Nie da się oddychać
Wiktoria powoli przekręciła klucz w zamku i ostrożnie weszła do mieszkania. Choć starała się zamknąć drzwi cicho, zamek i tak głośno kliknął. Nie zapalając światła, rozebrała się, na palcach podeszła do drzwi swojego pokoju… Nagle rozległ się trzask włącznika, który w ciszy mieszkania zabrzmiał jak wystrzał.
– Wiktoria, gdzie byłaś? Dlaczego tak późno? Dzwoniłam do Kingi. Okłamałaś mnie – usłyszała głos mamy.
Dziewczyna zastygła w miejscu, głośno westchnęła i odwróciła się w stronę matki.
– A ty czemu nie śpisz? – odparła.
– Jak mam spać, gdy ciebie nie ma w domu? Martwiłam się – mama patrzyła na córkę z niepokojem.
– Jestem już dorosła, mamo, przestań mnie pilnować – powiedziała Wiktoria niechętnie.
– Tak, tak, dorosła… – Mama machnęła ręką i wróciła do swojego pokoju, ale drzwi zostawiła otwarte.
Wiktoria zawahała się i poszła za nią. Usiadła obok na kanapie.
– Mamo, przepraszam. Zupełnie zapomniałam o czasie.
Mama wyglądała na zmęczoną i bladą. Ostre światło lampy uwypukliło zmarszczki i sińce pod jej oczami, w których tkwiła cicha wymówka.
– Nie byłam sama. Z Krzysztofem. Poszliśmy do kina, potem na spacer. Nie martw się o mnie.
– Z Krzysztofem?
– Tak. Poznałam go dwa tygodnie temu. Jest taki… interesujący, tyle rzeczy wie. – Na ustach Wiktorii pojawił się uśmiech, wzrok stał się zamglony. Przytuliła się mocniej do matki, opierając głowę na jej ramieniu.
– Czyli ostatnim razem też byłaś z nim, a nie u Kingi?
– Przepraszam.
– Rozumiem, ale dlaczego od razu nie powiedziałaś, nie uprzedziłaś? On też studiuje? Będziecie razem na uczelni?
– On już skończył studia, pracuje – odparła Wiktoria szybko.
– Więc jest starszy od ciebie? O rany, córeczko… – westchnęła mama, a Wiktoria uniosła głowę, gotowa do obrony, ale mama ją uprzedziła. – Poznasz mnie z nim?
– Oczywiście. Spodoba ci się.
– Nawet nie zauważyłam, kiedy tak urośliście. – Mama spojrzała na córkę ze smutkiem. – Już późno, idź spać.
– Dobranoc, mamo. – Wiktoria pocałowała ją w policzek i wyszła do swojego pokoju.
Rozebrała się, wśliznęła pod kołdrę i wpatrywała się w sufit, przypominając sobie każde słowo, każdy pocałunek, marząc…
Gdy się obudziła, mama już wyszła do pracy. Wiktoria umyła się, zjadła zostawione przez mamę śniadanie i sięgnęła po telefon.
– Cześć, już w pracy? – zapytała wesoło.
– Tak – odpowiedział Krzysztof, ale jego głos był ostry.
– Przeszkadzam? – Wiktoria zaniepokoiła się, słysząc, jak brzmi obojętnie.
– Tak. Oddzwonię później. – Rozłączył się.
– „Wam”? – Wiktoria bezmyślnie wpatrywała się w ekran, aż zgasł.
„Na pewno ktoś jest obok”, pomyślała i zaczęła czekać, aż Krzysztof oddzwoni. Spróbowała czytać, ale słowa nie docierały do niej. Odłożyła książkę. W telewizji nic nie było ciekawego. Zadzwoniła do Kingi i zaproponowała spacer.
Przyjaciółki jadły lody, a Wiktoria chwaliła się, że jest zakochana, gdy zadzwonił Krzysztof.
– Przepraszam, Bocianko, po prostu zadzwoniłaś w niezbyt dobrym momencie. Byłem mocno zajęty”W końcu zrozumiała, że czas leczy rany, a szczęście można odnaleźć nawet po najcięższej burzy.”



