Nie ma dla niej równej

**Dziennik Kseni**

Matka tylko ciężko westchnęła, patrząc na swoją piękną córkę. Wanda nie potrafiła przekonać Kasi, że nie warto całego życia czekać na księcia z bajki. To się nie zdarzy.

Kasieńko, żyjesz jak w marzeniach mówiła cicho. Wokół ciebie tylu porządnych chłopaków. Twój kolega z klasy, Wojtek z Darkiem, to dobre chłopaki, kręcą się koło ciebie jak muchy. Dlaczego nie wyjdziesz z nimi na spacer, gdy przychodzą pod dom? Porozmawiałabyś, może zrozumiałabyś, że zwykli chłopcy też mają dobre serca.

Mamo, nie potrzebuję dobrego serca odpowiadała Kasia, wyprostowana jak struna. Potrzebuję, żeby był przystojny, a w naszej wsi takich nie ma. Spójrz na mnie! Czy jest tu choć jeden, który byłby mnie wart?

Matka tylko potrząsała głową.

Córeczko, nie ważne, jak się urodziłaś, ważne, jak życie przeżyjesz. Od wieków tak mówią i życie to potwierdza.

Kasia słyszała to od dziecka, ale nigdy się nad tym nie zastanawiała. Im była starsza, tym bardziej wierzyła, że piękni ludzie zawsze są szczęśliwi. Od malucha słyszała zachwyty: Ach, jaka śliczna dziewczynka! Te oczka, ten uśmiech!. Uśmiechała się, brała cukierka, bo nigdy nie odmawiała.

W przedszkolu zawsze grała księżniczkę, w szkole koleżanki zazdrościły jej urody. Nie rozumiała, że ten zachwyt może ją zgubić. Wanda często o tym myślała, ale córka, pewna swojej wartości, chciała u boku tylko przystojniaka. A ci, którzy kręcili się wokół niej, widzieli tylko jej szyderczy uśmieszek.

Czy oni naprawdę nie widzą, kim ja jestem, a kim oni? myślała.

Wanda tłumaczyła córce, że przystojni faceci rzadko są dobrymi mężami. Ale Kasia wierzyła w coś przeciwnego. W szkole szło jej średnio, skończyła tylko technikum. Tam też nie znalazła odpowiedniego kandydata.

Mamo, nie potrzebuję zwykłych Wojtków i Darków. Poczekam na swoje szczęście mówiła, gdy matka zaczynała temat zamążpójścia.

Chłopaków wokół niej nie brakowało. Po szkole pracowała w urzędzie gminy, ale z czasem miejscowi zrozumieli, że Kasia jest nieosiągalna, i odpuścili. Koleżanki wyszły za mąż, urodziły dzieci, a ona wciąż sama.

Jadę do powiatu. Tu nie ma dla mnie przyszłości oznajmiła pewnego dnia Wandzie. Tam znajdę szczęście. Ci wiejscy chłopcy to nie dla mnie.

Matka już nie protestowała. Zmęczyło ją tłumaczenie, że czas ucieka. Przez lata słuchała, jak znajome chwalą się wnukami, a ona nie miała nawet co powiedzieć o córce.

Kasia skończyła trzydzieści lat, a wciąż była sama. W końcu dostała pracę w solidnej firmie. I poznała dyrektora, Jacka. Takiego zawsze sobie wyobrażała elegancki, pewny siebie, z idealnymi rysami twarzy i charakterystycznym uśmiechem.

Jacek był żonaty, miał dzieci, ale to nie miało znaczenia. Ona chciała tylko pięknego dziecka, takiego jak ona sama. Uwodzenie dyrektora nie sprawiło jej trudności. Od pierwszego wejrzenia był pod wrażeniem.

Kasiu, nigdy nie spotkałem tak pięknej kobiety wyznał podczas kolacji. Szkoda, że nie poznaliśmy się wcześniej. Nie zostawię rodziny, ale chciałbym, żebyśmy się spotykali.

Jacku, nie róbmy dramatu odparła. To tylko zabawa, nie będę cię zmuszać do rozwodu.

Wkrótce zaszła w ciążę. Jacek pomagał jej finansowo, a ona była szczęśliwa. Całe swoje serce oddała synowi, Mateuszkowi. Teraz tylko w nim widziała sens.

Mateusz wyrósł na przystojnego i bystrego chłopaka. Zawsze pierwszy w szkole, w sporcie, na olimpiadach. Kasia była z niego dumna. On też wiedział, że jest atrakcyjny, ale nie zwracał uwagi na dziewczyny, które się w nim podkochiwały.

Czyżby poszedł w moje ślady? martwiła się Kasia. Tylko niech nie powtórzy mojego błędu.

Ale nie odważyła się z nim porozmawiać. Mateusz skończył studia, dostał dobrą pracę, awansował. Gdy miał prawie trzydzieści lat, zadzwonił:

Mamo, zakochałem się. Przyjeżdżamy z Anią. To ta jedyna.

Kasia ucieszyła się. W końcu! Nakryła stół, przygotowała szampana.

Mamo, to Ania przedstawił ją Mateusz.

Uśmiech Kasi zgasł. Ania była sympatyczna, ale zwyczajna. Żadna piękność.

Witaj, miło cię poznać powiedziała cicho. Mateusz dużo o tobie opowiadał.

Przy stole Kasia milczała. Była rozczarowana. Gdy wyjeżdżali, Ania wyszła pierwsza, żeby zostawić ich samych.

Mateuszu, twój wybór mnie zawiódł powiedziała Kasia. Tyle ładnych dziewczyn, a ty wybrałeś taką przeciętną.

Mamo, kocham Anię. Jest dobra, mądra i to dla mnie najważniejsze.

Spójrz na siebie i na nią!

Nie, mamo. Kocham ją i to się nie zmieni.

Kasia zrozumiała, że nie przekona syna.

Ania urodziła córeczkę. Z czasem rozkwitła, awansowała w pracy. Żyli szczęśliwie, kochali się i swoją dziewczynkę.

Kasia wciąż uważała, że synowa nie jest godna Mateusza. Ania to wiedziała, ale Mateusz ją pocieszał:

Nie przejmuj się. Ważne, że jesteśmy razem.

Minęły lata. Wnuczka dorosła, wyszła za mąż. Kasia się zestarzała, zdrowie zaczęło szwankować. Trafiła do szpitala. Kiedy lekarz powiedział Mateuszowi, że nie może już mieszkać sama, Ania bez wahania zaproponowała:

Zabierzmy ją do nas.

Przeprowadziła się do nich. Ania opiekowała się nią, choć Kasia bywała opryskliwa. Z czasem jednak pogodziła się z opieką synowej. Pewnego dnia, gdy była bardziej przytomna, popatrzyła na Anię i wyszeptała:

Wybacz mi, córeczko.

Ania przytuliła ją.

Wszystko w porządku. Kochamy cię.

Tej nocy Kasia odeszła. Na jej twarzy malował się lekki uśmiech.

Rate article
Fajna Tajna
Nie ma dla niej równej