Nie chcę
Wszystko jest na mojej głowie! Ile jeszcze można? wybuchłem w końcu, patrząc na Zofię.
Zofia nie odpowiedziała ani słowem. Jak zwykle udawała, że nie słyszy, licząc, że sprawy same się rozwiążą. Ale rzadko się rozwiązywały zazwyczaj to właśnie Zofia brała wszystko na swoje barki. Pracowała zdalnie, na swoim komputerze w mieszkaniu w Warszawie. Miała elastyczny czas pracy. Początkowo zarabiała skromnie, lecz z czasem podniosła kwalifikacje i pensja znacznie wzrosła teraz zarabiała sporo więcej ode mnie. Z jej wypłaty spłacaliśmy kredyt za samochód, opłacaliśmy wakacje, sprzęty domowe i ubrania. Potem przyszedł czas na urlop macierzyński. Zofia właściwie nie zwalniała tempa donosiła i urodziła córkę, a jednocześnie nie chciała rezygnować z dobrych zarobków.
Dziecko poszło do żłobka. Wtedy Zofia odetchnęła, chociaż minimalnie, i zabrała się do jeszcze większej pracy. Tym bardziej, że żłobek wybrała nieprzypadkowo chciała dla córki tego, co najlepsze, więc i czesne było niemałe. W tych wszystkich sprawach jak zwykle nie wtrącałem się zbytnio. Zaufanie do żony miałem ogromne.
Cały ten czas mieszkaliśmy w oddzielnym mieszkaniu, które Zofia odziedziczyła po swojej babci. Ja, Marek, nie miałem własnego lokum. Przed ślubem mieszkałem z mamą i siostrzenicą, córką mojej starszej siostry. Mojej siostry Agnieszki nie ma już od trzech lat. Tak się potoczyło życie. To bardzo podłamało moją mamę, Jadwigę. Często miała wysokie ciśnienie, ze zdrowiem było coraz gorzej.
W chwili, gdy ożeniłem się z Zofią i wyprowadziłem się, siostrzenica już studiowała na politechnice i była praktycznie dorosła. Miała swoje życie spotkania ze znajomymi, krótkie wycieczki, chłopaków na zmianę; w domu była prawie tylko gościem.
Mama, ze wszystkimi problemami zwracała się do naszej rodziny. W praktyce: do Zofii. Po innych nie było większego pożytku. Mimo to wnuczce pomóc nie zapominała: spełniała każdą jej zachciankę. No bo to sierota, córka mojej siostry. Ciemna historia mama w ogóle nie chcę o tym rozmawiać.
Tak żyliśmy. Wszystko kręciło się znośnie aż do czasu, gdy mama trafiła do szpitala. Powikłania po nagłym wzroście ciśnienia były poważne została przykuta do łóżka. W szpitalu odpoczęła i odzyskała trochę sił, ale nadal nie była w stanie nawet usiąść. O przyszłości lekarze nie mówili nic konkretnego.
Znowu to Zofii przypadła większość problemów, bo ja prawdę mówiąc nie wiedziałem, jak się za to zabrać.
Kobiety lepiej potrafią się tym zająć rozłożyłem ręce.
W czym konkretnie? Zofia popatrzyła na mnie pytająco.
No, wiesz Opieka nad chorymi, rehabilitacja i takie sprawy wydukałem, drapiąc się po głowie.
Przecież jestem grafikiem, nie pielęgniarką. Znam się na tym tyle co ty westchnęła cicho. Dobra. Pojadę do szpitala, porozmawiam z lekarzem.
Nigdy nie byli z moją mamą w bliskich relacjach. Utrzymywali coś w rodzaju dyplomatycznego rozejmu. Na początku się bardzo kłóciły, później z czasem każda powściągnęła emocje jeszcze by się z tego wojna domowa zrobiła. Obie nie zgadzały się ze sobą w wielu sprawach, ale okazywały sobie choćby pozorny szacunek. Mimo to, Zofia raczej nie miała najmniejszych złudzeń na wsparcie mamy nie mogła liczyć.
Bez wyjścia to my liczyliśmy na wsparcie Zofii. To ona zabrała mamę ze szpitala do jej mieszkania (przecież pracuje z domu, więc łatwo jej zorganizować czas, ja w pracy nie dostanę urlopu). Padło na to, że tymczasowo zamieszkamy u mojej mamy, by pomóc.
Tak też się stało. Przez trzy tygodnie Zofia chudła w oczach, prawie przeźroczysta stała się od zmęczenia. Poza swoją normalną pracą doglądała mamy gotowała rosoły, przecierała owoce i warzywa, karmiła łyżeczką, myła, przewracała.
Siostrzenica, ulubiona wnuczka, za każdym razem z miną pełną obrzydzenia cichutko przemykała do swojego pokoju i nie wychodziła aż do nocy lepiej uciekać, byleby nie dostać dodatkowego obowiązku. Potem uczelnia potem kawy z koleżankami, randki. Przecież życie musi toczyć się dalej. Babcia to babcia, ona nie jest za to odpowiedzialna.
Ja przyznam też pomagałem tyle co nic. Zofia często prosiła mnie o pomoc:
Przecież to twoja mama! Pomóż, sam sobie nie radzę
Ja no nie potrafię To babskie sprawy mruczałem rozkładając ręce. W sklepie byłem, zakupy przyniosłem, jeszcze czego oczekujesz?
Te babskie sprawy były wyjątkowo poważne. Mama nie szła na poprawę, przeważnie narzekała, wytykała Zofii i wszystkim obecnym swoje żale. Stała się kapryśna i wypominała rzeczy, jakich nie wytykała nawet przed chorobą. Zofia wiele się wtedy o sobie nasłuchała: podobno (według mamy) trafił jej się dobry los świetne wykształcenie, dobra praca. Siedzi wygodnie w domu, kawkę popija i na komputerze, nie wiadomo co, a zarabia porządne pieniądze. Mareczek biedny chłopak nie miał szczęścia. Trafiali się złowrodzy nauczyciele, potem nie dostałem się na studia od razu, a jak już trafiłem, to ledwo, ledwo, bo coś zawsze nie po drodze. Mama zaciągała nawet kredyt na moją naukę. A uczyłem się różnie, miałem słabe oceny, kilka razy groziło mi skreślenie. Choć to były płatne studia trzymałem się tylko na styk. No i jeszcze Agnieszka umarła, i mama musiała rozdwoić się pomiędzy wnuczką i mną. Na szczęście Monika (bo tak miała na imię siostrzenica) sama, własnymi siłami dostała się na uczelnię, co zdaniem mamy tylko potwierdziło, jak ważni są dobrzy i źli nauczyciele.
Zofia po raz enty słuchała tych opowieści i coraz częściej czuła, że już nie wytrzyma. Bohaterowie? Wszyscy tylko nie ona. Przecież jej się po prostu zawsze fuksowało.
No rzeczywiście, szczęście szczególnie z mężem” myślała gorzko Zofia. “Co ja w nim widziałam? Gdzie miałam oczy i rozsądek? Coraz częściej o tym rozmyślała. W końcu zaproponowała, by zatrudnić opiekunkę dla mamy i wrócić do swojego mieszkania.
Opiekunkę? zdziwiłem się. Ale to przecież bardzo drogie Ja nie dam rady Jak chcesz zatrudnij, ty za to płać, jeśli ci aż tak potrzeba.
Od dawna mieliśmy z Zofią taki układ: ja płaciłem rachunki i kupowałem podstawowe produkty, ona resztę. Więc i opiekunka jasne z pieniędzy Zofii. Oczywiste przecież, prawda? denerwowała się Zofia. Ale JAK zostało to powiedziane! Czy ja naprawdę muszę być odpowiedzialna za wszystkich? Starczy, dość, ja też chcę żyć, a teraz już nie przypominam siebie, tylko swoją własną cienką plamę. I nikogo to nie rusza…
W końcu powiedziała DOŚĆ. Po prostu nie mogła więcej. Pewnego dnia, mówiąc Jadwidze, że idzie na zakupy, zwyczajnie uciekła po drodze zabrała córkę z przedszkola i wróciła do siebie.
Jak dobrze myślała, leżąc na swoim dużym łóżku i wpatrując się w sufit Jestem w domu! Niczego już nie chcę. Tylko leżeć. Jak ja się zmęczyłem
Zawołała córkę Małgosię na kolację. Jedli w ciszy. Zofia myślała, że tam, w mieszkaniu u mamy, już zauważyli, że jej nie ma. Nie zostawiła chorej na pastwę losu. Nakarmiła, przebrała ją i za chwilę miał wrócić z pracy Marek jak zwykle. Zostawiła mi kartkę, że nie może już dłużej tak żyć i że odchodzi. I życzyła Jadwidze zdrowia. Poprosiła, by nie być na nią złą.
Telefon wyłączyła.
Wieczorem przyjechałem pod drzwi. Nie otworzyła rozmawialiśmy przez szparę. I niewiele było do dodania. Nie interesowało mnie, dlaczego tak zrobiła, nie pytałem nawet o córkę. Nie padło żadne kocham, żadna troska. Martwiłem się tylko, co teraz pocznę bez niej.
Wiesz co, naprawdę polecam opiekunkę. Profeszjonalna opieka to podstawa powiedziała Zofia. I tak. Wnoszę o rozwód. Nie chcę być już koniem pociągowym dla was wszystkich. Do widzenia.
Odszedłem z niczym. Telefon Zofia później włączyła, bo mogła mieć telefon z pracy.
Zadzwoniła mama. Prosiła, by wróciła, by nie zostawiała jej samej i mnie. Przepraszała za swoje słowa, za to, że była wobec niej tak niesprawiedliwa. Ale w jej głosie słychać było wyższość jakby mówiła: dobra, dobra, wybacz nam i zabieraj się z powrotem do obowiązków.
Zofia wytłumaczyła jasno: nikomu nie jest nic winna. Przecież Jadwiga ma syna i wnuczkę to oni powinni się o nią troszczyć, są jej winni bardzo dużo. Mama rozłączyła się.
Rozwód odbył się szybko.
Tak niespodziewanie Zofia została samotną kobietą. I, co najdziwniejsze, prawie nic się nie zmieniło. Robiła wszystko sama tak jak wcześniej. Tylko obowiązków ubyło. Była za to wdzięczna losowi, który otworzył jej oczy na to, jak naprawdę była traktowana przez bliskich.
Jadwiga szybko wróciła do zdrowia pomogła dobra opiekunka, która nie tylko zajęła się pielęgnacją, ale i prowadziła mamę przez ćwiczenia rehabilitacyjne. Ja dorabiałem po godzinach (okazało się to możliwe! z żalem dowiedziała się Zofia od Moniki, którą przypadkiem spotkała), więc mogliśmy opłacić opiekunkę. A przed zatrudnieniem opiekunki siostrzenica pomagała babci. Okazało się, że umie gotować i się nią zajmować, wszystko się jakoś dziwnie poukładało.
Widzisz wszystkim to wyszło na dobre rozmyślała Zofia, realizując kolejne zlecenie, siedząc przy komputerze. Dobrze, że się od nich odcięłam. I mnie na dobre wyszło. W przyszłości będę mądrzejszy
Tego dnia zrozumiałem, że własne granice są święte i nikt, nawet najbliżsi, nie mają prawa ich notorycznie przekraczać.



