Nie ma już z kim pogadać. Opowieść – Mamo, co Ty wygadujesz? Jak to nie masz z kim porozmawiać? Przecież dzwonię do Ciebie dwa razy dziennie – westchnęła zmęczona córka. – Nie o to chodzi, Świetusiu, naprawdę – Nina Antonina westchnęła smutno – po prostu nie mam już przyjaciół ani znajomych w swoim wieku. Takich z mojego czasu. – Mamo, nie opowiadaj bzdur! Przecież masz szkolną przyjaciółkę – Irenę. I ogólnie jesteś bardzo nowoczesna, wyglądasz na dużo młodszą. No mamo, czemu się tak zasmuciłaś? – córka była wyraźnie poruszona. – Przecież wiesz, że Irena ma astmę, przez telefon rozmawiać nie może, bo zaczyna kaszleć. A mieszka daleko, na drugim końcu miasta. W trójkę się przyjaźniłyśmy, pamiętasz. Ale Marzeny już dawno nie ma. Wczoraj przyszła do mnie na herbatę sąsiadka, pani Tania. Fajna kobieta, czasem wpada, przyniosła jeszcze świeże drożdżówki, piekła dla swoich. Opowiedziała o dzieciach, wnukach. Ona ma wnuki, choć jest ode mnie z piętnaście lat młodsza. Ale jej wspomnienia z dzieciństwa, ze szkoły… zupełnie inne. A mnie tak bardzo brakuje rozmów z rówieśnikami, takimi jak ja – Nina Antonina mówiła do córki, choć wiedziała, że ta jej nie zrozumie. Jest jeszcze młoda. Jej czas jeszcze trwa – za oknem. Jeszcze nie ciągnie jej do wspomnień. Świetusia jest wspaniała, troskliwa, nie o nią tu chodzi. – Mamo, mam bilety na koncert pieśni na wtorek, pamiętasz jak chciałaś pójść? No już, przestań się smucić, załóż tę swoją bordową sukienkę, wyglądasz w niej przepięknie! – Dobrze, Świetusiu, naprawdę wszystko dobrze, sama nie wiem co mnie naszło, dobranoc, zadzwonimy jutro. Idź spać wcześniej, bo ciągle się nie wysypiasz – Nina Antonina zmieniła temat. – Tak, mamo, pa, dobranoc – i Świetlana rozłączyła się. Nina Antonina patrzyła w ciszy przez okno na migoczące wieczorne światła… Klasa maturalna, też wiosna. Tyle planów. Jakby to było wczoraj. Jej przyjaciółce Irenie podobał się Sławek Malak z ich klasy. A Sławkowi podobała się ona, Nina. Dzwonił do niej wieczorami na stacjonarny telefon, zapraszał na spacery. Ale Nina widziała w nim tylko przyjaciela, nie chciała go zwodzić. Potem Sławek poszedł do wojska. Wrócił, ożenił się. Mieszkał w starym bloku Ireny. I jeszcze wtedy miał… stacjonarny numer. Numer… Nina Antonina wykręciła zapamiętany numer. Krótka cisza, potem ktoś odebrał. Słychać było szmery, a potem cichy męski głos: – Słucham, kto mówi? Może już za późno? Po co ja do niego dzwonię? Może Sławek już mnie nie pamięta, a może to nie on! – Dobry wieczór – głos Niny Antoniny zadrżał lekko ze zdenerwowania. W słuchawce znowu zaszumiało, aż nagle usłyszała zaskoczone: – Nina? To naprawdę ty? Jasne, że ty. Tego głosu nie zapomnę nigdy. Jak mnie znalazłaś? Ja tu przez przypadek… – Sławek, rozpoznałeś mnie! – Niny Antoniny aż zalała fala radosnych wspomnień. Dawno żaden człowiek nie powiedział do niej po imieniu, tylko „mama”, „babcia” albo „Nina Antonina”. Może jeszcze Irena. A zwykłe „Nina” zabrzmiało tak wiosennie, jakby tych wszystkich lat w ogóle nie było. – Nina, jak Ci się wiedzie? Ale się cieszę, że dzwonisz – te słowa sprawiły jej taką radość. Obawiała się, że jej nie pozna albo będzie to niestosowne. – A pamiętasz maturalną klasę? Jak my z Witkiem Wasiutą was z Irką woziłyśmy łódką po jeziorze? On od wioseł aż miał odciski na dłoniach! Potem lody na przystani… Muzyka grała – głos Sławka był cichy, zadumany. – Oj, pamiętam, pamiętam – Nina roześmiała się szczęśliwie – a naszą klasową wycieczkę z noclegiem w lesie? Jak konserwy nie mogłyśmy otworzyć, a takie byłyśmy głodne! – No jasne – podłapał jej śmiech Sławek – a Wasiek otworzył je wtedy, potem śpiewaliśmy przy ognisku piosenki na gitarze, pamiętasz? I wtedy postanowiłem się nauczyć na gitarze. – I co, nauczyłeś się? – w głosie Niny brzmiała młodość, tyle wspomnień wróciło. Sławek jakby przywracał ich wspólną przeszłość, przypominając coraz to nowe szczegóły. – A co u Ciebie? – zapytał w końcu Sławek i sam odpowiedział – chociaż co ja pytam, po głosie słychać, że jesteś szczęśliwa. Dzieci, wnuki? Piszesz dalej wiersze? Pamiętam! „Rozpłynąć się w nocy, i obudzić się rankiem!” Pełne życia! Zawsze byłaś jak słońce! Przy Tobie można ogrzać duszę, nie zmarznie się. Dobrze mają bliscy przy takiej mamie i babci – to prawdziwy skarb. – Oj tam, Sławek, zaraz skarb! Moje czasy już minęły, ja… Przerwał jej: – Przestań, od Ciebie tyle energii, aż mi się słuchawka rozgrzała! Żartuję. Nie wierzę, że straciłaś radość życia, to nie do Ciebie podobne. Twoje czasy jeszcze się nie skończyły. Tak, Nina, żyj i ciesz się. Słońce świeci dla Ciebie. I wiatr chmury po niebie goni dla Ciebie. I ptaki śpiewają dla Ciebie! – Sławek, Ty wiecznie romantyk, a co u Ciebie? Bo ja tylko o sobie… – ale w słuchawce coś zaszumiało, trzasnęło i się rozłączył. Nina Antonina posiedziała chwilę z telefonem w ręku. Chciała oddzwonić, ale uznała, że już za późno. Następnym razem. Jak dobrze im się rozmawiało, ile wspomnień wróciło… Nagle zadzwoniła wnuczka. – Tak, Dasieńko, nie śpię. Co mama mówiła? Nie, mam dobry nastrój. Z mamą idziemy na koncert. Wpadniesz jutro? Super, będę czekać, pa. W doskonałym nastroju Nina Antonina poszła spać. W głowie kłębiły się nowe plany! Zasypiając, układała w głowie kolejne strofy wierszy… Rano postanowiła odwiedzić Irenę. Kilka przystanków tramwajem, w końcu nie jest jeszcze taka stara. Irena ucieszyła się bardzo: – W końcu, ile można czekać! O, kupiłaś torcik morelowy? Mój ulubiony! No opowiadaj – Irena zakaszlała, przyłożyła dłoń do piersi, ale machnęła ręką: – Nic się nie dzieje, nowy inhalator, lepiej się czuję. Chodźmy na herbatę. Ninka, wyglądasz jakbyś odmłodniała. Dawaj, co się stało? – Sama nie wiem, chyba piąta młodość, wyobraź sobie – Nina zaczęła kroić ciasto – wczoraj zupełnie przypadkiem zadzwoniłam do Sławka Malaka. No wiesz, Twoja miłość z liceum? Zaczął wspominać, aż ja zapomniałam, ile tego było. Czemu milczysz, Irena, źle się czujesz? Irena zrobiła się blada, patrzyła na Ninę jak zaczarowana. I nagle wyszeptała: – Ninka, nie wiedziałaś, że Sławka nie ma już od roku? Mieszkał gdzie indziej, z tamtego bloku już dawno się wyprowadził. – Co Ty mówisz? Jak to? Przecież to był on, pamiętał wszystkie szczegóły naszej młodości! Przed rozmową miałam taki zły nastrój… A po rozmowie z nim zrozumiałam, że życie się toczy, że nie wszystko jeszcze za mną, że mam siły, mam ochotę na życie… Jak to możliwe? – Nina nie mogła uwierzyć, że Sławka już nie ma. – Ale przecież to był jego głos, słyszałam. Powiedział mi pięknie: „Słońce świeci dla Ciebie. I wiatr chmury po niebie goni dla Ciebie. I ptaki śpiewają dla Ciebie!” Irena pokręciła głową z niedowierzaniem. W końcu powiedziała: – Ninka, nie wiem jak to możliwe, ale to chyba naprawdę był on. To były jego słowa. On Cię kochał. Myślę, że chciał Cię… wesprzeć, stamtąd. I chyba mu się udało. Dawno nie widziałam Cię tak radosnej i pełnej energii. Kiedyś ktoś poskłada Twoje poobijane serce w całość. I przypomnisz sobie, że jesteś… po prostu szczęśliwa.

Mamo, co Ty mówisz? Jak to nie masz z kim pogadać? Przecież dzwonię do Ciebie dwa razy dziennie zmęczonym głosem odezwała się córka.

Ależ nie, Zuzanko, nie o to chodzi uśmiechnęła się smutno Nina Kowalska. Po prostu nie mam już znajomych w swoim wieku. Tych z mojego czasu.

No mamo, nie przesadzaj. Masz przecież swoją szkolną przyjaciółkę, Irenkę! I wiesz, jesteś bardzo nowoczesna i wyglądasz na dużo młodszą! No mamo, co Ty? córka pokręciła głową.

Przecież wiesz, że Irena ma astmę, nawet przez telefon trudno jej rozmawiać, od razu zaczyna kaszleć. No i mieszka daleko, na drugim końcu miasta. A przecież byłyśmy we trzy, pamiętasz jak opowiadałam. Tylko, że Marysi już dawno nie ma. Wczoraj przyszła na herbatę sąsiadka, pani Teresa. Dobra kobieta, wpada czasem pogadać. Przyniosła ciasto, piekła dla wnuków. Opowiedziała o dzieciach, o wnuczkach. Ona też już jest babcią, choć jest ode mnie sporo młodsza. Ale ona miała inne dzieciństwo, inne wspomnienia.

A mnie tak bardzo brakuje rozmów z kimś, kto pamięta te same czasy Nina mówiła do córki, ale wiedziała, że Zuza jej nie zrozumie. Jest młoda. Jej czas dopiero trwa, nie ma potrzeby rozpamiętywać przeszłości. Zuza jest wspaniała, opiekuńcza, problem nie w niej.

Mamo, kupiłam bilety na wtorek na wieczór z romansami. Przecież chciałaś pójść! I proszę, nie zamartwiaj się, załóż tę bordową sukienkę, wyglądasz w niej cudownie!

W porządku, Zuzanko, już dobrze, nie wiem co mnie naszło. Miłej nocy, pogadamy jutro. Spróbuj się wyspać, bo ostatnio jesteś bardzo zmęczona Nina zmieniła temat.

Dobrze, mamo, dobranoc córka rozłączyła się.

Nina spojrzała w okno, podziwiając migocące światła miasta…

Dziesiąta klasa, też była wiosna. Tyle planów. To przecież było tak niedawno. Jej przyjaciółce Irenie podobał się Sławek Malicki z ich klasy, a Sławkowi podobała się Nina. Dzwonił do niej wieczorem na stacjonarny i zapraszał na spacer. Ale Nina widziała w nim tylko kolegę, po co miała go złudnie pocieszać.

Potem Sławek poszedł na wojsko. Wrócił, ożenił się. Mieszkał później w starym domu Ireny. Miał wtedy numer stacjonarny… Numer… Nina wykręciła zapamiętany jeszcze numer. Sygnału od razu nie było, ale w końcu ktoś podniósł słuchawkę. Najpierw dało się słyszeć jakieś szmery, a potem cichy męski głos:

Halo? Słucham?

Może już za późno? Po co ja dzwoniłam? Może Sławek już mnie nie pamięta, albo to w ogóle nie on! Dobry wieczór głos Niny lekko drżał.

Znowu po drugiej stronie jakieś szmery, a nagle cichutko, z niedowierzaniem:

Nina? Naprawdę Ty? To na pewno Ty. Twojego głosu się nie zapomina. Jak mnie odnalazłaś? Ja tutaj też przez przypadek

Sławeczku, to Ty! Nagle go wspomnienia zalały falą radości. Nikt jej od lat nie nazywał po imieniu, tylko mama, babcia albo pani Nina. No może jeszcze Irena.

A zwykłe Nina zabrzmiało tak wiosennie jakby czas się cofnął.

Nina, co u Ciebie słychać? Tak się cieszę, że dzwonisz aż serce jej zabiło szybciej. Bała się, że jej nie pozna, albo będzie nie w porę.

Pamiętasz dziesiątą klasę? Jak my z Witkiem Wasilewskim was z Irenką na łódce przewoziliśmy? Witek miał od wioseł pęcherze, a potem jedliśmy lody nad Wisłą, grała wtedy muzyka głos Sławka był cichy, rozmarzony.

Jasne, że pamiętam Nina zaśmiała się szczęśliwie a nasza wycieczka do lasu z noclegiem? Jak nie mogliśmy otworzyć konserw, a tacy głodni byliśmy!

No pewnie! przyłączył się Sławek. Witek je otworzył, a potem śpiewaliśmy przy ognisku. Przez ciebie nauczyłem się grać na gitarze!

Naprawdę nauczyłeś się? Nina promieniała. Sławek przywoływał ich więzi, wszystko było żywe, tak jak dawniej.

Jak tam teraz u Ciebie? zaczął, ale sam zaraz odpowiedział. Ale co ja pytam po głosie słychać, że jesteś szczęśliwa. Dzieci masz? Wnuki? Pewnie tak. I dalej piszesz wiersze? Rozpłynąć się w nocy, by o świcie się odrodzić! pamiętam!

Zawsze byłaś jak słońce! Przy Tobie człowiek mógł ogrzać duszę. Twoi bliscy mają szczęście, że jesteś mamą i babcią taki skarb.

Daj spokój, Sławek, aż tyle mnie chwalisz! Moje czasy już minęły, ja…

Przerwał jej:

Nie mów tak, aż czuję, jak ta rozmowa mnie grzeje! Nie wierzę, że straciłaś radość z życia. Twoje czasy jeszcze nie minęły! Żyj i ciesz się, Nina. Słońce świeci dla Ciebie. Wiatr chmury nad Warszawą dla Ciebie goni. Ptaki śpiewają właśnie dla Ciebie!

Sławek, ty to zawsze byłeś marzycielem. Ale u Ciebie co słychać? Bo ja ciągle o sobie… lecz w słuchawce zaskrzypiało, coś stuknęło i połączenie zgasło.

Nina chwilę siedziała z telefonem w ręku. Chciała oddzwonić, ale było już późno. Może innym razem.

Jaka to była cudowna rozmowa, ile wspomnień wróciło Z rozmyślań wyrwał ją dzwonek. Wnuczka.

Tak, Marysiu, halo, nie śpię. Co mówiła mama? Nie, jestem w świetnym humorze. Z mamą idziemy na koncert. Wpadniesz jutro? Super, czekam na Ciebie, pa!

Nina w doskonałym nastroju położyła się spać. W głowie miała tyle planów! Przed snem układała własne wiersze

Rano Nina postanowiła odwiedzić Irenę. Kilka przystanków tramwajem. W końcu nie jest jeszcze taką starą babą.

Irena bardzo się ucieszyła:

No nareszcie! A kupiłaś dla mnie abrikotyn? Najlepsze ciasto! Opowiadaj, co się dzieje Irena się zakaszlała, ale zaraz wzruszyła ramionami. Nic mi nie będzie, lepszy inhalator mam. Chodź na herbatę. Ninko, jakaś taka odmłodzona jesteś. Co się święci?

Sama nie wiem, piąta młodość Nina odkroiła ciasto. Wczoraj zadzwoniłam przypadkiem do Sławka Malickiego. No tego, w którym się kochałaś w liceum? Tak wspominał dawne czasy, aż zapomniałam, że mi było smutno. Czemu milczysz, Irenko? Źle się czujesz?

Irena pobladła, patrzyła na Ninę z niedowierzaniem. Cicho wyszeptała:

Nina, Ty nie wiesz? Sławka już od roku nie ma Zmarł. I mieszkał gdzie indziej, dawno wyprowadził się z tego mieszkania.

Jak to? To z kim rozmawiałam? On pamiętał wszystkie szczegóły naszej młodości. Przed rozmową byłam przygnębiona, a potem zrozumiałam, że życie się nie kończy, wciąż mam siłę, chęć… To był jego głos, słyszałam! Powiedział: Słońce świeci dla ciebie, chmury płyną dla ciebie, ptaki śpiewają dla ciebie

Irena pokręciła głową, niepewna. Nagle powiedziała:

Nina, nie wiem, jak to możliwe, ale może naprawdę to był on. Tak mówił, takie miał serce. Sławek cię kochał, chciał cię wesprzeć Może to była wiadomość od niego, stamtąd. I wiesz co? Skutecznie, bo nie widziałam cię od lat takiej radosnej.

Kiedyś ktoś pozbiera twoje podniszczone serce do kupy. I przypomnisz sobie, że jesteś po prostu szczęśliwa.

Rate article
Fajna Tajna
Nie ma już z kim pogadać. Opowieść – Mamo, co Ty wygadujesz? Jak to nie masz z kim porozmawiać? Przecież dzwonię do Ciebie dwa razy dziennie – westchnęła zmęczona córka. – Nie o to chodzi, Świetusiu, naprawdę – Nina Antonina westchnęła smutno – po prostu nie mam już przyjaciół ani znajomych w swoim wieku. Takich z mojego czasu. – Mamo, nie opowiadaj bzdur! Przecież masz szkolną przyjaciółkę – Irenę. I ogólnie jesteś bardzo nowoczesna, wyglądasz na dużo młodszą. No mamo, czemu się tak zasmuciłaś? – córka była wyraźnie poruszona. – Przecież wiesz, że Irena ma astmę, przez telefon rozmawiać nie może, bo zaczyna kaszleć. A mieszka daleko, na drugim końcu miasta. W trójkę się przyjaźniłyśmy, pamiętasz. Ale Marzeny już dawno nie ma. Wczoraj przyszła do mnie na herbatę sąsiadka, pani Tania. Fajna kobieta, czasem wpada, przyniosła jeszcze świeże drożdżówki, piekła dla swoich. Opowiedziała o dzieciach, wnukach. Ona ma wnuki, choć jest ode mnie z piętnaście lat młodsza. Ale jej wspomnienia z dzieciństwa, ze szkoły… zupełnie inne. A mnie tak bardzo brakuje rozmów z rówieśnikami, takimi jak ja – Nina Antonina mówiła do córki, choć wiedziała, że ta jej nie zrozumie. Jest jeszcze młoda. Jej czas jeszcze trwa – za oknem. Jeszcze nie ciągnie jej do wspomnień. Świetusia jest wspaniała, troskliwa, nie o nią tu chodzi. – Mamo, mam bilety na koncert pieśni na wtorek, pamiętasz jak chciałaś pójść? No już, przestań się smucić, załóż tę swoją bordową sukienkę, wyglądasz w niej przepięknie! – Dobrze, Świetusiu, naprawdę wszystko dobrze, sama nie wiem co mnie naszło, dobranoc, zadzwonimy jutro. Idź spać wcześniej, bo ciągle się nie wysypiasz – Nina Antonina zmieniła temat. – Tak, mamo, pa, dobranoc – i Świetlana rozłączyła się. Nina Antonina patrzyła w ciszy przez okno na migoczące wieczorne światła… Klasa maturalna, też wiosna. Tyle planów. Jakby to było wczoraj. Jej przyjaciółce Irenie podobał się Sławek Malak z ich klasy. A Sławkowi podobała się ona, Nina. Dzwonił do niej wieczorami na stacjonarny telefon, zapraszał na spacery. Ale Nina widziała w nim tylko przyjaciela, nie chciała go zwodzić. Potem Sławek poszedł do wojska. Wrócił, ożenił się. Mieszkał w starym bloku Ireny. I jeszcze wtedy miał… stacjonarny numer. Numer… Nina Antonina wykręciła zapamiętany numer. Krótka cisza, potem ktoś odebrał. Słychać było szmery, a potem cichy męski głos: – Słucham, kto mówi? Może już za późno? Po co ja do niego dzwonię? Może Sławek już mnie nie pamięta, a może to nie on! – Dobry wieczór – głos Niny Antoniny zadrżał lekko ze zdenerwowania. W słuchawce znowu zaszumiało, aż nagle usłyszała zaskoczone: – Nina? To naprawdę ty? Jasne, że ty. Tego głosu nie zapomnę nigdy. Jak mnie znalazłaś? Ja tu przez przypadek… – Sławek, rozpoznałeś mnie! – Niny Antoniny aż zalała fala radosnych wspomnień. Dawno żaden człowiek nie powiedział do niej po imieniu, tylko „mama”, „babcia” albo „Nina Antonina”. Może jeszcze Irena. A zwykłe „Nina” zabrzmiało tak wiosennie, jakby tych wszystkich lat w ogóle nie było. – Nina, jak Ci się wiedzie? Ale się cieszę, że dzwonisz – te słowa sprawiły jej taką radość. Obawiała się, że jej nie pozna albo będzie to niestosowne. – A pamiętasz maturalną klasę? Jak my z Witkiem Wasiutą was z Irką woziłyśmy łódką po jeziorze? On od wioseł aż miał odciski na dłoniach! Potem lody na przystani… Muzyka grała – głos Sławka był cichy, zadumany. – Oj, pamiętam, pamiętam – Nina roześmiała się szczęśliwie – a naszą klasową wycieczkę z noclegiem w lesie? Jak konserwy nie mogłyśmy otworzyć, a takie byłyśmy głodne! – No jasne – podłapał jej śmiech Sławek – a Wasiek otworzył je wtedy, potem śpiewaliśmy przy ognisku piosenki na gitarze, pamiętasz? I wtedy postanowiłem się nauczyć na gitarze. – I co, nauczyłeś się? – w głosie Niny brzmiała młodość, tyle wspomnień wróciło. Sławek jakby przywracał ich wspólną przeszłość, przypominając coraz to nowe szczegóły. – A co u Ciebie? – zapytał w końcu Sławek i sam odpowiedział – chociaż co ja pytam, po głosie słychać, że jesteś szczęśliwa. Dzieci, wnuki? Piszesz dalej wiersze? Pamiętam! „Rozpłynąć się w nocy, i obudzić się rankiem!” Pełne życia! Zawsze byłaś jak słońce! Przy Tobie można ogrzać duszę, nie zmarznie się. Dobrze mają bliscy przy takiej mamie i babci – to prawdziwy skarb. – Oj tam, Sławek, zaraz skarb! Moje czasy już minęły, ja… Przerwał jej: – Przestań, od Ciebie tyle energii, aż mi się słuchawka rozgrzała! Żartuję. Nie wierzę, że straciłaś radość życia, to nie do Ciebie podobne. Twoje czasy jeszcze się nie skończyły. Tak, Nina, żyj i ciesz się. Słońce świeci dla Ciebie. I wiatr chmury po niebie goni dla Ciebie. I ptaki śpiewają dla Ciebie! – Sławek, Ty wiecznie romantyk, a co u Ciebie? Bo ja tylko o sobie… – ale w słuchawce coś zaszumiało, trzasnęło i się rozłączył. Nina Antonina posiedziała chwilę z telefonem w ręku. Chciała oddzwonić, ale uznała, że już za późno. Następnym razem. Jak dobrze im się rozmawiało, ile wspomnień wróciło… Nagle zadzwoniła wnuczka. – Tak, Dasieńko, nie śpię. Co mama mówiła? Nie, mam dobry nastrój. Z mamą idziemy na koncert. Wpadniesz jutro? Super, będę czekać, pa. W doskonałym nastroju Nina Antonina poszła spać. W głowie kłębiły się nowe plany! Zasypiając, układała w głowie kolejne strofy wierszy… Rano postanowiła odwiedzić Irenę. Kilka przystanków tramwajem, w końcu nie jest jeszcze taka stara. Irena ucieszyła się bardzo: – W końcu, ile można czekać! O, kupiłaś torcik morelowy? Mój ulubiony! No opowiadaj – Irena zakaszlała, przyłożyła dłoń do piersi, ale machnęła ręką: – Nic się nie dzieje, nowy inhalator, lepiej się czuję. Chodźmy na herbatę. Ninka, wyglądasz jakbyś odmłodniała. Dawaj, co się stało? – Sama nie wiem, chyba piąta młodość, wyobraź sobie – Nina zaczęła kroić ciasto – wczoraj zupełnie przypadkiem zadzwoniłam do Sławka Malaka. No wiesz, Twoja miłość z liceum? Zaczął wspominać, aż ja zapomniałam, ile tego było. Czemu milczysz, Irena, źle się czujesz? Irena zrobiła się blada, patrzyła na Ninę jak zaczarowana. I nagle wyszeptała: – Ninka, nie wiedziałaś, że Sławka nie ma już od roku? Mieszkał gdzie indziej, z tamtego bloku już dawno się wyprowadził. – Co Ty mówisz? Jak to? Przecież to był on, pamiętał wszystkie szczegóły naszej młodości! Przed rozmową miałam taki zły nastrój… A po rozmowie z nim zrozumiałam, że życie się toczy, że nie wszystko jeszcze za mną, że mam siły, mam ochotę na życie… Jak to możliwe? – Nina nie mogła uwierzyć, że Sławka już nie ma. – Ale przecież to był jego głos, słyszałam. Powiedział mi pięknie: „Słońce świeci dla Ciebie. I wiatr chmury po niebie goni dla Ciebie. I ptaki śpiewają dla Ciebie!” Irena pokręciła głową z niedowierzaniem. W końcu powiedziała: – Ninka, nie wiem jak to możliwe, ale to chyba naprawdę był on. To były jego słowa. On Cię kochał. Myślę, że chciał Cię… wesprzeć, stamtąd. I chyba mu się udało. Dawno nie widziałam Cię tak radosnej i pełnej energii. Kiedyś ktoś poskłada Twoje poobijane serce w całość. I przypomnisz sobie, że jesteś… po prostu szczęśliwa.