Nie ma koloru w życiu bez przyjaciół

17kwietnia 2023r. Dziś po raz kolejny myślałem o Jadwice, mojej siostrze. Kiedy skończyła zakupy w małym sklepie przy rynku w Sandomierzu, podszedł do niej nasz sąsiad, Zbigniew, i rzucił: Jadwinko, dziś w klubie mam dla ciebie sprawę. Zbigniew zawsze szedł w pośpiechu, więc nie zdążyła się już przywitać, a on zniknął za rogiem.

Patrzyłam za nim, lecz nie zobaczyłam go już. Myśląc o tym, w drodze do domu rozmyślałam, że Zbigniew jest dziwny zawsze patrzy na mnie poważnie, może dlatego, że ma o sześć lat lat więcej niż ja.

W klubie, który rozświetlał się neonem, Jadwiga przybyła w spodenkach i krótkiej bluzce. Nie wiedziała, o czym Zbigniew chce z nią porozmawiać. Wokół krążyła Wera, jej przyjaciółka, która nie pozwalała żadnym innym dziewczynom zbliżyć się do Zbigniewa. Wszyscy w wiosce wiedzieli, że Wera wisi przy nim jak mucha przy miodzie. Zbigniew unikał jej, kiedy zapraszała go do tańca, a Jadwiga słyszała, jak wykrzykuje: Wera, zostaw mnie w spokoju! i nie zdawała się być urażona, tylko chichotała.

Nigdzie nie uciekniesz, zakochasz się i wyjdziesz za mąż, a i tak będziesz moja nuciła Wera, a Jadwiga myślała, że gdyby to powiedział chłopak, od razu go odrzuciłaby.

W klubie tłumy huczały, a serce Jadwicy biło szybciej niż zwykle. Miałam dziewiętnaście lat, przed nami całe życie. Marzyła, że kiedyś wyjdzie za mąż za dobrego, życzliwego człowieka i urodzi dwoje dzieci.

Zbigniew to naprawdę dobry facet, choć ma sześć lat więcej, ale jego spojrzenie mrozi mi kręgosłup rozmyślała, przeglądając się w lustrze w nowej sukni, która idealnie leżała. Zbigniew trzykrotnie odprowadził ją do domu, zawsze zachowując wstrzemięźliwość, nie chwytał jej za rękę, w przeciwieństwie do niektórych młodzieńców, którzy od razu chcą przytulić.

Wchodząc do klubu, Jadwiga natychmiast natknęła się na Zbigniewa, który stał już przy barze, wyczekując. Nie zobaczyła Wery, pewnie przyjdzie później.

Cześć, Jadźka przywitał się Zbigniew, prowadząc ją na środku sali. Tańczyli do piosenki Moja gwiazda jasna. Nie zdążyła nawet rozejrzeć się, a już już przytulał ją mocno za talię, uśmiech pojawiał się co chwilę na jego ustach.

W pewnym momencie Wera wkroczyła do klubu, rzucając wściekły wzrok na parę, a Zbigniew nie przestawał zapraszać Jadwigę do tańca. Nie minęło wiele, gdy Zbigniew szepnął:

Jadźmy na spacer.

Dobrze odpowiedziała, i oboje wymknęli się z klubu, zostawiając werbujące się przy tańcu.

Poza wsią panował spokój, słychać było jedynie szmer świerszczy, a z rzeki przychodziła chłodna mgiełka. Zapach łąk wypełniał nostry, a obecność Zbigniewa zdawała się potęgować ich aromat.

Jadźko, nie będę ci tutaj krążył wyjdź za mnie wypowiedział niepostrzeżenie.

Zatrzymała się, nie spodziewając się oświadczyn, myślała, że może tylko wyzna uczucie.

Co się dzieje, milczysz? zapytał Zbigniew.

Och, Zbigu, nie spodziewałam się ale zgadzam się szepnęła, śmiejąc się cicho, a on objął ją i pocałował.

Ślub był wesoły, poślubili się z miłością i oboje byli szczęśliwi. Po weselu Jadwiga wprowadziła się do domu męża, zamieszkała razem z jego rodzicami. Nowa rodzina przyjęła ją ciepło, pomimo moich obaw o dobrą teściową.

Zbigniew zawsze był dla niej autorytetem, bo był starszy i miał pełnić rolę głowy rodziny. Nie krzywdził żony, wspierał ją w trudnych chwilach. Wkrótce urodził się syn, a Jadwiga przejęła wszystkie macierzyńskie obowiązki. Teściowa pomagała przy dziecku, nocą sama podnosiła malucha i uspokajała go.

Po trzech latach przyszedła na świat córka, a dziadkowie rozpieszczali wnuki. Jadwiga nie musiała się zbytnio męczyć z dziećmi, bo matka i teściowa często pomagały.

Zbudujemy dom zaproponował Zbigniew pewnego wieczoru. Każdy mężczyzna powinien mieć własny dom. Jadwiga poparła pomysł i mąż wziął się do roboty. Syn miał wtedy pięć lat, córka jeszcze małe dziecko, a żona nie mogła się radości oprzeć.

Od dawna Jadwiga marzyła o własnym domu, choć kochała wspólne życie z teściami. W własnym domu będę robić wszystko po swojemu myślała, dzieci będą mieć osobne pokoje, a my własną sypialnię. Zbigniew spełniał jej życzenia.

W końcu dom powstał, przeprowadzili się wszyscy, a radość rozlała się po całym gospodarstwie. Zbigniew bawił się z dziećmi jak małe dziecko, a nawet przynieśli do domu kociaka, który od razu stał się ulubieńcem.

Może pomyślimy o trzecim dziecku? zapytał Zbigniew, a Jadwiga nie sprzeciwiła się.

Można pomyśleć odpowiedziała, śmiejąc się, mamy już tyle miejsca, nasz dom jest ogromny.

Niestety los nie pozwolił im na dalsze szczęście. Zbigniew nagle zachorował. Rano po śniadaniu złapał się za pierś, a Jadwiga pomogła mu usiąść na kanapie i pobiegła po pomoc lekarza. Kiedy przybył, Zbigniew już nie żył.

Żal Jadwigi był nieopisany. Jak mam żyć sama z dwójką dzieci w nowym domu?

Chcę żyć i cieszyć się, chcieliśmy jeszcze trzeciego dziecka płakała, szukając odpowiedzi w smutku, dlaczego dobrzy mężowie odchodzą. Została wdową z dwójką pociech.

Początkowo dni mijały jej w łzach i wspomnieniach o Zbigniewie, ale musiała iść dalej, bo dzieci potrzebowały matki.

Dzieci nie mają już nikogo oprócz mnie muszę wytrwać i nie poddawać się mówiła sobie. Pracowała na dwa etaty, by nie brakowało niczego w domu, a rodzice wspierali ją. Stopniowo wróciła do życia, wyglądała zdrowiej. Mężczyźni zaczęli podchodzić, proponując randki i nawet małżeństwa, ale nie chciała myśleć o nowym związku, dopóki dzieci nie dorosną.

Czy nowy mężczyzna zostanie przy nich? Czy ich nie zrani? dręczyły ją wątpliwości. Najpierw poczekam, aż dorosną.

Dzieci urosły: syn skończył studia, córka poszła na studia, oboje zakotwiczyli własne rodziny, a Jadwiga ma już dwóch wnuków. Ma czterdzieści osiem lat. Czasem w weekendy przyjeżdżają dzieci i wnuki. Syn kiedyś powiedział:

Mamo, jesteś wciąż piękna i młoda, nie żyj sama, znajdź normalnego faceta i wyjdź zamężna. Samotność nie ozdabia życia.

Synu, już myślałam o tym odpowiedziała, ale nie znajdę już takiego jak Zbigniew. Wszyscy piją, krzyczą, nie lubią pracować. Mam dom i pracę, a wszystko wokół ciągle się psuje. Wystarczy, że jesteś zdolny do rękodzieła.

Pewnego dnia sąsiadka przedstawiła Jadwię bratowi ze wsi Grzegorzowi, wdowcowi z dorosłymi dziećmi. Grzegorz przyjechał własnym samochodem, przyniósł przysmaki i butelkę wina, które przywiózł syn. Mimo że sąsiadka twierdziła, że Grzegorz nie pije, on otworzył butelkę i nalał sobie i nam.

Cóż, Jadwico, życie będziemy prowadzić u mnie w domu rzekł po kilku kieliszkach, mój dom jest równie solidny, mój czas spędziłem tu i nie zamierzam go zostawiać. Sprzedajmy nasz i zamieszkajmy razem.

Grzegorzu, mam dzieci, a ten dom pozostanie im po ojcu sprzeciwiła się Jadwiga.

No i co, przyjdziesz do mnie z pustymi rękami? zapytał, zirytowany.

Jadwiga wstała i odparła:

Wiesz co, Grzegorzu, nie będzie z nami życia. Wracaj do domu, bo się nie dogadamy.

Jesteś pewna? Znam cię dopiero dwa godziny, a już mówisz, że się nie dogadamy odpowiedział.

Nie potrzebuję niczego więcej, wszystko rozumiałam.

Wypchnęła Grzegorza z domu, nie obchodziło ją, dokąd pojedzie. Zamknęła drzwi na zamek.

W tym domu nie będzie już żadnego mężczyzny. Będę żyła sama. Może będzie nudno, może ciężko, ale nie potrzebuję kolejnego faceta.

Kiedy zamykałam drzwi, usłyszałam własny głos, który brzmiał:

Lepiej nie szukać mężczyzn, bo nie ma takiego jak Zbigniew. Będę żyła samotnie dla dzieci i wnuków. Samotność nie ozdabia życia, ale nie chce iść na kompromis z kimś, kto nie szanuje tego, co mam.

Patrząc na te wszystkie lata, nauczyłem się, że samotność nie upiększa egzystencji, ale wybrać własną drogę i dbać o bliskich jest jedynym, co naprawdę się liczy.

Marek, brat Jadwicy.

Wnioski: życie samotne może być ciemnym pustkowiem, ale warto pielęgnować rodzinne więzi i nie zgadzać się na kompromisy, które niszczą naszą godność.

Rate article
Fajna Tajna
Nie ma koloru w życiu bez przyjaciół