NIE MOGĘ W TO UWIERZYĆ

30 października 2025

Nie mogę uwierzyć, że po dwudziestu latach znów wiruję z Tobą w tym samym walcu. Czy pamiętasz nasz ostatni taniec? Był to szkolny bal w Warszawie, a my tańczyliśmy wśród szeleszczących sukien i szklanych kieliszków. Szczęście unosiło się w powietrzu, a ja tonęłam w bezdennej głębinie Twoich niebieskich oczu. Tego wieczoru chciałam wyznać Ci najważniejsze że już niedługo zostaniemy rodzicami. Kiedy to wypowiedziałam, wybuchłeś gniewem i z zimnym tonem rzekłeś:
Za wcześnie o tym myśleć, musimy poczekać.
Poczułam się, jakby wrzucił mnie w morze wrzącej wody! Wiedziałam, że to nieodpowiedni moment, ale nie mogłam nic zmienić. Rozstaliśmy się, a uczucie do Ciebie żyło jeszcze długo. Zranienie było tak głębokie, że serce rozpadło się na tysiące kawałków. Wiedziałam, że nie odwrócisz się, nie zrozumiesz i nie pożałujesz. Twój charakter był jak kamień to właśnie w nim mnie fascynowało.

Nasze koleżanki wciąż dawaly mi znać o Twoim życiu prywatnym. Słyszałam, że jesteś żonaty, masz dwóch dorosłych synów, rozwiedziony i regularnie pojawiasz się na zjazdach klasy. Zawsze pytasz mnie o życie, ale nie znasz mnie naprawdę nigdy nie byłam na szkolnych spotkaniach, bałam się spojrzeć w Twoje oczy i zniknąć, utonąć i już nigdy nie wypłynąć. Ten strach trzymał mnie przez dziesięć lat.

Wtedy w moim życiu pojawił się On. rzuciłam się w małżeństwo, nie czując do niego nic poza wdzięcznością. On rozumiał to i nie spieszył się. Przyjął moją córkę jak własną. Nazwałam ją Miłosława innego imienia nie rozważałam. Jej włosy przypominają Twoje niebieskie kosmyki. Mój mąż kocha mnie. Czuję to w każdej komórce ciała jego gesty, słowa, spojrzenia mówią o delikatności. Dopiero po pięciu latach małżeństwa zrozumiałam, że zakochałam się w własnym mężu. Stał się moim kotwicą, znalazł klucz do mojej duszy i otworzył drzwi do dobra oraz zrozumienia. Nikt nie jest w stanie zakłócić naszej miłości.

Miłość wszystko ocala, Władysławie. Ty nigdy mnie nie kochałeś byłeś dla mnie tylko młodzieńczym kaprysem. To już przeszłość.

Cóż, gadając o sobie, a nie o Tobie, zapytam: jak się masz, Władysławie?
Och, Kasiu żyję, jakby się wciągnął w lawinę bez szyny. Dzieci samodzielne, mają własne sprawy. Jeden jestem ja. Często o Tobie myślę

Rozumiem. U mnie z mężem trójka dzieci Miłosława i bliźniaki dziewczynki, po sześć lat. Pamiętasz jeszcze swojego najlepszego przyjaciela, Zbyszka Ustyniaka?
Ustyniak? Oczywiście, pamiętam! Był nie tylko przyjacielem, ale jedynym. Po szkole zerwał kontakt, nie odbierał telefonów, unikał spotkań Nie wiem, co z nim.
Władysławie, chodźmy przy okno. Popatrz na szkolny dziedziniec.

Wiedziałem, że nie odwrócę wzroku od tego, co zobaczyłem.
Rozumiem, Kasiu. Teraz już wszystko jasne Cóż to za splątane nici losu!

Na dziedzińcu stał Zbyszek Ustyniak, trzymając za ręce dwie małe dziewczynki. Obok stała dwudziestoletnia dziewczyna o niebieskich jak niebo oczach.
Żegnaj, Władysławie! Idę do mojej rodziny.
Kasiu, dlaczego w tym roku postanowiłaś przyjść na zjazd?
Przestałam się bać, Władysławie! Gdy patrzę na Ciebie, serce milczy.

Zapisuję te słowa, bo wciąż szukam własnego spokoju.

Rate article
Fajna Tajna
NIE MOGĘ W TO UWIERZYĆ