Nie udało się podzielić kanapy. Rozmyślał Staś Kowalski, nerwowo krążąc po pokoju, bezcelowo otwierając i zamykając drzwiczki szafy.
Myślałaś, że będę spokojnie patrzeć, jak robisz wesołe oczka? To nie jest twój dzień! wykrzyknęła Kalina Nowak, rzucając torebkę na sofę. Rozwód i podział majątku! Zbieraj swoje grosze i wynoś się. To moje mieszkanie.
Mieszkanie może być twoje, ale wszystko, co w nim jest, to moje. Przecież to ja wszystko kupowałem.
Zmykaj! wściekła się Kalina, gwałtownie zrzucając kosmyk z czoła. Wynoś się, nie chcę cię widzieć!
Kalina i Staś pobrali się w wielkiej miłości rok temu. Nie mogli się od siebie oderwać.
Spotkali się po prostu na ulicy w upalny, słoneczny dzień. Szli po chodniku naprzeciwko siebie, spojrzeli w oczy, minęli się i w tym samym momencie obrócili się. Śmiali się, zatrzymali, zaczęli rozmawiać.
Staś odprowadził ją do domu. Rozstawali się dopóki nie zapadł zmrok. Rano spotkali się znów. I już nigdy się nie rozstawali.
Wszystko było cudowne, aż do wczorajszego wieczoru, kiedy Kalina nagle zazdrościła mu koleżance ze szkoły, z którą przypadkowo natknęli się w centrum handlowym.
Kalina prawie nie rozpoznała w tej dziewczynie o wypukłych wargach swoją szkolną znajomą.
Zaskoczona, co? chwyciła ją za rękaw i przytrzymała. Czy nie rozpoznajesz mnie? Widziałam cię z daleka, nic się nie zmieniła, wciąż taka szara
Nika? Przepraszam, nie rozpoznałam zbladła Kalina, bojąc się ją urazić. Wydawało się jej, że przed nią stoi matka Niki. Nika skopiowała jej fryzurę i styl, wyglądała o piętnaście lat starsza niż własna matka.
Chodźmy do kawiarni, pogadamy zaproponowała Nika. Nogi bolą, od rana biegam, robię zakupy. Ojciec ma rocznicę, wysłali mnie z listą, nie mogę znaleźć połowy rzeczy.
Dlaczego nie usiądziemy? przytaknął ochoczo Staś. Ja zamówię coś, bo głodny jestem.
Kalina nie sprzeciwiła się. Z Niką nie widywały się od zakończenia szkoły już prawie dziesięć lat. Chciała dowiedzieć się, co stało się z byłymi koleżankami, które rozproszyły się po różnych stronach kraju.
Staś zamówił sobie kotlet schabowy z warzywami, dziewczyny wzięły lody.
Pamiętasz Walerka? zapytała Nika, rzucając spojrzenia w stronę Stasia. Denisa, który za mną biegał.
Oczywiście, że pamiętam. A nie na odwrót? Widziałam go w szatni.
To jeszcze nie wszystko! Nic o nim nie wiesz. Przez dwa lata harcował przy mnie. Teraz mieszka w Gdańsku, ma tam rodzinę, dobrze się ustatkował. Kto by pomyślał taki typ.
Widziałam jego zdjęcia w grupie. Myślałam, że jeździł tylko na wycieczki. A co z Żenią Warczak? Nigdzie jej nie widać.
Nie wiem nic o niej, to skomplikowane. Urodziła dziecko, a on zniknął. Zawsze przyciągają ją faceci. Pamiętasz Władka Pająka? Zapraszał mnie na wolne tańce na studniówce? kontynuowała Nika, spoglądając na Stasia. Ożenił się, rozwiódł. Lubi wysyłać serduszka pod zdjęciami. Nie mój klimat. A twój Genek? Ożenił się, został rolnikiem!
Skąd wziąłeś, że to mój?
Bo przecież nie ganiałeś go? zaśmiała się Nika, patrząc na Stasia.
Staś pożerał kotlet, nie zwracając uwagi na rozmowy dziewczyn.
Jednak Kalina zaczęła się podniecać.
Nie ganiałam Genka, myślisz, że mnie mylisz wyjął ze swojej torby małe lusterko i pomadkę, podmalowała usta. Staś, skończyłeś? Już pora, tyle już zjadłeś.
Wstali, pożegnali się. Nika nie chciała od razu odjeżdżać:
Jedziecie samochodem? Nie podrzucicie mnie? Jestem niedaleko, nie lubię ciągnąć bagaży w komunikacji.
Usiadła na przednim siedzeniu obok Stasia, położywszy torby na kolanach, poczesując się kokieteryjnie.
Myślałam, że macie luksus, a wasz wóz to zardzewiała bryka. Kredyt nie przyznają? Pomogłabym koledze kupić coś przyzwoitego.
Słuchaj, żono? odwrócił się Staś, śmiejąc się do Kaliny. Co mówią mądrzy ludzie. Chciałem, a ty drogo, rozbijemy się.
Nie, nie, zdecydowanie trzeba wziąć auto bardziej niezawodne nie przestawała Nika, wypuszczając usta w kształt kaczki. Na tej drodze poza miasto niebezpiecznie. Mój brat z Europy przywiózł mi wóz. Mmm to nie porównywalne! Chcesz numer? Zadzwonię, znajdzie ci coś porządnącego.
Od razu widać, że jesteś kobietą biznesu roześmiała się Kalina. Pomagasz bratu w interesach? Dobrze, daj numer, może się przyda.
Kalina tryskała gniewem, siedząc za Nika, starając się udawać spokój i żartować, by rozmowa nie stała się zbyt przytłaczająca.
Jednak dopiero gdy wrócili do mieszkania, wybuchła:
Jestem dobra, a ty zła? Nie dałeś chłopakowi kupić auta? Zaoszczędziłaś pieniądze? Idź do tej ustnej damy! Do widzenia!
Co za szaleństwo? zdziwił się Staś. Nie rozumiesz żartów, a już i zazdrosna jesteś
Co to? Daj spokój, chętnie posłucham. Myślisz, że nie widziałam, jak sobie wymienialiście spojrzenia? Gdybym nie była w tym aucie, już byś z nią był! Ona mnie poniża, a ty kiwasz głową.
Dość! Mam tego dość. Na sucho kłótnia i rozgrywki. Jestem zmęczony.
Ach, zmęczony mną? Mam cię dość? Właśnie tak pomyślałam. Nie chcę cię widzieć. Rozwód! Już nie wątpię.
No to dlaczego się wkurzyłaś?
Powiedziałam wszystko.
Wiesz, jak robisz sceny o takie bzdury, to może rzeczywiście pospieprziliśmy się.
Dokładnie!
W rzeczywistości chciała tylko go pouczyć, przestraszyć. Liczyła, że przeprosi, uspokoi się. Nie spodziewała się, że kłótnia przybierze taką skalę, ale nie zamierzała się wycofywać.
Rozwód, czyli rozwód. Staś stanął w środku pokoju, rozejrzał się. Podzielimy majątek, tak jak przy rozwodzie.
Zawsze wiedziałam, że jesteś skąpy i podły.
Jeśli żądam sprawiedliwości, to jestem podły? Nie jestem frajerem, nie rzucam wszystkiego przed kapryśną lalką. Zabieram meble, zostaje ci mieszkanie.
Nic takiego. Meble kupowaliśmy razem. Dzielimy po równo. Ja biorę szafę, ty komodę, ja kanapę, ty stół, ja
Stop! Twój podział po pół to dziwactwo. Kanapę zabiorę ze sobą, bo ja ją kupiłem na własny rachunek.
Widzę, że z tobą nie da się porozumieć. Kanapy nie oddam. Dzwonię rodzicom.
Aha, ciężka artyleria wchodzi w grę. Ja też dzwonię.
Rodzice przybyli szybko.
Najpierw próbowali pogodzić nowożeńców, ale kiedy zrozumieli, że są zbyt zdeterminowani, przedstawili swoje kalkulacje:
Z waszej strony zapewniliście młodej parze mieszkanie, choć nieco kiepskie, ale cóż powiedziała teściowa ale my płaciliśmy wesele. Dodatkowo pomogliśmy przy meblach, przy samochodzie. Remont mieszkania też sfinansowaliśmy. Do tego pensja Stasia jest dziesięć razy wyższa niż Kaliny. Karmił ją cały rok, ubrał, obuwie. Tak więc, według sumienia, to Kalina powinna nam wszystko zostawić i odejść.
Teść siedział w milczeniu, pocierając pot z czoła wielkim chusteczką. Rumienił się, potem blaknął, słuchając wypowiedzi żony, nie odważając się wtrącić.
Teściowa tak wstrząśnięta, że wciągnęła powietrze, otworzyła usta, by wykrzyknąć wszystko, co myśli, ale mąż położył rękę na jej ramieniu:
Nie warto, Aniu. W takim razie potrzebujemy prawników. Będziemy przez sąd. Nie ma sensu marnować czasu i nerwów.
Wstał, skierował się do wyjścia, dając do zrozumienia, że rozmowa skończona.
Kalino, jesteś z nami? zapytała matka.
Nie wstała Kalina w bojowej pozie. Będę strzegła mieszkania, żeby nikt nic nie wywiózł w podmroku.
Przez sąd, czyli przez sąd donośnie zawołała teściowa zbierzemy wszystkie rachunki, wyciągi bankowe. Będziemy się domagać wszystkiego. Ty, Stasiek, zostajesz, pilnuj, żeby nie zniknęła ani łyżka, ani widelec. Chodźmy, Grzegorzu rozkazała mężowi zgarnąć dokumenty.
No cóż skrzywiła się Kalina, gdy zostali sami. Twoja mamo Teraz rozumiem, w kim jest twoja matka.
A co, ona nie ma racji?
Boże, z kim się związałam! Możecie kombinować swoimi fakturami, ale mieszkanie jest moje i nic wam nie wleci. Kanapę nie oddam, nie liczy się to. To moja własność! Resztę możecie zabrać i przetrwać.
Kanapę szukaliśmy i wybieraliśmy razem. Więc jest równie twoja, jak i moja. Ale naprawdę, moja pensja jest większa, kupowaliśmy wszystko na nią. Kalino, może przestań się udawać? Co tak się denerwujesz?
Ja się denerwuję? Co tak naprawdę? On flirtuje z kimś, a ja tylko przyglądam się z boku. Pracowałam dla ciebie cały rok! Byłam kucharką, sprzątaczką, praczka, zmywarką! A w łóżku nie pozwalałeś mi spać!
To też się płaci? Rewelacja! zaśmiał się Staś.
Myślałaś, że znalazłaś darmową niewolnicę? Kupował wszystko, dobroczyńca!
Ale to prawda, kupował. A moi rodzice zawsze pomagali pieniędzmi. Matka powiedziała wszystko słusznie. Kanapa jest moja, nie odejdę bez niej. Szafa, dywan, komputer, nawet twoja torba wszystko to kupiłem.
A ja kupiłam ci sweter, rękawiczki, majtki! Zdejmij!
Staś potknął się w środku pokoju, odwrócił się, uniósł brwi i podszedł do niej, rozciągając usta w chytrym uśmiechu:
Trzymaj się! Zdejmuję
Kanapa była niezwykle wygodna, sprężysta
Rano obudziła się, patrząc w jego figlarny wzrok.
Dlaczego się śmiejesz?
Myślę, że nie chcę rozstawać się z taką super kanapą.
Ach, z kanapą!
Z kim jeszcze?
Przysięgnij, że nigdy więcej nie będziesz budować oczek przy ustach tak dużych! zażądała Kalina, łapiąc Stasia za uszy i patrząc mu prosto w oczy.
Przysięgam, już nigdy nie będę ustnym roześmiał się. Zrobię wszystko dla tej kanapy.



