Nie chciała, ale zrobiła to
Kaśka nigdy nie potrafiła palić, a jednak była przekonana, że pomaga jej to uspokoić nerwy. Stała przed swoim domem na wsi i patrzyła na polską brukowaną ulicę, a jej myśli były ciężkie, ponure, pełne niepokoju. Ostatnio, życie Kaśki skomplikowało się na dobre.
Mieszkała sama w domu po zmarłej babci, rodzice żyli w sąsiedniej wiosce, siedem kilometrów dalej. Zamarzyła jej się własna przestrzeń i niezależność w końcu miała już dwadzieścia trzy lata. Pracowała na poczcie.
Kaśka nie wytrzymała do końca papierosa zgasiła go i wyrzuciła.
Nie lubię tego palenia, jak Zosia nieustannie pyka jednego za drugim. To ona mi poradziła, mówiła, że to pomaga na nerwy, ale jakoś wątpię… kręciło się jej w głowie.
W tym momencie, obok jej domu przejeżdżał nowy dzielnicowy, Antoni, przeniesiony z sąsiedniego powiatu. Kaśka wiedziała o nim od koleżanek z poczty. Odprowadziła wzrokiem jego samochód i wróciła do domu zaczynało się ściemniać, a dziś czekało ją ważne i niebezpieczne zadanie…
Poprzedniego dnia, w urzędzie pocztowym nie było tłumów, ale od czasu do czasu zaglądali ludzie ze wsi.
Jutro tu będzie tłok rzuciła z przekąsem pani Halina dzisiaj cisza przed wypłatami emerytur.
Pani Halina pracowała na poczcie od młodości, ludzie we wsi już nie pamiętali czasów bez niej, a ona podkreślała:
Trzydzieści lat już tu siedzę, wszyscy mnie znają, a trudno mi sobie wyobrazić, gdzie indziej bym pracowała.
Ech, ciociu Halino śmiała się młoda Zosia moja mama ciągle powtarza, że bez Ciebie ta poczta by nie działała. Wszystko się tu na Tobie trzyma.
No już bez przesady uśmiechnęła się pani Halina święte miejsce długo pustym nie będzie, jeszcze mnie zastąpią, jak na emeryturę pójdę…
Dzień dobry weszła do środka Marysia, kobieta dobrze zbudowana, lat czterdzieści dwa. Uf, gorąco dzisiaj. A ja po coś sąsiadka, pani Basia, prosiła, żebym złożyła prenumeratę na jej ulubiony magazyn. Uwielbia czytać, a my jutro z rana wyjeżdżamy nad polskie morze, aż do Gdańska… Babcia się boi, że jej się prenumerata skończy i nie będzie miała czego czytać. Żal mi jej, rzadko wychodzi, więc dużo czyta, czas jej tak szybciej leci.
Ojej, Marysiu, nie boisz się tyle jechać, jeszcze z całą rodziną, dziwiła się pani Halina Bałtyk może i zimny, ale na słońcu odpoczniecie, powiedziała takim tonem, jakby sama niedawno z wakacji wróciła.
Ja się nie boję. Pierwszego dnia wrzucam zdjęcia na Facebooka, mam nowy kostium kąpielowy obiecała Marysia i wyszła.
Ile trzeba kasy, żeby z całą rodziną pojechać nad Bałtyk wywróciła oczami Zosia.
Mają pieniądze, jej mąż Andrzej gospodaruje na ojcowiźnie, pewnym tonem powiedziała pani Halina.
Kaśka siedziała cicho przy ścianie, patrzyła w monitor i dokładnie wszystko słyszała i obserwowała. Rozmyślała…
Chwilę potem do poczty wszedł dzielnicowy Antoni i przywitał się żywiołowo:
Dzień dobry, chyba powinien do mnie przyjść jakiś list, może sprawdzicie? zwrócił się do Zosi, ale nagle zobaczył Kaśkę i wpatrzył się w nią.
Nie wiedziałem, że tu takie piękne dziewczyny pracują… tylko taka smutna.
Pani Halina zauważyła jego spojrzenie.
Aaa, Kaśka. Ostatnio pochowała narzeczonego.
Rozumiem powiedział Antoni, a Zosia odpowiedziała, że na razie nic dla niego nie ma.
Trzy tygodnie temu Kaśka straciła narzeczonego, Tomka. Znaleźli go zamordowanego w mieście na obrzeżach. Plotka głosiła, że był hazardzistą grywał po kryjomu w nielegalnym klubie. Kaśka nic nie wiedziała. Policja nikogo nie znalazła, ale pewnego późnego wieczora przyjechali do niej dwaj młodzi chłopacy z miasta. Pamiętała ich z towarzystwa Tomka.
Twój narzeczony był nam winien sporo pieniędzy.
Ale on przecież nie żyje, przestraszyła się Kaśka.
Długi jednak nie giną. Ty je spłacisz, jeden z nich, Marek, podał olbrzymią kwotę: trzydzieści tysięcy złotych.
Skąd ja mam wziąć takie pieniądze?
To Twój problem. Poza tym znamy dobrze tutejszych ludzi, są tu we wsi bogacze, myśl.
Ja nie wiem, kto tu jest bogaty…
Nie zgrywaj się, na poczcie pracujesz, wszystko widzisz i wiesz rzekł twardo Marek nam są potrzebne pieniądze. Za dwa tygodnie przyjedziemy po kasę. Jak po pójdziesz na policję, nie przeżyjesz. To dla Ciebie wytrychy otworzysz każdy zamek, dorzucił chłodno.
Gdy wyszli z jej domu, szybko zamknęła drzwi. Serce jej waliło, cisza była w środku, za oknem ciemność. Po dobie Kaśka podjęła decyzję: w nocy spróbuje włamać się do domu Marysi. Wyjechali na urlop. Wiedziała, że psów we dworze nie mają, tylko brama zamknięta. Nie przeszkadzało jej to, przeskoczyła płot.
Kaśka nie była pewna jak się dostanie do środka, ale tak jak mówił Marek, spróbowała wytrychy, udało się. Serce jej biło jak szalone weszła w nie swoją rolę, myślała o tym, że stała się taka jak ci, którzy zmusili ją do złego.
Długo szukała pieniędzy. Pokój był jasny od światła latarni zza płotu.
Boże, co ja robię… mówiła do siebie. Żyć przecież chcę… Coś Ty narobił, Tomek Leżysz, a ja mam za Ciebie cierpieć, jeszcze łamać prawo.
Chciała zgłosić się na policję, ale się bała Marek był straszny, bezwzględny… Znalazła tylko piętnaście tysięcy złotych, w szufladzie komody złoty pierścionek Marysi i bransoletkę. Na stole zauważyła laptop też wrzuciła go do swojej torby.
Wróciła na pocztę, potem skierowała się do pobliskiej stołówki.
Wyszła z domu Marysi równie cicho, torbę zarzuciła na ramię, rozglądała się nigdzie nie paliło się światło, jedynie w oddali szczekały psy. Nikogo nie było, więc nikt nie widział, co się stało. Trzęsła się cała ze strachu.
W domu wcisnęła torbę do starej skrzyni babci, w przyległej komórce pod stertę szmat. Tej nocy nie spała, tylko rzucała się z boku na bok. Na pocztę poszła z migreną. Około południa wyskoczyła i skierowała się do stołówki w centrum.
Dzień dobry, zagadnął ją Antoni. Zadrżała. Uśmiechnął się: Nie bój się, też idę na obiad, tylko się mijamy.
Dzień dobry, powiedziała cicho, zastanawiając się gorączkowo: Czy on już wszystko wie? Czekał tu na mnie?
Czekałem na Ciebie, zażartował dzielnicowy.
Spojrzała mu w oczy rozpromienione, uspokoiła się. Szybko polubili się, od tego dnia zawsze jedli razem. Czasem wieczorami odprowadzał ją do domu, a potem u niej nocował.
Plotki szybko rozeszły się po okolicznych domach.
Patrzcie, Kaśka zagarnęła dzielnicowego! burczała Tamara. Mój Andrzej cały czas był nim zainteresowany, a ta się z nim zabawiła!
Daj spokój, widać, że Antoni sam się zakochał, broniła Kaśki Hanka.
Naprawdę szybko się zakochali, była między nimi chemia, choć niektórzy kręcili nosem.
Jeszcze nie ostygł narzeczony w grobie, a ona już nowego znalazła.
Ma przecież prawo do szczęścia, nie może całe życie cierpieć, stając w jej obronie inni.
Kaśka była coraz bardziej niespokojna. Zbliżał się termin, gdy Marek z kolegą mieli pojawić się po pieniądze. Bała się o Antoniego. Chciała mu wyznać prawdę, a czas nieubłaganie płynął. Dwa dni przed umówionym spotkaniem nie wytrzymała.
Antoni, muszę Ci coś wyznać… zaczęła Kaśka, a on wybuchnął śmiechem.
Wiem, ja też za Tobą szaleję…
Nie o tym mówię…
Antoni słuchał uważnie, spoważniał. Nie wierzył, że taka delikatna, piękna dziewczyna zdobyła się na coś takiego. Ale rozumiał, że była zastraszona.
No, pięknie, Kaśka. Teraz musisz się z tym zmierzyć. Gdzie schowałaś te rzeczy? Jak mogłaś, przecież mogłaś od razu do mnie przyjść
Wyciągnęła torbę i oddała mu wszystko. Rozmawiali długo, obiecywał pomoc. Po dwóch dniach późną nocą ktoś zapukał do jej drzwi. Ze strachem otworzyła Marek z kolegą. Zażądali dług.
Nie mam pieniędzy, ale coś wymyślę, tylko dajcie mi jeszcze trochę czasu!
Marek chwycił ją mocno za ramię.
Czas się skończył. Albo pieniądze, albo zaraz… szarpnął za koszulkę, rozdarł ją. W tym momencie jego kolega przewrócił się, tuż za nim padł sam Marek. Obaj już leżeli na podłodze, Antoni zapinał kajdanki, drugi policjant podnosił Marka z ziemi.
Już po wszystkim, powiedział cicho Antoni dostaną, co im się należało. Rano idziemy na komisariat.
Kaśka była przesłuchiwana, powiedziała śledczemu całą prawdę. Marysia wróciła z rodziną z wakacji, rzeczy jej oddano, a Antoni poprosił, by nie rozgłaszali w wiosce o winie Kaśki. Jakoś się wszystko ułożyło. Nikt by nie pomyślał, że Kaśka mogła zrobić coś takiego. Wszyscy uznali, że to Marek i jego kolega zresztą oni zamordowali Tomka. Poszli na długo do więzienia.
Antoni oświadczył się Kaśce, była piękna polska wiejska ceremonia. Miłość Antoniego zmyła wszystkie jej grzechy i uleczyła stare rany. Dziś mają córkę, Olę.



