Ciociu Haniu, pomożesz mi, proszę, z matematyką? zapytał cicho ośmioletni Krzyś, patrząc z nadzieją na partnerkę taty. Jutro mam sprawdzian, a tata będzie w pracy do wieczora.
Kochanie, naprawdę nie mam teraz czasu Hania nawet nie oderwała wzroku od laptopa. Za dwa tygodnie ślub, a jeszcze tyle spraw do ogarnięcia. Chcesz chyba, żeby nasz ślub z twoim tatą był idealny?
No… chyba tak odpowiedział zrezygnowany chłopiec i powoli poszedł do swojego pokoju. Hani naprawdę nie lubił, ale tata był szczęśliwy. Dla niego trzeba było zacisnąć zęby.
Mama Krzysia ciężko zachorowała, nie mogła już samodzielnie wychowywać syna. Jego ojciec, Marek, uznał, że ośmiolatek nie powinien patrzeć na cierpienie matki i zabrał chłopca do siebie. Narzeczona była całą sytuacją niezachwycona, ale postanowiła nie robić kłótni tuż przed ślubem.
Hania bardzo się starała zgrywać przed Markiem troskliwą partnerkę, która żałuje chłopca. Ale kiedy tylko Marek wychodził do pracy, zaczynał się kompletny ignor. Obce dziecko do szczęścia jej wcale nie było potrzebne.
Kilka dni przed ślubem komputer Marka padł, więc korzystał z laptopa Hani chciał tylko odpisać na ważnego maila. Los go podkusił i zajrzał w historię przeglądarki.
Z każdym kliknięciem jego mina stawała się coraz bardziej ponura. Z trzaskiem zamknął laptop, wstał i ruszył do salonu, gdzie jego prawie-żona oglądała seriale.
Co to za bzdury o domu dziecka dla mojego syna? Marek ledwo panował nad złością.
O co ci chodzi?! Hania zmarszczyła brwi. Mówiłeś, że tylko maila wyślesz. A tu proszę, wszędzie powęszyłeś! Wstydu nie masz?
Odpowiedz. Kto ci dał prawo decydować o moim dziecku?
No właśnie, twoim, a nie naszym! Hania odrzuciła pilot. Będziemy mieć własne dzieci, nasze. A Krzyś będzie tylko przeszkadzał. Uczyć mu się nie chce, najwyżej na dwójkę wyciągnie. Co to za wzór?
On przeżywa ogromny stres! Jego mama kona, wyciągnięty z domu, z otoczenia. Naprawdę tak trudno ci pomóc, zamiast się zastanawiać, jak się go pozbyć? Marek już nie panował nad sobą. Dobrze, że Krzyś był wtedy w szkole.
Nie krzycz na mnie! wypaliła Hania. Nie jestem zobowiązana wychowywać twojego syna! Ma babcię, niech się nim zajmie, skoro nie podoba ci się mój pomysł.
A kiedy chciałaś mi powiedzieć o tym swoim ‘genialnym’ planie? Marek wcale się nie uspokajał. Po ślubie? Za miesiąc?
Za kilka dni. Po co czekać? Wszystko już załatwiłam, koleżanka pracuje w opiece społecznej, papiery ogarniemy od ręki. Jemu tam będzie lepiej.
Zastanów się porządnie powiedział nagle wyjątkowo spokojny Marek ja NIGDY nie zostawię syna. Bardziej go kocham niż kogokolwiek.
A ja?! oburzyła się Hania. To mnie już nie kochasz? Chyba się nie rozumiemy! wybuchnęła Nie chcę, żeby twój syn z nami mieszkał po ślubie. Wybieraj. Albo on, albo ja.
On. Marek nie miał cienia wątpliwości. Kobietę mogę sobie znaleźć inną, ale syna mam jednego.
Inną?! Hania cała się trzęsła ze złości. Myślisz, że ktoś inny pokocha twoje dziecko? Nie żartuj! Cudze dzieci nikomu nie są potrzebne!
Masz godzinę, żeby się spakować i wyjść z tego mieszkania. Prezenty też zabierz, nie żal mi. Marek założył kurtkę i już w drzwiach dodał cicho: Nie chcę cię więcej widzieć. Myślałem, że znajdziesz wspólny język z Krzysiem. Tylko o to mi chodziło.
Marek! A co ze ślubem?! dziewczyna była wyraźnie zdezorientowana. Była pewna, że facet prędzej przeprosi, niż ją wyrzuci…
Nie dociera? odpowiedział bardzo spokojnie. Nie będzie żadnego ślubu. Ja już wybrałem. Spakuj się do mojego powrotu, bo nie będę delikatny.
Trzasnęły drzwi. Hania została sama. Osunęła się bez sił na kanapę, nie wiedząc, co ze sobą zrobić. Przecież już uznała to mieszkanie za swoje i nie miała ochoty wyprowadzać się gdziekolwiek.
Nagle dzwonek. Poderwała się, pewna, że Marek zaraz wróci. Szeroko się uśmiechnęła na pewno to był tylko żart, przecież on jej nie zostawi…
Przesyłka dla pani, proszę podpisać powiedział żywiołowo młody kurier.
Niemal łamiąc długopis w złości, Hania złożyła podpis. Kurier spojrzał na nią z dziwnym wyrazem twarzy i pożegnał się błyskawicznie.
W pudle białe, połyskujące, drogie jak diabli suknia ślubna. Hania w furii rzuciła nią o podłogę, jeszcze podeptała, aż została tylko bezużyteczna szmata.
Schwytawszy telefon, dzwoniąc do przyjaciółki, wyciągnęła walizkę z szafy.
Co się stało? w słuchawce rozległ się zirytowany głos. Nie śpisz i innym spać nie dajesz. Przedślubny stresik? zadrwiła znajoma.
Nie będzie żadnego ślubu! warknęła Hania, przełączając rozmowę na głośnik. Właśnie się pakuję. Podjedziesz po mnie?
Coś się stało? koleżanka natychmiast spoważniała. Marek cię skrzywdził?
O, i to jak! zawołała Hania i streściła całą rozmowę. Po drugiej stronie słuchawki zapadła cisza. Ej, żyjesz?
Ty tak serio? Chciałaś się dziecka pozbyć?
A po co mi ono? prychnęła Hania. Własne bym sobie urodziła.
Słuchaj… po chwili milczenia odezwała się przyjaciółka. Nie rozumiem cię. I nie chcę nawet próbować rozumieć. Byłam pewna, że nie jesteś zdolna do czegoś takiego.
Wisi mi, co tam sobie myślisz warknęła Hania, walcząc z zamkiem walizki. Przyjedziesz czy nie?
Nie odpowiedziała krótko koleżanka. Zadzwoń do taksówki.
To się przejadę sama…
*********************************************
Marek odebrał syna ze szkoły i poszli razem do parku nakarmić gołębie. Krzyś był szczęśliwy, że tata zwraca na niego uwagę, ale zapytał niepewnie:
A nie musisz pomóc cioci Hani przy przygotowaniach do ślubu? od razu ucichł, z niepokojem czekając odpowiedzi. Zaraz tata powie, że przecież tak, i wrócą do domu…
Nie muszę odpowiedział Marek, czym mocno zaskoczył syna. Ślubu nie będzie. Nie będziesz bardzo smutny, że Hania z nami nie zamieszka? zapytał z wahaniem. Pozbywając się narzeczonej, wcale nie pomyślał, co na to syn.
Nie będę! Krzyś aż się rozpromienił. Wcale a wcale! Szczerze mówiąc, ona mnie nie lubiła i ja jej też.
No to świetnie, synek Marek mocno go przytulił. Na razie będziemy mieszkać sami. A potem na pewno pojawi się ktoś, kto pokocha cię jak własnego syna.



