**Dziennik, 3 stycznia**
Nic się nie martw, Sławku! Nie smuć się! Przynajmniej Sylwestra spędziłeś z klasą!
Tyle rodzinnego miasta. Sławek zszedł z peronu, wyszedł na dworcowy plac i ruszył w stronę przystanku. Nie uprzedził żony, że wróci dziś do domu.
Nastroju nie miał najlepszego czekała go nieprzyjemna rozmowa z Hanną. Żona znów będzie narzekać, że jest obojętnym egoistą, że nie dba o nic.
A dlaczego obojętnym? Chciał ją przecież powitać w Nowy Rok, a ona wyłączyła telefon. Obraziła się! Przez trzy dni próbował się dodzwonić, ale nie odbierała. Więc i on się obraził przestał dzwonić.
A tak przy okazji nawet nie pofatygowała się, by złożyć życzenia jego rodzicom czy siostrze, nie mówiąc już o nim samym. Zaraz jej to wypomni, jak tylko przekroczy próg.
Nie tylko ona ma mu coś do zarzucenia sama nie jest święta. Jak to mówią? Najlepszą obroną jest atak.
Sławek nabrał animuszu i wszedł do klatki w bojowym nastroju.
Mieszkanie powitało go ciszą.
Jest kto? Haniu, jestem! zawołał głośno, ale nikt nie odpowiedział.
Zajrzał do kuchni pusto. Do jednego pokoju pusty. Do drugiego tak samo. Ale od razu rzuciły mu się w oczy zmiany: przy ścianie brakowało łóżeczka dziecięcego, zniknęła też komoda z przewijakiem i wózek, który podarowali jej rodzice.
Sławek podbiegł do szafy półka z rzeczami żony też była pusta.
Zwariowała? Zostawiła mnie? przemknęło mu przez myśl.
Zadzwonił do teściowej, ale nikt nie odebrał. Spróbował do Kasi przyjaciółki Hani. Cisza. W końcu dodzwonił się do Michała męża Katarzyny.
Misiek, cześć! Podaj Kasię, bo nie mogę się do niej dodzwonić poprosił.
Kasia z dzieckiem są u swoich, na wsi tam słaby zasięg. My też tam sylwestra spędziliśmy. Ja wróciłem wczoraj, bo dziś zmiana, a one jeszcze zostają odparł Mich



