– Nic nie szkodzi, Sławku! Nie smuć się! A nowy rok przywitałeś w wielkim stylu!

Nic nie szkodzi, Sławku! Nie smuć się! Przynajmniej nowy rok przywitałeś wspaniale! woła głos w słuchawkach, a ja wreszcie docieram do rodzinnego miasta. Wysiadam z peronu w Warszawie, staję na placu przy dworcu i kieruję się w stronę przystanku autobusowego. Nie informuję żony, że przyjechałem dziś.

Mój nastrój nie jest najlepszy, bo właśnie miałem nieprzyjemną rozmowę z Hanną. Żona znów mnie upomina, narzeka, określa mnie jako obojętnego egoistę. Dlaczego obojętnego? Przecież chciałem jej złożyć noworoczne życzenia, a ona wyłączyła telefon. Byłem zdenerwowany! Przez trzy dni próbuję do niej dzwonić, a ona nie podnosi słuchawki. W końcu i ja się obrażam i przestaję dzwonić.

Poza tym nie potrafiła przywitać się z moimi rodzicami i siostrą, nie mówiąc już o mnie. Zaraz od progu zamierzam jej to wszystko powiedzieć. Nie tylko ona ma wady, więc niech i ja odpowiadam! Jak mówią: najlepsza obrona to atak.

Zaczynam się rozweselać i wchodzę do swojego bloku w dość bojowym nastroju. Mieszkanie wita mnie ciszą.

Hej! Kto tu żyje? Jadwigo, wracam! wołam głośno, ale nie dostaję odpowiedzi. Patrzę na kuchnię żony nie ma, potem w jedną pokój pustka, w drugi to samo. Od razu przyciągają mój wzrok zmiany: przy ścianie nie stoi już łóżeczko dziecięce, zniknął komoda z przewijakiem i wózkiem, które podarowali nam rodzice Jadwigi. Szybko sprawdzam szafę półka, na której zwykle wieszają się rzeczy żony, jest pusta.

Czy ona zwariowała? Zostawiła mnie? myślę.

Dzwonię do teściowej, ale cisza. Próbuję zadzwonić do Kasi przyjaciółki Jadwigi. Też milczy. W końcu łapię Michała męża Kasi.

Michał, cześć! Daj słuchawkę Kasi, nie mogę do niej dodzwonić, proszę.

Kasia jest teraz w swojej wiosce, świętujemy tam Nowy Rok. Masz problemy z zasięgiem, rozumiesz? odpowiada.

Wczoraj przyjechałem, bo dziś miałem zmianę. A oni jeszcze odpoczywają, mówię. Czy wiesz, gdzie jest moja Jadwiga? Przyjechałem od rodziców, a w domu jej nie ma. I wszystko, co kupiliśmy dla dziecka, też zniknęło.

Twoja żona miała wkrótce zostać mamą. Ty w święta wyjechałeś, a ją zostawiłeś samą? dziwi się Michał.

Nie chciała jechać. Dali jej termin dziesiątego jedenastego stycznia. Wystarczyło pojechać. tłumaczę.

Gratulacje, Sławku, jesteś jak opłatek, uśmiecha się przyjaciel.

Dlaczego? nie rozumiem.

Bo prawdopodobnie już jesteś kawalerem. Głupi! Zadzwoń do szpitala, na pewno tam jest radzi Michał.

Dziesięć dni temu.

Nie rozumiem, Sławku, mówi telefonicznie mama, po co masz w święta siedzieć w domu? Jadwiga nie chce jechać, przyjedź sam. Termin ma prawie dwa tygodnie, zdążysz wrócić.

Tym bardziej, że prawie cała rodzina się zbierze: ciotka Weronika z wujkiem Sergiuszem przyjadą, Natalia z Wiktorem, Olga z Pawłem. My z ojcem i Wiktor z Grzegorzem.

Wiktor zarezerwował nam w hotelu podlasickim pokoje na cztery dni, od trzydziestego grudnia do drugiego stycznia.

Trzydziestego pierwszego w restauracji będzie bankiet z artystami. Zapłaciłam za ciebie, potem oddasz. Będziesz u nas do Bożego Narodzenia, a ósmego wyjedziesz. Zdołasz zdążyć na termin żony.

Jadwiga nie chciała wyjeżdżać:

Sławku, mogę wziąć się w dowolny dzień. Wyobraź sobie: wszyscy się bawią, a ja nagle zaczynam. Poza tym hotel pod miastem czy przyjedzie karetka?

Nie, nie jadę nigdzie.

Mama mówi, że teraz kobiety liczą swoje choroby, a poród za wielki wyczyn. Trzy razy urodziła nas na świat i prawie nic nie przegapiła.

Rozumiem, że Jadwiga ma rację, ale wyobrażam sobie nudną noworoczną noc w domu, tylko we dwoje przy skromnym stole. Jadwiga już mówi, że nic specjalnego nie gotuje. Czuję smutek. Wszyscy inni w restauracji będą śpiewać, tańczyć i bawić się.

Wyruszam sam.

W hotelu podlasickim naprawdę jest wesoło. Około północy, gdy Nowy Rok już minął, wychodzę z sali do lobby, by zadzwonić do żony, ale nie odbiera.

No cóż, obrażasz się, a przecież to twoja wina. Mogła by być tutaj i bawić się z nami myślę.

Następnego dnia mama wyraża swoją urazę na zięć:

Jadwiga nawet nie zadzwoniła, nie przywitała nas z ojcem. Obraźliwa! Całeś jej serce, synku.

Nie rozumie, co to prawdziwa rodzina. Dlatego my tu razem, a ona tam sama. Niech się zastanowi.

Jadwiga tej noworocznej nocy nie myśli o nas. Myśli tylko o mnie, nie o teściowej i jej licznym rojem.

Rodzice Jadwigi, dowiedziawszy się, że córka została sama na święta, przywołują ją do siebie. Nie planują wielkiego przyjęcia. Brat Jadwigi mieszka w Krakowie, pracuje w zakładzie ciągłej produkcji, nie ma tak długich wolnych dni, więc rodzice postanawiają przywitać Nowy Rok we dwoje.

Trzydziestego pierwszego o dziewiątej wieczorem Jadwiga i mama nakrywają stół, i w tym momencie Jadwiga dostaje ataku.

Wezwano karetkę. Mama jedzie z Jadwigą, ojciec podąża ich samochodem.

Tym razem Jadwiga wita Nowy Rok w szpitalu, a jej rodzice w holu oddziału. Jadwiga zostaje mamą małego Szymka

Sławku, postępuj tak, jak radził przyjaciel i zadzwoń do szpitala.

Czy to prawda, że wyszła wczoraj, słyszę w infolinii.

Jak wyszła? nie wierzę. Czy już jest maleństwo?

Tak. Pierwszego stycznia, północ.

Kto ją odebrał? pytam.

Młody człowiek, nie zapisujemy tego w rejestrze!

Rozumiem, że odebrać Jadwigę mogły tylko rodzice, więc dziecko jest u nich.

Kupuję bukiet róż i ruszam w drogę.

Dzwonię. Drzwi otwiera teść.

Słucham?

Dzień dobry, przyszedłem po Jadwigę mówię.

Po co? pyta ojciec Jadwigi.

Właściwie to ja jestem jej mężem odpowiadam.

Jadwigo! woła teść. W środku jest facet, który twierdzi, że jest twoim mężem. Chcesz z nim rozmawiać?

Nie, niech idzie, odpowiada Jadwiga z wnętrza mieszkania.

Teść rozkłada ręce:

Nie chce. Do widzenia, młody człowieku! i zamyka drzwi.

Stoję chwilę i dzwonię ponownie.

Tym razem otwiera teściowa wysoka, silna, donośna kobieta. Trochę się jej boję.

Nic nie rozumiesz? pyta.

Pozwól mi wejść zaczynam odważnie. Mam prawo

Nie zdążyłem dokończyć. Kobieta wyciąga bukiet i kilkakrotnie uderza mnie gołymi pięściami w twarz.

Na co ci prawo, zaraz ci wyjaśni adwokat! I nie dzwoń więcej, mój wnuk śpi mówi, rzuca bukiet pod nogi i zamyka drzwi.

Wracam do domu. Po drodze wielokrotnie ocieram rękoma twarz róże były piękne, ale kolczaste.

W domu najpierw dzwonię do mamy.

Wyobraź sobie, nie wpuszczono mnie nawet do mieszkania, nie mogłem zobaczyć synka.

Nie martw się, Sławku. Jadwiga wróci, z dzieckiem na rękach. Nie dzwoń ani nie przelewaj pieniędzy. Niech rodzice ją żywią, jeśli są tak mądrzy. Za tydzień dwie tygodnie miną i sama wróci. A ty idź spać. Jutro masz pracę.

Tak robię: jem pierogi kupione w sklepie i kładę się spać.

Śpię spokojnie, nieświadomy, że to ostatnia noc w tym mieszkaniu.

Kiedy następnego dnia przychodzę z pracy, wszystkie moje rzeczy, spakowane w kartony i czarne torby, leżą na klatce schodowej.

Dzwonię. Drzwi otwiera teściowa, właścicielka dwupokojowego mieszkania, w którym mieszkaliśmy.

No co, drogi zięciu? Pamiętasz adres swojego akademika, czy mam przypomnieć? Zbieraj swoje graty. To, co zostanie, jutro wyrzuci sprzątaczka!

Muszę się przeprowadzić do akademika.

Sąd rozdziela nas. Sławkowi starczyło życia w akademiku, więc chciał wynająć własne mieszkanie, ale kiedy dostał wypłatę, z której odliczono alimenty i kolejne pięć tysięcy złotych na utrzymanie byłej żony, zrozumiał, że niewiele zostaje na życie.

Bądź oszczędniejszy! Musisz jeszcze na własne mieszkanie odkładać radzi Michał. Nie martw się, Sławku! Nie smuć się! Przynajmniej nowy rok przywitałeś wspaniale!

Jadwiga przez trzy lata mieszkała u rodziców, którzy pomagali jej z małym Szymkiem, a mieszkanie wynajmowali. Gdy Jadwiga wróciła do pracy, ona i Szymek znów wprowadzili się do własnego lokum. Po remoncie nie przypominało już o mnie i mojej rodzinie.

Co sądzicie o postępowaniu Sławka? Napiszcie swoje przemyślenia w komentarzach, zostawcie polubienia.

Rate article
Fajna Tajna
– Nic nie szkodzi, Sławku! Nie smuć się! A nowy rok przywitałeś w wielkim stylu!