Nie ma już żadnej nadziei

Nadziei już nie ma

Nie chcę żadnych pieniędzy! krzyknęła w złości Natalia i cisnęła zgniecione banknoty na podłogę.

To przecież twoje pieniądze odpowiedziała właścicielka mieszkania ze świętym spokojem. A ja niczemu nie jestem winna. Naprawdę, nie rób scen, bo sąsiedzi się obudzą.

Natalia spiorunowała ją wzrokiem, odwróciła się i ruszyła na schody.

Gdy tylko wyszła z klatki, zakręciło jej się w głowie i ledwo dowlokła się do ławeczki. Usiadła, zakryła twarz dłońmi i zaczęła płakać cicho, zupełnie bezgłośnie. Wyzywała siebie w myślach: Jakbym wiedziała, że to się tak skończy Nigdy nie pojechałabym na ten ślub!

*****

Natalka, wychodzę za mąż! wrzasnęła jej przez telefon przyjaciółka Weronika. Ślub za miesiąc, a potem jeszcze wesele! Przyjedziesz?

Gratuluję i bardzo się cieszę, Werka. Tylko że Natalia ciężko westchnęła.

Co jest, gadaj!

Przepraszam, ale nie dam chyba rady się pojawić. Strasznie, strasznie bym chciała, ale

Słucham?! To niemożliwe! w głosie Weroniki słychać było niedowierzanie. Od podstawówki wszystko razem, przez ogień, deszcz i śnieg, a teraz na mój ślub nie przyjedziesz? Chcesz mnie obrazić?

Nawet nie pomyślałam, żeby cię zasmucić. Po prostu ślub i wesele to nie na jeden dzień.

No dobra trzy. Przecież pracę da się ogarnąć, bez jaj.

Nie o pracę chodzi. Mam kota. Nie mam go z kim zostawić, a wiadomo ze sobą na weselny bal go nie zabiorę No sam rozumiesz Tak że

Słuchaj, nawet nie chcę słyszeć wymówek! Musisz być na ślubie i weselu! Kota ktoś przypilnuje, zresztą są hotele dla zwierząt, opiekunki, świat się nie kończy. Jak sama nie ogarniesz, ja ci pomogę.

No nie wiem, Werka

Masz miesiąc, przyjaciółko. Nie zawiedź mnie. W takim dniu chcę, żebyś była obok.

Po rozmowie Natalia miała mętlik w głowie. Nie chciała zawieść najlepszej kumpeli, ale co zrobić z Felkiem?

Zostawić go w mieszkaniu nawet z pełną michą na tydzień? Bez szans Felek to typ towarzyski, samotność to dla niego tragedia.

Myślała nad tym niemal codziennie i ostatecznie zdecydowała pojedzie. Felka oddała pod opiekę jednej bardzo porządnej pani.

Tak przynajmniej Natalia sądziła. Otóż pani Stanisława Malczewska, której ogłoszenie wypatrzyła w internecie, od lat już prowadziła hotelik dla kotów i gwarantowała, że każdy zwierzak wróci do właściciela w stanie co najmniej niepogorszonym.

Opinie były przeważnie w porządku, wręcz niektóre osoby korzystały z jej usług już kilkakrotnie. A do tego, co urzekło Natalię najbardziej pani Stanisława niegdyś pracowała w lecznicy weterynaryjnej, więc jakby co, to wie, gdzie kot ma nos, a gdzie ogon.

Po analizie za i przeciw Natalia wybiera numer, dogaduje wizytę.

Mieszkanie trzy pokoje, największy zaadaptowany na Koci Azyl. Naprawdę, koty miały tam luksusy, których nie powstydziłby się nawet jakiś brytyjski lord-mruczek.

Warunki super, właścicielka wyglądająca na dobrotliwą matronę z sercem na dłoni czego chcieć więcej?

No i Felek bez szans na nudę, bo kompanów mu nie zabraknie.

Feluś, skarbie, nie będzie mnie tylko trzy dni. Wytrzymaj, dobrze?

Felek natychmiast przylgnął do nogi i wbił w nią spojrzenie. Natalia dobrze znała to jego przytul mnie!. Ale tu już musiała lecieć.

Naprawdę, proszę się nie martwić uśmiechnęła się szeroko właścicielka. Wszystko będzie dobrze.

Bardzo na to liczę. Tu są pieniądze wręczyła Stanisławie dwie stówy po 50 złotych. W razie czego od razu dzwoń, dobra?

Jasne, nie ma problemu.

*****

Te trzy dni zleciały nie wiadomo kiedy.

Weronika szczęśliwa, Natalia zadowolona, bo przyjaciółka wreszcie znalazła faceta z prawdziwego zdarzenia. Wydawał się być typem do tańca i do różańca.

O Felku myślała codziennie, co dzień dzwoniła do pani Stanisławy:

Dzień dobry, jak tam mój Felek? Grzeczny? Nie broi?

Dzień dobry, Natalio odpowiadała pani. Jest w porządku. Apetyt mu dopisuje, wszystko poza tym w normie. A u pani tak bez zmian, przyjeżdża pani za trzy dni?

Tak Coś się stało?

Nie, nie, tylko pytam. W wie pani bywa, że ktoś musi zostać dłużej i daje znać na ostatnią chwilę, a ja już obiecane miejsce dla innego futrzaka rezerwuję. Lepiej wiedzieć.

Nic się nie zmieniło, Felka dłużej bym nie mogła zostawić, już strasznie za nim tęsknię.

Kiedy Natalia w końcu wróciła do Krakowa, od razu pojechała do pani Stanisławy, oczywiście po wcześniejszym telefonie.

Tak, proszę, czekam usłyszała smutne westchnięcie.

Gdzieś z tyłu głowy Natalia poczuła ukłucie niepokoju. Daj spokój, przecież mówiła, że wszystko OK próbowała się uspokoić. Nieskutecznie.

Pani kot uciekł powiedziała w końcu właścicielka mieszkania.

CO?! JAK TO?!

Proszę pani, sąsiedzi z góry robili remont, huk był straszny, koty się wystraszyły. Poszłam pogadać z sąsiadami ledwo otworzyłam drzwi, Felek zwiał mi na klatkę. Nie zdążyłam nic zrobić.

A czemu pani od razu nie zadzwoniła?! krzyczała Natalia. Czemu pani kłamała?!

Myślałam, że go znajdę sama. Tak się już czasem zdarza. Mam ich tu kilka, czasem ktoś zwieje, zawsze dotąd wracał. Szukałam Felka, ogłoszenia w necie powiesiłam Na razie bez skutku. Ale jeszcze można go znaleźć!

Można nie rozpaczać?! Jak mogła pani do tego dopuścić? Przecież obiecała pani bezpieczeństwo!

Jeśli chce pani, oddam pieniądze.

Pieniądze nie są mi potrzebne! powiedziała gorzko Natalia i cisnęła banknoty na podłogę.

Przecież to twoje pieniądze odparła spokojnie pani Stanisława. I nie moja wina. A awanturą tylko sąsiadów pobudzisz.

Natalia rzuciła jej spojrzenie spod byka i ruszyła po schodach.

Ledwo wyszła z kamienicy, świat zawirował i tylko zdołała dotrzeć do najbliższej ławki. Usiadła. Po co mi był ten ślub Po co zostawiłam Felka?

Zamknęła oczy i wspomniała dzień, gdy pod jej klatką, 30 grudnia, tuż przed długim urlopem, podbiegł do niej rudy kłębuszek. Maleńki kociak wspiął się po jej jeansach i wpakował w dłonie.

No nic, będzie świętował nowy rok ze mną mruknęła wtedy.

I tak Felek stał się jej kompanem święta, wolne dni i codzienne popołudnia spędzała tuląc tego rozmruczanego rudzielca.

Córuś, lepiej byś chłopaka znalazła, a nie rude koty do domu znosiła żartowała jej mama.

No cóż, rudy był pierwszy. Trudno, chłopak będzie drugi w kolejce.

W pracy też się pochwaliła.

Wreszcie wiem, jak koty znajdują dom śmiała się do koleżanek. Wybierają dzień, kiedy pada, wieje albo śnieży i wtedy przyczepiają się do nogi niczym rzep. Potem patrzą na ciebie smutnym wzrokiem: Zabierz do domu, a? No i po tobie.

Natalia, powinnaś książki dla dzieci pisać! śmiały się koleżanki.

Jednak ani jedna nie wyglądała na osobę, która by nagle zrozumiała tę bezkresną miłość do kota. Ale powiedzmy szczerze nie miały jeszcze swojego.

Odkąd pojawił się Felek, w domu zapanowała sierść na dywanach, ciepełko i niegasnąca miłość. Po pracy czekał pod drzwiami: Miauu! i zaraz czochrał Natalię puszystym czołem.

Najbardziej kochał spać wtulony w Natalię, głośno przy tym warcząc jak Ursus C-330.

A teraz? Nic. Pusto. Felka nie ma. Chociaż Natalia chciała wierzyć, że gdzieś jest. Ale gdzie?

No dobra! powiedziała wstając z ławki. Załamywać się nie będę. Muszę go znaleźć.

*****

Halo! Ma pani jego?! wrzasnęła Natalia do telefonu, gdy zadzwonił jeden z wolontariuszy wspierających akcję Szukamy Felka.

Może Dzwoniła jedna pani, mówi, że znalazła rudego kota pod blokiem i po opisie wygląda jak twój Felek. Czeka dziś na panią. Wyślę adres SMS-em.

Bardzo, bardzo dziękuję!

Natalia była autentycznie wzruszona pomocą zupełnie obcych ludzi sama chyba by temu nie podołała. Od zaginięcia Felka minęło już półtora miesiąca. Dla Natalii to była najdłuższa, najbardziej dołująca sześćdziesiątka dni w życiu. Każdy wieczór przekopywała fora internetowe z ogłoszeniami o zgubionych kotach Felka nigdzie nie było. Do tego miała tylko zdjęcia sprzed pół roku, gdy jeszcze był małym, puszystym kotem nikt nie przewiduje, że kiedyś zabraknie świeżej fotki kota…

Felek podrósł, zmienił się, może dlatego trudno go było rozpoznać nawet na zdjęciach. Natalia wypadła z taksówki, pobiegła pod wskazany adres i zadzwoniła domofonem.

Kto tam?

Natalia, w sprawie rudego kota. Wolontariusz podał adres.

Proszę wejść.

Dziesięć minut później rozglądała się niepewnie. Kot, którego ta pani znalazła pod blokiem, był rudy, uroczy ale nie jej. Zupełnie inny.

To ja go sobie zostawię powiedziała kobieta, wtulając swoje rudzielce. Życzę powodzenia. Proszę się nie poddawać, na pewno pani znajdzie Felka!

Natalia pierwszy raz w życiu poczuła taką kocią zazdrość. Po chwili wyszła. Nie chciała przenosić swojego smutku na tę sympatyczną kobietę. Kilka razy jeszcze dzwonił ktoś, znalazłam rudego, zawsze nie ten.

Chyba to było najcięższe biec przez pół miasta z nadzieją, a potem: nie twój. Córuś, wiem, że bardzo go kochałaś mówiła jej mama przez telefon ale życie toczy się dalej. Znajdziesz sobie innego rudego kota, a jak nie, to przyjedź do mnie na wieś, tu sasiadka ma miot, ponoć też rudzielec jest w zestawie.

Dzięki, Mamo, ale ja innego nie chcę

Minęło pół roku. Felka jak nie było, tak nie ma. W końcu Natalia zrozumiała, że chyba nie ma już na co liczyć.

Modliła się tylko, by Felek żył choćby już nie z nią, ale gdzieś, może z innymi kotami na osiedlu, byle żył.

*****

Nie wiedziała, co dalej robić. Miała do siebie żal. Ślub? Wielkie rzeczy. Gdyby nie pojechała, nie musiałaby powierzać Felka obcej osobie. Może byłby tu, obok, właśnie teraz.

A teraz nie wie, co z nim, nie wie, czy żyje i gdzie jest. Ta niewiedza była najgorsza.

W weekendy wychodziła z domu nie mogła patrzeć na miejsce, które wciąż przypominało jej Felka. Włóczyła się po mieście, zaglądała na podwórka, nawet pod śmietniki. W gruncie rzeczy już nie wierzyła, że go znajdzie, ale i tak szukała.

I sama nie wiedząc kiedy, znalazła się prawie na obrzeżach miasta, tu gdzie jest schronisko. Może mama ma rację i powinnam przygarnąć innego kota? przemknęło jej przez głowę, ale natychmiast odrzuciła ten pomysł. A jeśli Felek się kiedyś znajdzie? Co sobie pomyśli? Że go zdradziłam?

Już miała odejść, gdy przy bramie pojawiła się pracownica schroniska.

Pani do nas?

Natalia drgnęła.

Jeśli chce pani zwierzaka, chętnie pokażę koty. Można tylko popatrzeć, nie trzeba od razu adoptować. Może któryś pana urzeknie?

Nie chciała, ale nie umiała odmówić.

Tam jest Simon, dalej jest Bolek. Ładne, prawda?

Tak, piękne.

Nie wiedziała, czemu, ale tu, między zwierzakami, poczuła się lżej. Mało, ale jednak. Koty i psy patrzyły na nią z nadzieją, jakby leczyły jej duszę. Nawet pomyślała, że nie chce stąd szybko wychodzić.

A kto tam mieszka? wskazała najdalszy boksen.

Tam? Tam mamy kota-pustelnika, nikt do niego nie podchodzi. Jakoś nie lubi ludzi, przy karmieniu fuka i prycha. Pół roku temu trafił do nas w tragicznym stanie, wyleczyliśmy go, ale przez ten czas nie udało nam się go otworzyć.

Natalię coś zakłuło w sercu.

Mogę mogę go zobaczyć?

Proszę bardzo powiedziała pracownica.

Rudzielec usłyszawszy kroki, demonstracyjnie się odwrócił, by nikt mu się nie przyglądał.

To nasz pustelnik. Nigdy nie patrzy w oczy, jak ktoś podchodzi.

Natalia już jej nie słuchała. Wpatrywała się w kota i nie, nie wydawało jej się.

Felek? zapytała niepewnie. Felek, to ty?

Kot wolno odwrócił łeb i spojrzał na Natalię.

Nie, to tylko złudzenie

Felek! krzyknęła pewniej. Boże, żyjesz! Chodź do mnie, kochany. Poznajesz mnie, Felek?

Kot patrzył chwilę Przecież to pani! Poznał głos, oczy, zapach. Ale na razie nie podszedł.

Przecież mnie zostawiła! Ale chyba wróciła po mnie? Czyżby? Co na to kocia intuicja?

Intuicja szepnęła: Biegnij! I kot pobiegł. Do swojej pani.

Pracownica schroniska ledwo zdążyła otworzyć boksen, a oni już wtuleni, szczęśliwi jak nigdy.

Patrzyli na nich wszyscy ta dziewczyna, co tu pracuje, wszystkie zwierzaki, może nawet chmury i słońce. Bo w takie chwile nawet niebo się uśmiechnie.

I tak Natalia zabrała Felka do domu, obiecując pomagać schronisku zawsze, gdy będzie mogła.

Bo przecież kiedyś oni pomogli uratować jej kota.

*****

Po drodze do domu Felek mruczał na cały regulator i co chwilę opowiadał swoim miau! o tym strasznym dniu: Jak się wtedy przestraszyłem! Remont, łomot, pani nie było, więc pobiegłem szukać… No i wpakowałem się pod auto. Ale nareszcie mnie znalazłaś. Naprawdę już mnie nigdy nie zostawisz? zatrzymał się i spojrzał Natalii w oczy.

Nie zostawię cię, Felku. Już nigdy.

Rate article
Fajna Tajna
Nie ma już żadnej nadziei