„Nie chcę być mamą! Chcę wychodzić z domu!” – usłyszałam od mojej córki, gdy w wieku 15 lat zaszła w…

Nie chcę być mamą! Chcę wyjść z domu! powiedziała do mnie moja córka.

Moja córka Zuzia była jeszcze nastolatką, miała wtedy 15 lat, kiedy okazało się, że jest w ciąży. Długo to przed nami ukrywała, a my z mężem dowiedzieliśmy się dopiero, gdy była już w piątym miesiącu. O żadnej aborcji nie było nawet mowy, to dla nas nie wchodziło w grę.

Nigdy nie ustaliliśmy, kto był ojcem dziecka. Zuzia wspominała tylko, że to była luźna znajomość, która skończyła się po trzech miesiącach. Nawet nie była pewna, ile on miał lat.
Chyba 17, może 18 no, góra 19 mówiła tylko.

Dla mnie i męża to była ogromna szokująca wiadomość. Wiedzieliśmy, że cała nasza rodzina stoi przed wielkim wyzwaniem. A Zuzia przez cały czas zarzekała się, że chce zostać mamą, że marzy o dziecku, że poradzi sobie. Ja wiedziałam jednak, że w ogóle nie zdaje sobie sprawy, co to naprawdę znaczy być matką.

Cztery miesiące później urodziła ślicznego, zdrowego chłopca Antosia. Poród był bardzo trudny, a Zuza długo dochodziła do siebie, bo aż cztery miesiące. Nie poradziłaby sobie sama, więc rzuciłam pracę i całą sobą zajęłam się opieką nad nimi.

Kiedy doszła do sił, zaczęły się schody. Zuzia nie chciała nawet patrzeć na dziecko, w nocy spała jak zabita, a w dzień nie angażowała się w opiekę nad Antosiem w ogóle. Robiłam, co mogłam: rozmawiałam z nią, tłumaczyłam, czasem nawet podnosiłam głos ze złości i bezsilności.

Aż w końcu usłyszałam:
Mamo, widzę, że go kochasz. To może go adoptuj? Ja będę dla niego jak starsza siostra. Ja nie chcę być mamą, chcę wychodzić z przyjaciółkami, chodzić na imprezy, bawić się!

Myślałam, że może ma depresję poporodową, ale lekarz wykluczył. Po prostu nie poczuła żadnej więzi ze swoim dzieckiem.

Z mężem podjęliśmy trudną decyzję i wystąpiliśmy o opiekę nad wnukiem. Zuzia zaczęła się buntować, nie słuchała żadnych argumentów znikała nocami z domu, wracała nad ranem i żyła tylko własnym życiem. O Antosia w ogóle się nie troszczyła.

Tak przetrwaliśmy kilka lat. Wydawało się, że już nigdy nic się nie zmieni. Patrzyłam, jak Antoś rośnie, nabiera charakteru, staje się coraz bardziej rozgadanym, bystrym i wesołym chłopcem. Kiedy tylko Zuzia pojawiała się w domu, biegł do niej, rzucał się jej na szyję i cieszył z tych krótkich chwil.

I właśnie wtedy coś w niej pękło. Zaczęła spędzać z Antosiem coraz więcej czasu, tuliła go, bawiła się z nim i opowiadała mu bajki. Często powtarza teraz:
Mamo, dopiero teraz wiem, jak ważny jest dla mnie mój synek. Nie oddałabym go za żadne skarby. Kocham go nad życie!

Z mężem mamy ogromną ulgę w sercu, bo wreszcie w naszym domu zagościł spokój i radość.

Rate article
Fajna Tajna
„Nie chcę być mamą! Chcę wychodzić z domu!” – usłyszałam od mojej córki, gdy w wieku 15 lat zaszła w…