Nie było rozmowy o alimentach – ustaliliśmy jedynie, że będę przekazywać mężowi pieniądze na wychowanie syna, a on od lat utrzymuje się z moich pieniędzy.

Ponieważ to ja odeszłam od rodziny dla innego mężczyzny i to z mojego powodu rozpadło się nasze małżeństwo, Marek uznał, że muszę mu to jakoś wynagrodzić. Nie pozwolił mi zabrać ze sobą naszego syna, a syn wyraźnie wolał zostać z ojcem, nie ze mną. Choć bardzo mnie to bolało, nie mogłam go przekonać ani też zabrać na siłę. Wszystko odbyło się szybko i sprawnie pozwolili mi odejść pod warunkiem, że będę przesyłać pieniądze, raz czy dwa razy w miesiącu. Mój były mąż wtedy jeszcze pracował i dobrze zarabiał, ale gdy zobaczył, że mam sporo oszczędności, a mój partner nie szczędzi środków, aby synowi niczego nie brakowało, zrezygnował z pracy i zaczął żyć wyłącznie z pieniędzy, które im przesyłałam.

Kiedy syn dorastał, Marek bardzo go rozpieszczał zamawiał mu obiady do domu, pozwalał opuszczać lekcje, kiedy tylko miał ochotę, zabierał go na drogie wakacje i regularnie kupował nowinki elektroniczne. Z czasem syn nabrał lekceważącego stosunku do mnie coraz rzadziej chciał się spotykać i zawsze miał gdzieś mój wysiłek. Cokolwiek dostawał ode mnie, tatuś i tak dawał więcej, i to często za moje pieniądze. W wieku jedenastu lat syn nawet nie zastanawiał się, skąd ojciec ma tyle pieniędzy, skoro jest ciągle w domu.

Mój obecny mąż, Tomasz, zauważył, że może problem leży w tym, iż przelewam im zbyt dużo pieniędzy. Coraz częściej myśleliśmy też o przyszłości syna, o jego studiach. Doszliśmy do wniosku, że lepiej będzie zacząć odkładać na edukację niż pozwalać Markowi wydawać wszystko na zachcianki syna. Postanowiłam porozmawiać z byłym mężem i powiedzieć mu, że przez wystarczająco długi czas utrzymywałam ich oboje i teraz czas, żeby zatroszczył się o siebie i syna samodzielnie, a ja skupię się na budowaniu funduszu edukacyjnego. Wtedy usłyszałam, jaką jestem matką i żoną oraz że pozwie mnie do sądu o alimenty, bo jego zdaniem niczego im nie płaciłam.

Zasięgnęłam rady u adwokata i dowiedziałam się, że nie powinnam przejmować się jego groźbami przez ostatnie lata Marek utrzymywał się tylko z pieniędzy, które ja wysyłałam, a w sądzie ma nikłe szanse. Mimo to czułam, że to ja ponoszę największą stratę. Syn jest do mnie jeszcze bardziej negatywnie nastawiony, myśląc, że odwróciłam się od nich i nie chcę pomóc ojcu.

Życie nauczyło mnie, że czasem, nawet działając zgodnie z sercem i sumieniem, nie unikniemy pewnych konsekwencji. Dbając o dobro syna, musiałam dokonać trudnych wyborów, choć nie wszyscy to zrozumieli. W końcu doświadczyłam, że pieniądze nigdy nie zastąpią prawdziwej miłości, a zaufania i relacji nie da się kupić. Najważniejsze jest to, aby mieć odwagę być uczciwym wobec siebie i innych, nawet jeśli droga ta bywa bolesna.

Rate article
Fajna Tajna
Nie było rozmowy o alimentach – ustaliliśmy jedynie, że będę przekazywać mężowi pieniądze na wychowanie syna, a on od lat utrzymuje się z moich pieniędzy.