**Dziennik, 15 maja 2024**
Nie jesteś mi żoną: przecież nie byliśmy w urzędzie stanu cywilnego, prawda?
Jaką ja ci jestem żoną? Chodziliśmy do USC? Mamy pieczątki w dowodach? Włożyłeś mi pierścionek na palec?
Jadwiga spuściła wzrok. Marzyła o tym od lat, ale czas płynął, a ich życie toczyło się bez formalności.
Nie! Nie! I jeszcze raz nie! warknął Marek. Jesteś dla mnie nikim! Skąd ci przyszło do głowy, żeby nazywać się moją żoną?
Marku, nie milcz, porozmawiaj ze mną! błagała, dotykając jego dłoni.
Masz coś jeszcze do powiedzenia? odsunął się. I tak już powiedziałaś za dużo!
Ale ja nic nie powiedziałam mamrotała Jadwiga.
Zapamiętaj raz na zawsze: milczenie jest złotem! Zwłaszcza dla ciebie! demonstracyjnie odwrócił się do okna.
Przestań się dąsać, kochanie! przysunęła się bliżej.
Lepiej byś język za zębami trzymała! Marek wzniósł ręce. Skąd wy, kobiety, macie ten talent, żeby jednym zdaniem wszystko zrujnować? W szkole was uczą, jak doprowadzać faceta do zawału?
Jadwiga uznała, że jest obrażony z powodu porannej kłótni: Marek stłukł dwie filiżanki swoją i jej.
Jak można tak nie uważać? gotowała się. Inni mają normalne ręce, a ty jak słoń w składzie porcelany! Swoją rozbiłeś no cóż, ale po co tykałeś moją? Specjalnie, żeby nie zostało nam nic ukochanego?
Zwykła domowa sprzeczka. Takie rzeczy się olewa. Ale Marek, naburmuszony, poszedł do pracy, a wróciwszy, cały wieczór zachowywał lodowate milczenie. Ignorował ją, nie przyszedł na kolację, chociaż wołała go trzy razy. Czas było się pogodzić.
Daj spokój, w sobotę kupimy nowe filiżanki w Desie! A co do rąk no, poćwiczysz!
O jakich filiżankach mówisz?! Marek błysnął oczami. W ogóle rozumiesz, co narobiłaś swoim gadaniem?
Mogę przeprosić zbiła się z tropu Jadwiga. Nie gniewaj się!
Przeprosić? wybuchnął histerycznym śmiechem. Gdyby twoje słowa dało się wymazać przepraszam, byłbym teraz w siódmym niebie! A tak po prostu mnie dobiłaś!
Boże, co ja takiego powiedziałam? w końcu dotarło do niej, że nie chodzi o naczynia.
A kto dziś oświadczył mojej szefowej, że rozmawia z żoną Marka?! trząsł się z wściekłości.
Byłeś pod prysznicem, telefon dzwonił zaczęła jąkać. Odebrałam, powiedziałam, żeby poczekała. Spytała, kim jestem. No to powiedziałam, że żoną. A gdy podałam słuchawkę już się rozłączyła. Co w tym złego?
Ty jeszcze pytasz?! Marek zaczerwienił się, żyła na skroni mu zatańczyła. Jaką ty mi jesteś żoną? Byliśmy w USC? Mamy pieczątki? Dałeś mi pierścionek?
Jadwiga przełknęła ślinę. Marzyła o tym, ale
Nie! Nie! I nie! wrzeszczał. Jesteś nikim! Z jakiej racji uważasz się za żonę?
***
I długo ten cyrk ma trwać? uśmiechnęła się Krystyna Stanisławówna.
Mamo Jadwiga zmarszczyła brwi. Teraz inne czasy. Tobie oceniać? Po tacie sama się z różnymi wiłaś!
Nie kłam na matkę! zachowała uśmiech. W moim wieku plotki się nie imają. A ty młoda pomyśl o przyszłości!
Mamo, pięćdziesiąt pięć to nie starość! Ciebie jeszcze może ktoś wziąć za żonę!
Znajdzie się porządny facet czemu nie? poprawiła siwe pasemka. Póki co, surrogatami się zadowalam.
No ty masz pomysły! parsknęła Jadwiga.
Wtedy matka zrobiła się poważna:
Jadziu, rozumiem: teraz wielu żyje na kocią łapę, dzieci rodzą. Ale prawnie to konkubinat. Zero gwarancji!
Jeśli jest miłość, gwarancje nie są potrzebne.
Miłość minie zostanie pustka. A oficjalny mąż choć alimenty, choć część majątku. A tak nawet przez sąd nic nie wyciągniesz!
Z Markiem jest świetnie! Sześć lat razem. Po co nam pieczątka? Zarabiamy tyle samo.
Nieprzekonujące! pogroziła palcem. Nawet żartami go podpuszczaj! Mów mężuś, żartuj o żoneczce. Niech się przyzwyczaja. Potem pod baldachim!
A jeśli go wystraszę? Jadwiga pokręciła głową. Szczęście jest kruche nie kus losu!
Twoje życie westchnęła Krystyna Stanisławówna. Ale pamiętaj: odpowiedzialność to oznaka dojrzałości. A u was same nieporozumienia.
***
Rady matki utkwiły jej w głowie. Małżeństwo to polisa dla kobiety. Przyjaciółka Ewa też naciskała:
Wyobraź sobie: weźmiecie kredyt. Wpiszą na Marka. A jeśli się rozstaniecie?
Jesteś pesymistką!
Powiedzmy, zechce mieszkanie siostrzeńcowi podarować. Nawet nie pisniesz! Sąd bez ślubu strata nerwów.
Zbiorę paragony, znajdę świadków!
Albo Ewa uśmiechnęła się chytrze, po prostu się z nim ożeń.
Mama też radziła drażnić go mężusiem. Przyzwyczajać powoli.
No to działaj!
***
Jadwiga zaczęła nazywać Marka mężem przy każdej okazji. Z początku się śmiał, ale z czasem przywykł. I ona uwierzyła w tę grę aż do dnia, gdy powiedziała jego szefowej to pamiętne: To jego żona.
***
Jest



