Nic nie słychać

Nie ma żadnego dźwięku
Samolot nieśmiało wysunął swój nos zza chmur, rozejrzał się, zatoczył majestatyczny łuk i delikatnie dotknął ziemi, niczym młody pan na ślubnym kobiercu, całujący policzek ukochanej.
Rozległy się brawa, lecz piloci ich nie usłyszeli.
Nie usłyszał ich także Kacper Kapliński, którego podczas lotu zatkały uszy.
Kapliński bezustannie zaciskał nos i próbował oddychać, ale powietrze wydostawało się ze wszystkiego, tylko nie z zatkanych uszu, a w głowie brzmiał ciągle szum.
Kacper wrócił od swojej matki wczesnym rankiem, tak żeby zdążyć przygotować się do pracy.
Żona, Zuzanna, nie spała, chaotycznie przekładając rzeczy z miejsca na miejsce w mieszkaniu.
Kacper wszedł do kuchni i zaczął szykować sobie obiad.
Słuch nie wracał.
Mam dosyć!
Odchodzę!
Wszystko mi zbrzydło!
Życie, twoja pensja śmieszne grosze, mieszkanie na końcu świata.
Myślałam, że to chroniczna miłość, a okazało się, że to tylko jakaś zaraza!
rzucała dramatyczne wyznania w stronę Kacpra, podczas gdy ten spokojnie przekładał ziemniaki z garnka do termosu.
Idę do Leszka.
Nie znasz go, on ciebie też nie, ale jest wspaniały.
Mam do niego uczucia.
Te prawdziwe, jakie powinny być.
I nie martw się, jestem wobec ciebie czysta, bo z nim nic się jeszcze nie wydarzyło.
Odchodzę jak porządna kobieta, żebyś nie miał o mnie złego słowa, zwłaszcza przed swoją matką!
Kacper skończył z obiadem, spakował wszystko do torby i zaczął parzyć sobie kawę.
Naprawdę nic nie powiesz?
Całą duszę wywróciłam przed tobą na drugą stronę.
Zuzi, mogę cię prosić, żebyś mi spodnie wyprasowała?
krzyknął przez ramię.
Co?!
Spodnie?!
Ja tu mówię o uczuciach, a ty o prasowaniu!
Niech to szlag!
Myślałam, że może mnie zatrzymasz…
Dokończyła zdanie, chwyciła w gniewie torbę, pomyliła swoją damską z tą, którą Kacper szykował do pracy, i wyszła trzaskając drzwiami.
Dopiero gdy po mieszkaniu przeszła fala po zamknięciu drzwi, Kacper zdał sobie sprawę, że żona odeszła.
Gdzie ona idzie o tej porze?
A spodnie?
Kurcze, gdzie mój obiad? z takimi myślami Kacper przeżywał ten poranny rozpad.
Smutny, że nie znalazł swoich dwóch termosów, wybrał się do pracy w pogniecionych spodniach.
Wchodząc do windy, przywitał się skinieniem głowy z przewodniczącą wspólnoty mieszkaniowej kobietą, która według osiedlowych opowieści, nosiła pieniądze do krakowskiej kasy, jak za czasów Kazimierza Wielkiego.
Mówią, że jej perfumami husaria wskrzeszała konie i wypędzała wrogów z twierdz.
Kacper wstrzymał oddech, wszedł i odwrócił się do wyjścia.
Drzwi się zamknęły, a gazowa komora ruszyła w dół.
Nie wpłacił pan na dezynsekcję.
Dzisiaj będą truć karaluchy w całej klatce odezwała się przewodnicząca.
Kacper patrzył, jak od jej perfum rozpuszcza się gumowa uszczelka w drzwiach.
Proszę wpłacić do wieczora, może pan przelać mi na konto?
nalegała kobieta.
Kacper nie odezwał się ani słowem.
Wtedy pochyliła się do jego ucha i powiedziała głośno:
Do końca dnia czekam na przelew.
Gratuluję.
A dokąd panią przelewają?
ożywił się Kacper.
Z powrotem na Wawel?
Był przekonany, że jest potomkiem królów i miał do niej pełne zaufanie.
Przewodnicząca nagadała Kacprowi wiele, ale do jego uszu docierały tylko fragmenty: -owa, -ka, -ść, -nić, z których powstało coś na staropolskim.
Kacper nie próbował zrozumieć i tylko przytakiwał, jakby oglądał wystawę sztuki współczesnej.
Gdy drzwi windy się otworzyły, Kacper wyszedł na świeże powietrze, a przewodnicząca ruszyła zbierać haracz po mieszkaniach.
Kapliński pracował jako elektryk.
Od zeszłego tygodnia miał zlecenie u klienta, który, nie będąc ani twórczy, ani zamożny, oczekiwał arcydzieła.
Materiały i projekty pasowały do jego specyficznego charakteru i były nieprzyjemne.
Kacper nie działał samotnie.
Razem z nim w tym artystycznym potrzasku utknęli hydraulik i ekipa remontowa.
Kiedy Kacper kłuł ściany pod kable, koledzy ciężko pracowali w innych pokojach.
Klient zjawił się niespodziewanie po całonocnej imprezie u przyjaciela, w twórczym nastroju chciał zobaczyć postępy remontu.
Wszystko źle!
krzyczał, tupiąc nogą.
Gniazdka mają być w szachownicę, a żyrandol przesunięty o trzy stopnie od osi ziemi.
Zróbcie, jak powiedziałem, albo nie dostaniecie ani grosza!
Z tymi pomysłami i groźbami przemierzył wszystkie pokoje, po czym zamknął się w dziecięcym tam zasnął na workach z tynkiem.
Po siedmiu godzinach klient zmartwychwstał, zastał efekty swoich nocnych idei.
W tym czasie ekipa połączyła salon z kuchnią nowym przejściem, w łazience pojawiła się dodatkowa toaleta.
Odzież klienta była biała od tynku, a twarz od przerażenia.
Nie pamiętał żadnych swoich poleceń, chciał oskarżyć majstrów o kłamstwa, ale pokazali mu nagranie z monitoringu.
Tylko Kacper nie zmieniał nic, bo nowe wytyczne przeszły bokiem przez jego zatkane uszy.
Czy z rozpaczy klient, czy z uznania, obdarował Kacpra małą premią za wytrwałość wobec pijackiej twórczości, a resztę ekipy zwolnił za brak oporu.
Ale pod naciskiem dowodów zapłacił za wykonaną pracę.
Wieczorem głodny i zmęczony Kacper poszedł do laryngologa, by wrócić do świata dźwięków.
Po drodze zaczepił go zły pies, szczekał i próbował postraszyć, lecz świat Kacpra był cichym filmem, gdzie ludzie i zwierzęta odgrywali role.
Bez słów ciężko było zrozumieć, czego chce ten emocjonalny zwierz, więc Kacper po prostu szedł dalej pewnie i spokojnie.
Wkrótce pies znudził się i odpuścił.
Niech dźwięki będą z tobą!
powiedział lekarz, odtykając uszy Kacprowi.
Odzyskawszy słuch, Kacper wrócił do domu.
Po drodze wyjął z portfela niespodziewaną premię i kupił parówkę w cieście oraz skromny bukiet dla żony.
Pod klatką zaczepił go smutny sąsiad.
Słyszałeś nowinę?
zwrócił się do Kacpra.
Cały dzień nic nie słyszałem, wsadził palec w ucho Kacper.
Migunowa, ta nasza Złota Orda, zebrała z całego bloku kasę i wyjechała.
Przeniosła się do innego miasta, urwała wszelkie kontakty.
Wszystko wcześniej zaplanowała, niedobrze.
Całe siedem klatek obeszła.
Wpłacałeś?
Nie, nie wpłacałem, pokręcił głową Kapliński.
Rano coś mi mówiła o przelewie, ale nie załapałem.
Masz szczęście.
Ja głupi wpłaciłem.
Jedno pociesza: zanim obeszła wszystkie piętra, karaluchy same padły od jej perfum zażartował sąsiad.
W sumie nie aż tak źle.
Mieszkanie przywitało Kacpra apetycznymi zapachami i wyjątkowo czułą żoną.
Wybacz mi, głupia jestem, coś mnie naszło, nie wiem, co.
Chyba jakieś wybuchy na słońcu.
Chcę wszystko odwołać, proszę Cię, uwierz, że nic złego nie zrobiłam.
Żadnego Leszka nie ma, pojechałam tylko do siostry, wygadałam się i wróciłam do siebie.
Twoja reakcja rano była właściwa, po męsku to mnie otrzeźwiło.
No co, wybaczysz mi, głupią?
Zalewając Kacpra czułymi pocałunkami, zaprosiła go do nakrytego stołu.
Ja nic nie słyszałem przyznał Kacper, czując, że dostaje niezasłużoną nagrodę.
Dziękuję!
ścisnęła go mocno w objęciach Zuzanna.
Niezłe rzeczy, pomyślał Kacper, nie zrobiwszy dziś nic nadzwyczajnego.
Może trzeba częściej przytykać uszy.
Może i życie będzie łatwiejsze.Kacper spojrzał przez okno na kolorowe światła miasta, słuchając codziennych dźwięków klaksonu z ulicy, śmiechu dzieci, szumu w wodociągu, cichego brzdęku naczyń.
Wszystko brzmiało zwyczajnie, a zarazem jakby po raz pierwszy.
Zuzanna uśmiechnęła się do niego nad parówką w cieście, zwyczajna, opalona, bez dramatów.
Gdzieś daleko, wśród szachownicy kabli i wind pachnących husarską legendą, karaluchy świętowały wolność, a sąsiedzi przeklinali swoje przelewy.
Kacper nabrał głęboko powietrza i poczuł, jakby świat, choć czasem zwariowany i chaotyczny, wracał na swoje miejsce.
Może czasem trzeba przeżyć jeden dzień bez dźwięków, żeby nauczyć się słuchać naprawdę ludzi, siebie, losu.
Wtedy życie, nawet z pogniecionymi spodniami, okazuje się prostsze, a cisza bywa początkiem największej symfonii.
Nie ma żadnego dźwięku, dopóki nie otworzysz drzwi.

Rate article
Fajna Tajna
Nic nie słychać