Nie mogli podzielić kanapy. Opowieść

Nie можем podzielić kanapy! wkurzony wędruje po pokoju Staś, otwierając i zamykając szuflady szafy, jakby szukał rozwiązania wśród bałaganu.

Myślałaś, że będę spokojnie patrzeć, jak mi w oczy patrzysz? Nie tym razem! wykrzyknęła Klara, rzucając torebkę na kanapę. Rozwód i podział majątku! Zbieraj swoje grosze i spadaj, to moje mieszkanie.

Mieszkanie może być twoje, ale wszystko, co w nim, jest moje. Przecież sam wszystko kupowałem.

Nie, nie, już! wściekła się Klara, zrywała kosmyk włosów z czoła. Wynoś się, nie chcę cię już widzieć!

Klara i Staś wzięli ślub z wielką miłością rok temu. Nie mogli się od siebie oderwać.

Spotkali się na chodniku w upalny, słoneczny dzień. Szli w przeciwnych kierunkach, spojrzeli się, przeszli obok siebie i jednocześnie odwrócili się. Śmiali się, zatrzymali, zaczęli rozmawiać.

On odprowadził ją do domu. Rozstali się dopóki nie zgasło światło. Rano spotkali się znów i już nigdy się nie rozstawali.

Wszystko układało się pięknie, aż do wczoraj, kiedy Klara nagle zazdrościła mu koleżance ze szkoły, z którą natknęli się przypadkowo w centrum handlowym.

Klara ledwo nie przeszła obok, nie rozpoznając w tej kobiecie z nadmuchanymi wargami swoją szkolną koleżankę.

Znowu się wściekasz? chwyciła ją za rękaw Nika. Nie rozpoznajesz? Z daleka widziałam cię, nic się nie zmieniło, wciąż taka szara

Nika? Przepraszam, nie rozpoznałam Klara spojrzała zakłopotana, bojąc się urazić. Przypominała jej mamę Nikę. Nika skopiowała jej fryzurę i wyglądała lat piętnaście starsza od własnej matki.

Usiądziemy w kawiarni? Pogadamy zaproponowała Nika. Nogi bolą, od rana biegam, robię zakupy. Ojciec ma urodziny, a ja dostałam listę, a połowy nie mogę znaleźć.

Czemu nie, chętnie przyjął Staś. Zjem coś, co mi podniesie humor.

Klara się nie sprzeciwiła. Z Niką nie widywały się od szkolnego balu od dziesięciu lat. Chciała dowiedzieć się, co stało się z koleżankami, które rozproszyły się po całym kraju.

Staś zamówił sobie kotlet schabowy z warzywami, dziewczyny wzięły lody.

Pamiętasz Walka? spytała Nika, patrząc oczywiście w stronę Stasia. Ten chłopak, co za mną biegał.

Oczywiście, pamiętam. A nie na odwrót? Wydaje mi się, że to ty go podglądałaś w szatni.

No właśnie! Nic o nim nie wiesz. Biegał za mną dwa lata. Teraz mieszka w Gdańsku, ma tam rodzinę, udało mu się jakoś. Kto by pomyślał taki cwaniak.

Widziałam zdjęcia w grupie. Myślałam, że jedzie na wycieczkę. A co z Żanetą Wróbel? Nigdzie jej nie widać.

Nie znam jej, wszystko tam skomplikowane. Urodziła dziecko, a on odszedł. Zawsze ją otaczali faceci. A pamiętasz Władka Pawłowskiego? Na balu ciągle zapraszał mnie do tańca? kontynuowała Nika, zerkając na Stasia. Ożenił się, rozwiódł. Wrzuca serduszka pod zdjęcia, to nie mój klimat. A twój Jarek? Ożenił się i został rolnikiem!

Skąd to, że to mój?

Bo nie biegałaś za nim? zaśmiała się Nika, patrząc na Stasia.

Staś ciął kotlet, nie zwracając uwagi na kobiecą paplaczkę.

Klara zaczęła się rozgrzewać.

Nie biegałam za Jarkiem, coś mylisz wyjąła z torebki lusterko i szminkę, podmalowała wargi. Staś, już skończyłeś? Czas już, tyle zamówiłeś.

Wstali, pożegnali się, ale Nika nie spieszyła się z odejściem:

Jedziecie samochodem? Nie podwieziecie mnie? Nie chcę ciągle dźwigać torby w komunikacji.

Usiadła na przednim siedzeniu obok Stasia, położywszy torby na kolanach i poprawiła fryzurę.

Myślałam, że macie luksus, a wasz wóz to klapa. Kredyt nie przyznają? Pomogłabym mężowi kupić porządną brykę.

Słuchaj, żono odwrócił się Staś, śmiejąc się, co mądrzy ludzie mówią, a ja chciałem, a ty drogo, bo nie damy rady

Nie, nie, trzeba wziąć pewny samochód nie ustawała Nika, wypuszczając usta jak kaczuszka. Na tej drodze niebezpiecznie jechać. Mój brat z Europy przywiózł mi samochód. To nie ma sensu porównywać! Dajcie numer, on znajdzie wam coś solidnego.

Kobieta od interesów od razu widać zaśmiała się Klara. Pomagasz bratu w biznesie? Daj numer, może się przyda.

Klara siedziała za Niką, starając się wyglądać spokojnie i wesoło, przekształcając nieprzyjemną rozmowę w żart.

Gdy dopiero dotarli do domu, wybuchła:

Jesteś dobra, a ja zła? rzuciła się na Stasia. Nie dałaś chłopakowi kupić auta? Zaoszczędziłaś pieniądze? Idź do tej ustnikowej! Do widzenia.

Co takiego? zdziwił się Staś. Nie rozumiesz żartów i zazdrościsz, co?

Co kto? No, bardzo ciekawie, posłucham. Myślisz, że nie widziałam, jak sobie pod oczy podglądacie? Gdyby mnie nie było w samochodzie, już byś się ze mną wpakował! Ona mnie poniża, a ty przytakujesz.

Dość! Mam dosyć. Bezużyteczna kłótnia na nic nie ma. Jestem zmęczony.

Och, już mnie masz dosyć? Mam dość? No to po co się rozwodzimy! Rozwód, rozumiem.

Co się wpakowałaś?

Powiedziałam wszystko.

Wiesz, jeśli kłócisz się o takie bzdury, może faktycznie pospiesznie się rozstajemy.

Dokładnie!

Właściwie chciała go tylko upomnieć, ostrzec. Myślała, że przeprosi, uspokoi się. Nie liczyła, że spór przybierze taki obrót, ale nie zamierzała się wycofywać.

Rozwód, czyli rozwód. Staś zatrzymał się w środku pokoju, rozejrzał się. Będziemy dzielić majątek, jak przy rozwodzie.

Zawsze wiedziałam, że jesteś skąpy i podły.

Jeśli żądam sprawiedliwości, to jestem podły? Nie jestem frajerem, nie dam wszystkiego kapryśnej lalce. Zabiorę meble, zostanie ci mieszkanie.

To nie tak. Meble kupowaliśmy razem. Dzielimy po połowie. Ja potrzebuję szafy, ty komody, ja kanapę, ty stół, ja

Stop! Twój połowowy podział jest dziwny. Kanapę i tak wezmę. Kupiłem ją na własny rachunek.

Widzę, że z tobą nie da się dogadać. Kanapę nie oddam. Dzwonię rodzicom.

A, ciężka artyleria wchodzi w grę. Ja też zadzwonię.

Rodzice przyjechali natychmiast. Najpierw próbowali pogodzić młode małżeństwo, ale widząc, że obie strony są zbyt poważne, przystąpili do liczenia.

Z waszej strony zapewniliście młodej parze mieszkanie, choć małe, ale wesele opłaciliśmy my. Dodatkowo dorzuciliśmy pieniądze na meble i auto. Remont mieszkania zapłaciliśmy my. Poza tym, pensja Stasia jest dziesięć razy wyższa niż Klary. Żywił ją cały rok, oblekał, kupował buty. Czy więc, według sumienia, to Klara powinna zostawić nam wszystko i odejść?

Szwagier siedział cicho, wycierając pot na czole dużym chusteczką, zmieniając kolory twarzy, nie odważając się wtrącić.

Teściowa, połykała powietrze, by nie wykrzywić się od tej bezczelności. Wzięła głęboki oddech i miała otworzyć usta, ale szwagier położył jej rękę na ramieniu:

Nie ma sensu, Aniu. W takim razie potrzebujemy adwokatów. Rozwód przez sąd. Nie tracimy czasu na gadanie.

Wstał i ruszył w stronę wyjścia, dając do zrozumienia, że rozmowa skończona.

Klara, jesteś z nami? zapytała matka.

Nie wstała Klara w bojowej pozie. Będę strzec mieszkania, żeby ktoś coś nie wywiózł pod nosem.

Przez sąd, czyli przez sąd donośnie wykrzyknęła teściowa. Zbierzemy wszystkie rachunki, wypiski bankowe. Będziemy żądać wszystkiego. Oddacie, co macie, a jeszcze dopłacicie. Ty, Stasiu, zostań i pilnuj, żeby nie zniknęła łyżka ani widelec. Ruszamy, Jerzy rozkazała mężowi zbierać papiery.

No tak przewracała brwi Klara, gdy zostali w kółko sami. Twoja mama naprawdę Teraz już widać, kim jesteś.

Co, nie ma racji? podniosła brwi.

Boże, z kim się związałam! Możecie się zawijać w swoje rachunki, ale mieszkanie jest moje i nic wam nie należy. Kanapę nie oddam, nie liczę na nic. Resztę możecie zabrać i zmarnować.

Kanapę szukaliśmy i wybieraliśmy razem. Więc jest po połowie nasza. Ale przecież moja pensja jest wyższa, kupowaliśmy wszystko z niej. Klara, przestań udawać. Co się wkurzasz?

Wkurzam się? Naprawdę? On flirtuje z kimkolwiek, a ja siedzę w cieniu. Pracowałam dla ciebie cały rok! Gotowała, sprzątała, prała, zmywała! A w łóżku nie pozwalał mi spać!

To się płaci? Super! wybuchł Staś.

Myślałaś, że znalazłaś darmową niewolnicę? Kupował wszystko, dobroczyńca!

Ale prawda, kupował. Rodzice zawsze wspierali mnie pieniędzmi. Mama ma rację. Kanapa jest moja, nie odjadę bez niej. Szafa, dywan, komputer, nawet twoja torba ja kupiłem.

A ja kupiłam ci sweter, rękawiczki, majtki! Zdejmij!

Staś potknął się w połowie pokoju, podniósł brew i podszedł do niej z chytrym uśmiechem:

Dobra, trzymaj się! Zdejmuję

Kanapa była bardzo wygodna, sprężysta

Rano Klara obudziła się, widząc jego szydercze oczy.

Dlaczego się śmiejesz?

Myślę, że nie chcę rozstawać się z taką super kanapą.

Ach, z kanapą!

Z kim jeszcze?

Przysięgnij, że nigdy więcej nie będziesz podglądać takich ustnych zaklęć! wymagała Klara, łapiąc Stasia za uszy i patrząc mu prosto w oczy.

Przysięgam, ustnych zaklęć już nigdy zaśmiał się. Zrobię wszystko dla tej kanapy.

Rate article
Fajna Tajna
Nie mogli podzielić kanapy. Opowieść