„Nie chcę być mamą! Chcę wyjść z domu!” – usłyszałam od mojej córki, gdy w wieku 15 lat zaszła w ciążę i ukrywała to przed nami aż do piątego miesiąca; nie wiedziała nawet, kto jest ojcem dziecka, a mimo to urodziła ślicznego chłopca, którym jednak nie chciała się opiekować – dopiero po latach zrozumiała, jak wielką miłością darzy swojego syna, a w naszej polskiej rodzinie znów zagościł spokój.

Nie chcę być matką! Chcę wyjść z domu! wykrzyczała do mnie moja córka.

Moja córka, Zosia, zaszła w ciążę, gdy miała zaledwie piętnaście lat. Przez długie miesiące ukrywała przede mną i przed ojcem swój stan. Dopiero kiedy miała pięć miesięcy, prawda wyszła na jaw. Szok był ogromny. Nawet przez myśl nam nie przeszło, żeby rozważać aborcję dla nas to nie wchodziło w grę.

Nigdy nie poznaliśmy ojca dziecka. Zosia powiedziała tylko, że spotykali się krótko trzy miesiące, a potem się rozstali. Nie była nawet pewna, ile ten chłopak miał lat.
Może siedemnaście, może osiemnaście, a może dziewiętnaście odpowiadała niepewnie.

Dla mnie i męża to był cios. Wiedzieliśmy, że to doświadczenie całkowicie odmieni nasze życie. Zosia powtarzała wtedy, że chce mieć dziecko, że marzy, by być matką. Rozumiałam, że nie zdaje sobie sprawy, z czym to się wiąże.

Cztery miesiące później urodziła zdrowego, silnego chłopca. Poród był bardzo trudny, długo dochodziła do siebie. Wszystko spadło na mnie. Rzuciłam pracę w urzędzie w Poznaniu i całą sobą zajęłam się Zosią i wnukiem. Bez mojej pomocy nie poradziłaby sobie.

Gdy odzyskała trochę sił, zaczęła ignorować dziecko. W nocy spała twardym snem, w dzień unikała synka jak ognia. Wychodziła do koleżanek, imprezowała, a maluch zostawał tylko ze mną. Próbowałam ją przekonać, rozmawiałam, czasem krzyczałam ze złości i bezsilności. W końcu Zosia wybuchła:
Widzę, że ty go kochasz. To go adoptuj! Ja będę jego siostrą. Nie chcę być matką, chcę żyć, iść na dyskotekę, spotykać się ze znajomymi! Chcę mieć swoje życie!

Byłam pewna, że cierpi na depresję poporodową. Ale lekarz zaprzeczył. Okazało się, że nie potrafi pokochać własnego dziecka.

W końcu z mężem zdecydowaliśmy się na sądowe uregulowanie sytuacji dostaliśmy pełną opiekę nad wnukiem. Zosia stała się nieprzewidywalna. Wychodziła późnym wieczorem, wracała nad ranem. Syn już zupełnie jej nie obchodził.

Latami żyliśmy w takim zawieszeniu. Myśleliśmy, że tak już zostanie. Tymczasem wnuk rósł, stawał się coraz bardziej pomysłowy, radosny. W ciągu dwóch lat nauczył się chodzić, mówić, wypytywał o wszystko. Był uśmiechniętym dzieckiem, pełnym energii.

Zawsze wybiegał do Zosi, gdy wracała do domu, rzucał się jej na szyję, opowiadał swoje historie. I wtedy, jakby coś w niej pękło. Pewnego dnia zaczęła poświęcać chłopcu czas, tuliła go, całowała, czytała mu bajki. Teraz nie odstępuje go na krok. Często mówi:

Jaka jestem szczęśliwa, że mam synka! Jest dla mnie wszystkim. Nikomu go nie oddam!

Patrząc na nich, czujemy z mężem niewymowną ulgę i szczęście. W naszym domu, po latach bólu, wreszcie zapanował spokój.

Rate article
Fajna Tajna
„Nie chcę być mamą! Chcę wyjść z domu!” – usłyszałam od mojej córki, gdy w wieku 15 lat zaszła w ciążę i ukrywała to przed nami aż do piątego miesiąca; nie wiedziała nawet, kto jest ojcem dziecka, a mimo to urodziła ślicznego chłopca, którym jednak nie chciała się opiekować – dopiero po latach zrozumiała, jak wielką miłością darzy swojego syna, a w naszej polskiej rodzinie znów zagościł spokój.