Mamo, dlaczego tak mówisz? Jak to nie masz z kim porozmawiać? Dzwonię do ciebie dwa razy dziennie powiedziała zmęczonym głosem córka.
Nie, Dominiczko, co ty… Przecież nie o to chodzi westchnęła smutno Nina Stankiewicz. Po prostu… Nie mam już żadnych przyjaciół ani znajomych w moim wieku. Wszystko przeminęło, nie zostało nic z mojego świata.
Mamo, nie gadaj głupstw. Przecież masz szkolną przyjaciółkę, Irminę. A poza tym jesteś bardzo nowoczesna, wyglądasz młodziej niż jesteś. No mamo, przestań już, zmartwiła się Dominika.
Sama wiesz, że Irmina choruje na astmę, nie może długo rozmawiać przez telefon, bo od razu kaszle. Mieszka daleko, na drugim końcu Poznania. Przecież mówiłam ci, że byłyśmy we trzy nierozłączne, pamiętasz? Ale Martyny już dawno nie ma. Wczoraj przyszła do mnie Tania z sąsiedztwa. Zaprosiłam ją na herbatę, dobra kobieta, często przychodzi do mnie. Przyniosła świeże drożdżówki dla swoich dzieciaków, to i dla mnie dorzuciła. Opowiadała o swoich dzieciach, wnukach. Ona też ma wnuki, choć jest ode mnie co najmniej piętnaście lat młodsza. Ale jej wspomnienia z młodości, ze szkoły to już całkiem inny świat.
A ja tak bardzo chciałabym pogadać z kimś, kto rozumie, co to znaczy z rówieśnikiem, który nosi ten sam bagaż wspomnień co ja… Nina Stankiewicz wiedziała, że córka jej nie zrozumie. Dominika jest jeszcze młoda. Wszystko jeszcze przed nią, jej czas dopiero trwa, jest za oknem. Jeszcze nie ciągnie do wspomnień. Dominika jest kochana, troskliwa, to nie jej wina.
Mamo, kupiłam bilety na wieczór romansu na wtorek. Pamiętasz, że chciałaś iść? Przestań się zamartwiać, załóż swoją bordową sukienkę, wyglądasz w niej jak gwiazda!
No dobrze, Dominiczko, nic się nie dzieje, sama nie wiem, co mi odbiło. Dobranoc, zadzwonimy jutro. Połóż się wcześniej, bo jesteś ostatnio przemęczona zmieniła temat Nina Stankiewicz.
Tak, mamo, do usłyszenia, dobranoc. Dominika rozłączyła się.
Nina Stankiewicz długo jeszcze patrzyła przez okno na świecące w oddali światła wieczornego Poznania…
Dziesiąta klasa, też była wiosna. Tyle planów na życie. To było jakby wczoraj. Jej przyjaciółka Irmina podkochiwała się w Sławku Maliszewskim z klasy. A Sławkowi podobała się ona, Nina. Wieczorami dzwonił na stacjonarny, zapraszał na spacery. Nina jednak zawsze traktowała go tylko jak przyjaciela, nie chciała go zwodzić.
Później Sławek poszedł do wojska. Wrócił, ożenił się. Mieszkał w starym bloku Irminy. Wtedy miał jeszcze telefon stacjonarny… Numer… Nina wykręciła zapamiętany z dawnych lat numer. Sygnał długo się nie pojawiał, w końcu ktoś odebrał. Najpierw tylko szelest, a potem cichy męski głos:
Halo? Słucham.
Może już za późno? Po co właściwie dzwonię? Może Sławek mnie nie pamięta, albo to wcale nie on!
Dobry wieczór głos Niny drżał lekko.
W słuchawce szelest i nagle zdziwienie:
Nina? Naprawdę to ty? To niemożliwe Nigdy nie zapomnę twojego głosu. Jak mnie znalazłaś? Ja tu wpadłem zupełnie przypadkiem…
Sławku! Rozpoznałeś mnie! Na Ninę spłynęła fala radosnych wspomnień. Nikt już od dawna nie mówił do niej po imieniu, tylko mama, babcia albo pani Stankiewicz. No, może jeszcze Irmina tak ją wołała…
A zwykłe Nina zabrzmiało jak przebudzenie wiosny, jakby nie minęły te wszystkie lata.
Nina, jak się masz? Tak się cieszę, że zadzwoniłaś te słowa sprawiły jej wielką radość. Bała się, że ją nie pozna, albo że jest nie na miejscu.
Pamiętasz dziesiątą klasę? Jak z Witkiem Wysockim was z Irminą woziłem łódką po Warcie? Witek miał od wioseł poranione dłonie i ukrywał to przed wszystkimi. A potem siedzieliśmy na bulwarze i jedliśmy lody. Grała muzyka głos Sławka był cichy, zadumany.
No pewnie, że pamiętam, Nina roześmiała się szczerze. A klasowa wycieczka do Puszczykowa z nocowaniem? Nie umieliśmy otworzyć konserwy a byliśmy tak głodni!
Tak, Sławek zaśmiał się w odpowiedzi. Witek w końcu otworzył, potem była gitara przy ognisku, śpiewaliśmy. Od tamtej pory postanowiłem nauczyć się grać.
I co, nauczyłeś się? głos Niny aż rozbrzmiewał młodzieńczą energią, pod wpływem wspomnień, które na nowo ożyły dzięki Sławkowi.
A jak u ciebie teraz? Sławek zapytał, a zaraz sam odpowiedział: Zresztą, co ja się pytam, po głosie słyszę, że jesteś szczęśliwa. Dzieci, wnuki? No tak! I dalej piszesz wiersze? Pamiętam! Wtulić się w noc i odrodzić o świcie! Pełne energii!
Zawsze byłaś jak słońce! Przy tobie dusza się ogrzewa, nikt przy tobie nie zmarznie. Twoi bliscy mają szczęście, taka mama i babcia to skarb.
Daj spokój, Sławku, przesadzasz! Moje czasy już minęły, ja…
Przerwał jej szybko:
Nina, od ciebie bije taka energia, że słuchawka się nagrzewa! Nie wierzę, że straciłaś apetyt na życie. To do ciebie niepodobne. Twoje czasy się jeszcze nie skończyły. Żyj i ciesz się! Słońce świeci dla ciebie.
I wiatr pędzi chmury po niebie specjalnie dla ciebie.
I ptaki śpiewają dla ciebie!
Sławek, zawsze byłeś romantykiem A co u ciebie? Ja tak tylko o sobie, chciała zapytać, ale w słuchawce coś zaszumiało i połączenie się urwało.
Nina Stankiewicz długo siedziała z aparatem w dłoni. Chciała oddzwonić, ale pomyślała, że już późno jeszcze spróbuję kiedy indziej.
Jak dobrze się z nim rozmawiało, ile wspomnień wróciło Dzwonek przerwał jej rozmyślania. Wnuczka.
Tak, Kasiu, nie śpię. Co mama powiedziała? Nie, mam świetny humor. Idziemy z mamą na koncert. Przyjdziesz jutro? Wspaniale, czekam.
W doskonałym nastroju Nina położyła się spać. W głowie miała sto nowych planów. Zasypiając, układała wiersze…
Rano postanowiła odwiedzić Irminę. Kilka przystanków tramwajem, przecież jeszcze nie jest taka stara, jak się czasem czuje.
Irmina przyjęła ją z radością:
No nareszcie, ile można czekać. O, przyniosłaś tort orzechowy? Mój ulubiony! Mów, co się u ciebie dzieje? Irmina zakaszlała, przycisnęła dłoń do piersi, ale machnęła ręką.
Jest lepiej, mam nowy inhalator. Chodź, robimy herbatę. Ninka, wyglądasz jakbyś młodniała. Co się dzieje?
Sama nie wiem, piąta młodość! Wyobraź sobie, wczoraj przypadkiem zadzwoniłam do Sławka Maliszewskiego. Pamiętasz, twojego licealnego adoratora? Tak się rozgadał, zaczęliśmy wspominać, sama z siebie nie pamiętałam tylu rzeczy. Czemu jesteś taka cicha, Irena, znowu duszność?
Irmina zbielała, patrzyła w milczeniu. Wreszcie szepnęła:
Nino, nie wiedziałaś? Sławka już od roku nie ma. I on mieszkał gdzie indziej, z tamtej klatki wyprowadził się dawno temu.
Niemożliwe To z kim rozmawiałam? Przecież pamiętał wszystkie szczegóły naszej młodości. Przed rozmową było mi tak smutno, a potem poczułam, nagle, jakby życie wróciło do mnie!
Przecież to był jego głos… Powiedział tak pięknie: Słońce świeci dla ciebie. I wiatr pędzi chmury po niebie dla ciebie. I ptaki śpiewają dla ciebie!
Irmina pokręciła głową, nie wierząc własnym uszom.
Nino, nie mam pojęcia jak to możliwe, ale chyba rzeczywiście to był on. Jego słowa, styl, wszystko. Sławek cię kochał. Widocznie chciał cię wesprzeć… stamtąd. Wiesz co? Chyba mu się udało. Tak radosnej nie widziałam cię od lat.
Kiedyś ktoś pozbiera na nowo twe zmęczone, roztrzaskane serce. I wtedy przypomnisz sobie, że… po prostu jesteś szczęśliwa.



