Nie była samotna. Prosta historia
Świtał leniwy, zimowy poranek. Na podwórku aż huczało od dźwięku metalowych łopat, którymi panowie dozorcy zamaszyście odgarniali śnieg.
Drzwi klatki schodowej trzaskały co chwilę wypuszczając w pośpiechu sąsiadów zmierzających do pracy.
Kot Feliks siedział jak król na parapecie szóste piętra i z godnością obserwował te wszystkie poranne manewry.
W poprzednim wcieleniu Feliks był księgowym wtedy liczyły się tylko złotówki i najlepszą rozrywką były dla niego sprawozdania.
Ale teraz? Teraz odkrył, że w życiu są ważniejsze rzeczy: czułe spojrzenie, ciepło koca i dach nad głową. Reszta się jakoś ułoży.
Feliks zerknął przez ramię na starym, zielonym tapczanie spała pani Genowefa, jego wybawczyni.
Zsunął się z parapetu i ostrożnie przytulił kocie futerko do jej głowy, zwijając się w kłębek na rogu poduszki.
Feliks wiedział, że każdego ranka panią Genowefę boli głowa, więc starał się być najlepszym lekiem, jaki miał w swoim arsenale.
Feliksiku, no ty to jesteś najlepszy pan doktor! mruknęła pani Genowefa z uśmiechem, budząc się w końcu. Znowu bólu nie ma! Ty to masz rękę a raczej łapkę… No, złoty z ciebie kot, dziękuję ci bardzo, jak ty to robisz?
Kot machnął łapką z nonszalancją, jakby chciał powiedzieć, że dla niego to bułka z masłem, a on to jeszcze wiele innych rzeczy potrafi!
W tym momencie z przedpokoju dobiegło głośne posapywanie. To zazdrość dała o sobie znać pies Gromek.
Gromek od lat był wiernym przyjacielem pani Genowefy. Zawsze, gdy tylko na klatce słychać było obce kroki, szczekał, ile sił w pysku niech wiedzą, że babcia Genia ma ochronę na medal!
Nic więc dziwnego, że w swoim mniemaniu to on był prawdziwym gospodarzem mieszkania.
Ciekawe, kim był wcześniej? Pewnie kierownikiem na budowie albo policjantem… rozmyślał Feliks patrząc na Gromka, tak głośny i zasadniczy, ale niech mu będzie, może faktycznie z nim bezpieczniej.
Och wy moje skarby, co ja bym bez was zrobiła westchnęła rozpromieniona pani Genowefa, podnosząc się z trudem z tapczanu. Zaraz was nakarmię i wyjdziemy na spacer.
A jak dadzą w tym tygodniu emeryturę, to kupimy kurczaka!
Słowo kurczak wywołało wśród zwierzaków euforię.
Feliks zaczął ugniatać łapkami tapczan, mrucząc jak silnik Ursusa i delikatnie trącając głową pomarszczoną dłoń swojej babci.
Ty grubasku, no łobuziak z ciebie, wszystko rozumiesz rozczuliła się pani Genowefa. Pies zaszczekał, żeby nie było, że jest gorszy, i wcisnął wielki wilgotny nos w jej kolana.
Ot, dusze żywe z nimi w mieszkaniu cieplej, na sercu raźniej, i już nie tak pusto, uśmiechała się w duchu starsza pani.
A jak ja już odejdę, to co dalej? Jedni gadają jedno, inni drugie spróbuj tu się w tym rozeznać!
A ja? Ja chciałabym być kotką. Łagodni ludzie by mnie wtedy przygarnęli. Na psa bym się raczej nie nadawała, szczekać nie umiem, a i charakter nie ten… cicha jestem. Ale może kotem byłabym porządnym, przytulnym. Oby tylko trafić do dobrych ludzi”.
Phi, no patrzcie, co mi do głowy przychodzi, otrząsnęła się pani Genowefa starość nie radość, człowiek głupieje…
Nie zauważyła nawet, że kot, szeroko się uśmiechając w wąsy, spojrzał z wyższością na Gromka.
Ot, chce być kotką, a nie psem.
Feliks opanował już czytanie w myślach całkiem niezła premia za reinkarnację.
Takie to teraz życie, moi drodzy…



