucając na kanapę swoją torebkę. Rozwód i podział majątku! Zbieraj złotówki i wynoś się. To moje mieszkanie.

Mieszkanie może i twoje, ale wszystko, co w nim jest moje. Przecież wszystko kupowałem.

Zaraz, zaraz! Biegnij, uciekaj! wściekła się Jadwiga, furkając czoło z czepka. Wynoś się, nie chcę cię widzieć!

Jadwiga i Staszek wzięli ślub z wielkiej miłości rok temu. Nie mogli się od siebie oderwać. Poznali się po prostu na ulicy w upalny, słoneczny dzień. Szli chodnikiem naprzeciw siebie, spojrzeli się, przeszli obok i jednocześnie odwrócili się. Zaśmiali się, zatrzymali, zaczęli rozmawiać.

On odprowadził ją do domu. Odprowadzali się aż do zmierzchu. Rano spotkali się znów i od tej pory nie rozstawali się. Wszystko było wspaniałe, dopóki wczoraj Jadwiga nie zazdrościła mu koleżance ze szkoły, z którą natknęli się przypadkowo w centrum handlowym.

Jadwiga prawie przeszła obok, nie rozpoznając w tej dziewczynie o wypukłych ustach swoją szkolną przyjaciółkę.

Zazdrościsz, co? chwyciła ją za rękaw Nikolina. Albo nie rozpoznajesz? Widziałam cię z daleka, nic się nie zmieniło, wciąż taka szara

Nikolina? Przepraszam, nie rozpoznałam Jadwiga patrzy zdezorientowana, bojąc się urazić. Wydawało jej się, że przed nią jest matka Nikoli. Nikolina skopiowała jej styl i fryzurę, wyglądała o piętnaście lat starsza od własnej matki.

Pojedziemy do kawiarni? pogadamy zaproponowała Nikolina. Nogi bolą, od rana biegnę, robię zakupy. Ojciec ma urodziny, pośle mnie po listę. Nie mogę znaleźć połowy.

Dlatego chętnie się usiądę przytaknął Staszek. Zjem coś, bo głodny jestem.

Jadwiga też się nie sprzeciwiła. Nie widzieli się z Nikoliną od ukończenia szkoły prawie dziesięć lat. Chciała dowiedzieć się, co u nich, bo znajomi rozproszyli się po różnych stronach.

Staszek zamówił sobie kotlet schabowy z warzywami, dziewczyny wzięły lody.

Pamiętasz Walerkę? zapytała Nikolina Jadwigę, rzucając spojrzenie w stronę Staszka. Denisową, co za mną biegała.

Pamiętam, oczywiście. A nie na odwrót? Wydaje mi się, że jej szukałaś w przebieralni.

To jeszcze! Nic nie wiesz. Z tobą kojarzyła się dwa lata. Teraz osiedla się w Warszawie, ma tam rodzinę. Dobrze się zadomowił. Kto by pomyślał taki urzekacz.

Tak, widziałam zdjęcia w grupie. Myślałam, że po prostu jeździł na wycieczki. A co z Żanetą Warzechą? Nie widać jej.

Nic nie wiem, tam jest skomplikowanie. Wyszła z dzieckiem, on odszedł. Zawsze ją otaczali faceci. A pamiętasz Wojtka Pachoła? Na zakończeniu szkoły zapraszał mnie na wolny taniec? kontynuowała Nikolina, spoglądając na Staszka. Wyszedł za mąż, rozwiódł się. Na zdjęciach serduszka robi, nie mój klimat. A twój Genek? Wyszedł za mąż, został rolnikiem!

Skąd mam o tym wiedzieć? dopytał Staszek.

A ty go nie goniłeś? zaśmiała się Nikolina, patrząc na Staszka.

Staszek zajadał kotleta, nie zwracając uwagi na kobiecą gadkę. Jadwiga jednak zaczęła się rozgrzewać.

Nie ganiałam za Genkiem, mylisz się, wyciągnęła z torebki lusterko i szminkę, podmalowała usta. Staszku, skończyłeś już? Czas już, tyle zamówień.

Wstali, pożegnali się. Nikolina nie śpieszyła się do wyjścia:

jedziecie samochodem? Nie podwieziecie mnie? Nie stać mnie na transport z torbami.

Usiadła na przednim siedzeniu obok Staszka, położyła torby na kolanach, poprawiła kokieteryjnie włosy.

Myślałam, że macie złote rączki, a wasz wóz to taki mały grymas. Kredyt już nie przyznają? Pomógłabym mężowi kupić coś porządniejszego.

Hej, mężu? odwrócił się Staszek, śmiejąc się do Jadwigi. Co mądrzy mówią. Chciałem, a ty drogo, rozpadniemy się.

Nie, nie, na pewno trzeba wziąć solidniejszy samochód nie przestawała Nikolina, wypuszczając usta jak kaczkę. Na tej drodze dalej miasta nie da się jechać bez ryzyka. Mój brat przywiózł auto z Niemiec. Mmmm to nie da się porównać! Dajcie mi numer telefonu, on znajdzie wam coś godnego.

Kobietę biznesową od razu widać roześmiała się Jadwiga. Bratu w interesach pomagasz? Daj numer, może się przyda kiedyś.

Jadwiga kipiała, siedząc za Nikoliną, ledwo powstrzymując się, by nie wyjść z siebie, udając spokój i wesołość, zamieniając nieprzyjemną rozmowę w żart.

Gdy tylko wrócili do domu, wybuchła:

Jestem dobra, a ty zła? Nie dałaś chłopakowi kupić auta? Zaoszczędziłaś pieniądze? To chodź do tej ustnej! Do widzenia.

Co się stało? zdziwił się Staszek. Nie rozumiesz żartów, a już i zazdrosna?

Co? No, powiedz mi, nie widziałam, jak sobie robicie oczy? Gdyby nie byłam w samochodzie, już byś go z nią rozkręcił! Ona mnie poniża, a ty przytakujesz.

Dość tego. Mam dosyć. Skandal i kłótnia na nic. Zmęczyłem się.

Ah, zmęczona mną? Mam już dosyć, rozwód! Nie wątpimy już.

Co się rozgniewałaś?

Powiedziałam wszystko.

Wiesz, jeśli z takiej drobnostki robisz sceny, może naprawdę pospiesznie się rozstaniemy.

Dokładnie!

Miała przecież tylko go pouczyć, przestraszyć. Myślała, że przeprosi, uspokoi. Nie przewidziała, że kłótnia przybierze taki obrót. Nie zamierzała się cofać.

Rozwód, czyli rozwód zatrzymał się Staszek pośrodku pokoju, rozejrzał się. Będziemy dzielić majątek, jak przystało przy rozwodzie.

Zawsze wiedziałam, że jesteś skąpy i nieuczciwy.

Jeśli żądam sprawiedliwości, to jestem nieuczciwy? Nie jestem frajerem, nie dam wszystkiego kapryśnej lalce. Biorę meble, zostaje ci mieszkanie.

Nie tak. Meble kupowaliśmy razem. Czyli po połowie. Ja dostaję szafę, ty komodę, ja kanapę, ty stół, ja

Stop! Twój po połowie jest dziwny. Kanapę i tak zabiorę ze sobą. Kupiłem ją za własne pieniądze.

Widzę, że nie da się z tobą negocjować. Kanapy nie dam. Dzwonię rodzicom.

Aha, wkręciliśmy ciężką artylerię. Ja też dzwonię.

Rodzice przyjechali szybko. Najpierw próbowali pogodzić nowożeńców, ale kiedy zobaczyli, że są zbyt poważni, zaczęli przedstawiać swoje wyliczenia:

Z naszej strony zapewniliśmy wasze młode mieszkanie, chociaż trochę podzraszone, ale dobra, powiedziała teściowa. Jednak ślub opłaciliśmy my. Pomagaliśmy też przy meblach, przy samochodzie, remont w mieszkaniu. Poza tym pensja Staszka jest dziesięć razy większa niż Jadwigi. Żarł mu cały rok, dawał buty, ubrania. Jeśli sumujemy, to wszystko powinna zostawić ja.

Szwagier milczał, zakrywając oczy chusteczką, wycierał pot z czoła. Raz się zaczerwienił, raz pomalował się blado, nie odważając się wtrącić.

Teściowa wciągnęła powietrze, otworzyła usta, by wykrzyknąć, co jej leży na sercu, lecz szwagier położył jej dłoń na barku:

Nie warto, Aniu. W takim razie potrzebujemy prawników. Będziemy się rozwodzić w sądzie. Nie ma sensu tracić czasu i nerwów.

Wstał i udał się do wyjścia, dając do zrozumienia, że rozmowa skończona.

Jadwigo, jesteś z nami? zapytała matka.

Nie wstała Jadwiga w bojowej pozie będę strzec mieszkania, żeby ktoś nie wyniósł czegokolwiek po cichu.

Przez sąd, czyli przez sąd donośnie oznajmiła teściowa. Zbierzemy wszystkie rachunki, wyciągi z banku. Będziemy żądać wszystkiego. Oddacie, jak małe dzieci, i jeszcze dopłacicie. Ty, Staszku, zostań, pilnuj, żeby nie zniknęło ani łyżki, ani talerza. Ruszaj, Garry, zbierać dokumenty.

No tak wykrzywiła się Jadwiga, gdy zostali sami. Mam dość tej matki Teraz rozumiem, w kim taką jesteś.

A co, ona nie ma racji?

Boże, z kim się związałam! Możecie się zawijać w papierki, ale mieszkanie moje i nie wchodzi wam tam nic. Kanapy nie oddam, nie ma mowy. To moja własność! Resztę możecie zabrać i zrujnować.

Kanapę szukaliśmy i wybieraliśmy razem. Więc jest równie twoja, jak i moja. Ale naprawdę moja pensja jest wyższa, za nią kupowaliśmy wszystko. Jadwigo, może przestań udawać? Co tak się wkurzyłaś?

Wkurzyłam się? Co się stało? On się wygłupia, a ja tu od roku pracuję dla ciebie! Gotuję, sprzątam, piorę, zmywam! A w łóżku nie dałeś mi spać!

To też się płaci? Świetnie! wybuchł ze śmiechem Staszek.

Myślałaś, że znalazłaś darmową niewolnicę? Kupowałeś wszystko, dobroczyńca!

Ale prawda, kupowałeś. A rodzice zawsze wspierali mnie pieniędzmi. Matka dobrze to ujęła. Kanapa moja, nie wyjdę bez niej. Szafa, dywan, komputer, nawet twoją torbę kupiłem.

A ja kupiłam ci sweter, rękawiczki, majtki! Zdejmij!

Staszek potknął się w środku pokoju, odwrócił się, uniósł brwi i podszedł do niej, rozciągając uśmiech w chytrym grymasie:

Dobra, trzymaj się! Zdejmuję

Kanapa była bardzo wygodna, sprężysta

Rano budzi ją spojrzenie jego szyderczych oczu.

Dlaczego się śmiejesz?Staszek wziął kanapę i wyszedł, zostawiając Jadwigę samą w pustym mieszkaniu.

Rate article
Fajna Tajna
Nie mogli się zdecydować, jak podzielić kanapę. Opowiadanie