NIE MOGĘ BEZ CIEBIE.

– Nienawidzę! – Ani w głowie kłębiła się tylko jedna myśl – nienawidzę! Nienawidzę siebie!

Ania biegła chodnikiem, nie zauważając niczego wokół. Padał deszcz. Nie tylko zalewał ulice, chodniki i domy. Deszcz zadomowił się w duszy Ani i dyktował jej swoje zasady. Chciał, by kobieta jak najszybciej uporała się z zawiedzionymi nadziejami i ruszyła dalej – popełniała błędy, upadała i znów się podnosiła. Zgodzi się ze mną wiele kobiet, że trudne emocje osobiste są często przytłaczające. Jednak po nawet najciemniejszej burzy słońce znów zagląda przez okno. Wszystko, co złe, kiedyś się kończy, prawda?

Deszcz chciał coś powiedzieć Ani, ale ona nie chciała słuchać jego porad. W końcu, jak to bywa, deszcz sam zdecydował za nią. Ale o tym później.
– Znowu przemokłam do suchej nitki! Tak mi trzeba! – pomyślała z irytacją Ania.
– Wrócę do domu i zrobię sobie gorącą herbatę. Nie muszę się już nigdzie spieszyć i nie mam po co – jej smutne rozmyślania przerwał przeraźliwy, żałosny pisk kota.
– Ojej! Kto to? – Ania odskoczyła na bok.

Pod krzakiem przy domu siedział mały szary kociak i żałośnie płakał. Dawniej Ania przeszłaby obojętnie – po co jej jakiś bezdomny kot? Ale teraz było inaczej.

– Chodź ze mną, kocie. Jesteś tak samo nieszczęśliwy jak ja. W dwójkę raźniej – powiedziała i przytuliła drżące ciałko…
– Poznajcie się. To nasz nowy księgowy – powiedział szef firmy, w której pracowała Ania, wprowadzając nowego pracownika do biura.
Anna od razu napotkała jego wzrok. To było poznanie przez spojrzenie, bo oczy potrafią zdradzać właściciela w sposób, w jaki on sam nigdy by się nie przyznał. Jego oczy były szare, co zauważyła później, ale wtedy nie widziała ich koloru, kształtu czy głębi. Zatonęła w nich. Ani na chwilę wydało się, że patrzy w lustro i widzi swoje odbicie. Twarz? Nie zapamiętała jej. Tylko oczy. Czuła, jakby płynęła z zawrotną szybkością. Jakby płynęła pod prąd górzystej rzeki. Nagle zrobiło jej się gorąco i zimno jednocześnie. Usta wyschły.
– Witam! Nazywam się Anna Pawłowska! – będziemy dzielić jedno biuro – powiedziała cicho Ania.

– Wojciech Kowalski – absolwent szkoły oficerskiej – przedstawił się Wojtek.
Głos. O, ten głos – coś niesamowitego! To wtedy Ani naprawdę zadrżały nie tylko rzęsy, ale i kolana. Jego głos łaskotał jej policzki, nozdrza, docierał do serca i tam się zadomowił. Myśli Ani mówiły jego głosem. Kiedy Wojtek mówił do Ani, nie mogła powstrzymać uśmiechu, za co potem się ganiła.

– Zachowuję się przy Wojtku jak dwunastoletnia dziewczynka! – myślała, a na jej policzkach pojawiał się rumieniec.

Dziś Ania przyniosła pismo z rezygnacją z pracy, czym bardzo zaskoczyła swojego szefa. Zebrała swoje rzeczy, papiery i długopisy. Nie oglądając się za siebie, wyszła z biura. Na zawsze…
– Ojej, jakie oczy! – pomyślał Wojciech Kowalski, przekraczając próg biura.
Nie widział nic poza jej oczami. Wokół nie było ani szefa, ani jego otoczenia. W biurze byli tylko oni dwoje, tylko Ania i Wojtek.
– Muszę się postarać nie utonąć w tych oczach. Nie jest mi to potrzebne. Ale… Jej oczy – to coś niezwykłego! Takie duże, jakby dwa promyki dobroci spoglądały na ciebie. Takie uważne i swoje, jasne i otwarte. Nie! Nie będę o tym myśleć – zdecydował Wojtek…

Tak rozpoczęły się ich zawodowe dni.
Kiedy Wojtek i Ania przypadkiem dotykali się palcami, przez ich dłonie przechodził jakby prąd. Ania szybko cofała rękę. Jego dotyk rozgrzewał ją, a ona bała się tego ognia. Wojtek od razu to zauważył i starał się jej nie niepokoić, ale chciał ją dotykać.
Pewnego razu, biorąc myszkę, Wojtek dotknął małego palca Ani i wzdrygnął się. Nawet krzyknął.

– Oby Ania nic nie zauważyła – pomyślał i cofnął rękę. Przyznawał, że gdy jego ręka dotykała jej dłoni, całe jego ciało zaczynało płonąć, i bał się cokolwiek powiedzieć.
Wojtek był odzwierciedleniem Ani – myślami, działaniami i dążeniami. Ania mogła przewidzieć jego słowa, bo były też jej słowami. Czuła na sobie jego spojrzenie, nawet gdy Wojtek na nią nie patrzył. Odczytywała jego myśli. Odczuwała go każdą komórką ciała. Nieomylnie rozpoznawała, kiedy to właśnie on dzwonił na jej komórkę. Jak to jej się udawało? Widziała sercem, a nie tylko oczami, i umiała go słuchać nie tylko uszami, lecz i duszą.

Wojtek szybko rozpoznał, że Ania jest jego osobą. Jego oczy odczytywały jej pragnienia. Jej słowa były przedłużeniem jego myśli. Przewidywał jej kroki. Rozumiał ją od półuśmiechu.
Gdy Ania spuszczała wzrok, łapał jej zakłopotanie i sam się peszył. Dlaczego? Nie znał odpowiedzi na to pytanie. W jej obecności czuł się jak nastolatek i wygłupiał się.

Swoją szorstką dłonią wyczuwał jej delikatne, smukłe palce. Wojtek chciał trzymać ją za rękę i nie puszczać, ale… bał się.
Dotykali się nie tylko dłońmi, ale i sercami. Był to znak, że są do siebie bardzo podobni. Wojtek i Ania byli dla siebie bratnimi duszami…
Minęły trzy lata. Wojtek nie zdobył się na pierwszy krok. Ania czekała.
On nie chciał niczego zmieniać. A co, jeśli im się nie uda? Może zbliżenie obróciłoby się w katastrofę nadziei i oczekiwań? Przecież każde z nich ma swój bagaż doświadczeń.

Nakarmiwszy kotka, Ania patrzyła przez okno. Deszcz nie przestawał padać. Kałuże na chodniku pieniły się. Ania nie chciała o niczym myśleć.
– Jutro będzie nowy dzień i nowe wyzwania – postanowiła.
Wieczorem, przytulając się do ulubionego różowego kombinezonu i głaszcząc zadowolonego kotka, który smacznie spał po sytej kolacji, Ania zdrzemnęła się.
Przez sen usłyszała dzwonek do drzwi. Przytulając do piersi kotka, Ania poszła do korytarza. Wiedziała, kto jest za drzwiami i zatrzymała się.
– Anno Pawłowska, wiem, że jesteś w domu. Otwórz drzwi, proszę! – usłyszała znajomy głos.

Otwierając drzwi, Ania zobaczyła Wojtka.
– O, nie jesteś sama? Mogę dołączyć do waszego towarzystwa? – zapytał Wojtek. Był wyraźnie zdenerwowany. Ania milczała.

– Nie mogę bez ciebie! Słyszysz? Dlaczego odeszłaś? Bez ciebie mi źle, i wiem, że tobie też. Rozumiem, że nie mamy już po dwadzieścia lat. Chcę obejmować nie tylko twoją talię, ale i twoje myśli. Chcę być z tobą. Przepraszam, że nie powiedziałem ci tego wcześniej – dodał po chwili Wojtek.
Był dla niej jej mężczyzną.

Ona była dla niego jego kobietą.
Ich dłonie się spletywały.
Co będzie dalej?

Myślę, że wszystko będzie dobrze, gdyż po ciemnych chmurach zawsze wychodzi słońce, nieprawdaż?

Może warto podziękować za szczęśliwe zakończenie opowiadania deszczowi? To przecież on pomógł złączyć dwa serca.

Rate article
Fajna Tajna
NIE MOGĘ BEZ CIEBIE.