Natasza nie mogła uwierzyć w to, co ją spotkało. Mąż, jedyny, którego uważała za swoją podporę, dziś…

Natasza siedziała jak zamurowana, wciąż nie mogąc uwierzyć, co przed chwilą usłyszała. Jej mąż, ten jedyny którego uznawała za mur oporowy swojego życia właśnie powiedział: Nataszko, ja już cię nie kocham.
To nie był zwykły szok, to był emocjonalny nokaut! Natasza stała w kuchni, wyglądając jakby szykowała się do tańca, tymczasem on latał jak opętany, pakował walizki i grzechotał kluczami, jakby za chwilę miał wyjechać do Zakopanego na urlop, a nie zostawić rodzinę. Tego jej akurat jeszcze brakowało do kompletu nieszczęść. Ojciec zmarł nagle ledwie kilka tygodni temu, matka siwieje z tęsknoty i bólu, a siostra po poważnym urazie głowy, od lat niepełnosprawna mieszka z mamą w sąsiedniej miejscowości pod Poznaniem. Syn, Adaś, właśnie zaczął pierwszą klasę. W czerwcu zamknięto jej firmę, więc została bez pracy i teraz bez męża.

Opadła na krzesło i schowała twarz w dłoniach, łzy kapały jej w kawę.
Jezu, co ja mam zrobić? Jak tu żyć? O nie, Adaś, trzeba go odebrać ze szkoły!
Obowiązki nie dały zapomnieć o codzienności. Wytarła oczy, poprawiła włosy i ruszyła do szkoły.
Mamuś, płakałaś?
Nie, Adasiu, skąd.
To z tęsknoty za dziadkiem? Mamusiu, ja tak za nim tęsknię!
Ja też, synku. Ale musimy być dzielni, pamiętasz jaki silny był nasz dziadek? Teraz odpoczywa w niebie. Nigdy za życia nie miał czasu na odpoczynek, to teraz sobie zasłużył.
A gdzie tata?
Tata? Hmm, chyba znowu wyjechał w delegację. A jak w szkole?
No trudno, trzeba żyć dalej. Nie kocha? No cóż, na siłę serdeczności nie wykrzesasz. W tym całym zamieszaniu coś jej umknęło

Kiedy Adaś w najlepsze jadł zupę pomidorową i bawił się plastikowymi żołnierzykami, Natasza pierwszy raz w życiu odpaliła komputer po mężu. Hasła nie było, a poczta otwarta w lewym rogu ekranu. Oczywiście, nie zdążył wykasować ostatnich maili. Miłość, ach miłość u niego wszystko kwitło. A ona? Przez dziesięć lat była moje słoneczko jasne, a po ośmiu latach walki o dziecko nasza mamusia.

Teraz wszystko musiała poukładać od nowa.
Najpierw praca. Magisterka z polonistyki już się nikomu nie przydała. Co z tego, że miała dyplom urząd pracy w Poznaniu proponował zasiłek dla bezrobotnych całe 800 zł, czyli nawet nie na porządną kawę i sernik w Manufakturze.
Co sprawiło, że jej mąż solidny, odpowiedzialny, zaangażowany zamienił się w obcego faceta w trzy minuty? Analizowała sto razy, zawsze kończąc na jednym: facet po prostu zwariował. Dom wspólnie budowany z cegły nie był gotowy, ale chociaż na razie dach nad głową z głowy nie zniknął.
Praca, jak ja cię potrzebuję! zaszlochała, ale czasu na rozpacz nie było.

Szukała roboty dniami, tygodniami, bez rezultatu! Pierwsza klasa, samotność szanse malały. Wieczorem, kiedy właśnie łapała doła, zadzwonił kum Roman:
Natasza, wrócił twój facet?
Nie.
A na magazynierkę pójdziesz?
Żartujesz?
Serio mówię, ze zmianami. Będziesz mogła odbierać Adasia ze świetlicy. Płaca 2,5 tysiąca. Mało, wiem. Ale dobre i to! Jutro podrzucę ci ziemniaki, cebulę i kurę.
Roman, mam swoje kury, nasze kochane noszą nam jajka!
Niech noszą! Ale na rosół się nie nadają.
Dzięki. A jak Galina?
Dzielna, ogarnia. Jestem z niej dumny.

Roman nigdy nie narzekał. Jego żona po ciężkiej operacji, chemo za chemią, a on zawsze mówił dam radę. Natasza westchnęła czyli jest szansa na przeżycie. Dziękuję Bogu, bo On widzi wszystko i nigdy nie zawodzi. I za kumpla też dziękuję.

Praca okazała się całkiem znośna i było nawet parę chwil na samotne łzy za węgłem palet. Musiała przełknąć, przeanalizować, co się stało?

Leciały dni, tygodnie, miesiące. Po roku Natasza zaczęła się śmiać, spać, jeść i cieszyć sukcesami Adasia. Ból po mężu wracał tylko wtedy, kiedy przychodził po syna na weekendy. Nie robiła trudności dzieci nie powinny ucierpieć przez skomplikowane układy dorosłych. Miała wielką ochotę zapytać, co w niej przestało mu pasować, ale rozumiała, że chodziło raczej o nową namiętność, która pojawiła się jak stonka na kartoflach. Przypomniała sobie słowa z jakiegoś filmu: Miłość jest do pierwszego skrętu, potem zaczyna się życie. U niej miłość i życie były jednym, a u niego no cóż.

Jesień była w tym roku przedłużeniem lata: ciepło, dziecięce wrzaski z podwórka, zielone liście, a w ogródku astry i chryzantemy rosły, jakby chciały rozjaśnić każdy dzień. Tego dnia, kiedy Natasza spotkała wzrok Michała, nic nie zapowiadało rewolucji, może tylko słońce grzało odrobinę mocniej, a z sąsiedniego okna leciała nieco głośniej Wirująca Półka. Może po prostu los zadecydował, że koniec samotności.

Piękna pani, dać pomóc? Przecież nie można tyle dźwigać!
Przywykłam.
Szkoda, że taka ładna kobieta przywykła do noszenia towarów!
A pan wszystkim pomaga? Czatuje pod sklepem na piękne kobiety?
No pewnie, stałem, stałem, gapiłem się na drogę, i doczekałem się!
Nie sposób było się nie zaśmiać. Śmiali się w najlepsze, aż łzy ciekły.
Michał, wyciągnął rękę, a w oczach wciąż mu skakały iskierki.
Natasza.
Nataszko, Nataszko, żona cudzego znasz tę piosenkę?
Nie. Ale żoną nie jestem.
O widzisz! To fart, los się do mnie uśmiechnął! Trafiła mi się dziewczyna, o jakiej marzyłem. Co tu się dzieje, wszyscy ślepi, czy kompletnie postradali rozum?
Widzę, z dystansem u pana nie ma problemu. A z powagą?
Tam też pełen porządek. Nataszo, chodźmy dziś do kina, pogadamy.
Nie mogę. Muszę zaraz odebrać syna ze świetlicy.
Nie wierzę! Syn? A wygląda pani na dwadzieścia lat.
Mam 35.
Ja też. To aż się prosi o toast za taką zbieżność. Ale przysięgam, myślałem, że jesteś dużo młodsza.
A teraz?
Oswajam nową wizję. Zawsze marzyłem o synu! A tu nagle słyszę, że jesteś wolna. A gdzie tata Adasia twój były?
Nie chcę teraz o tym rozmawiać.
Rozumiem i szanuję. W weekend możemy pójść razem z synem na bajkę?
W weekend Adaś jest z ojcem.
Nie chcę się narzucać. Ale jeśli znajdzie się wolna godzinka, dzwoń śmiało. Tu masz moją wizytówkę jestem Michał, doktor, hematolog dziecięcy.
Serio trudniejszej roboty nie znajdziesz.
I czasu na wyrywanie gwiazd też nie mam za wiele.
Dobrze, Michał. Zadzwonię.
Czekam.

Jesień była jak prezent na zamówienie: promienie słońca wyciągały wszystkie odcienie złota z liści, parki Poznania stały otworem. Ich czułość, tak wyczekana po latach bólu, rozbrzmiewała w śmiechu i rozmowach aż do łez. Powoli, ostrożnie, z każdym spotkaniem, Natasza czuła, jak coś ją ciągnie do Michała. Po półtora miesiąca od ich pierwszej rozmowy wyszeptała nieśmiało: Może wpadniesz na herbatę?

Natasiu, tylko się nie obraź, dziś nie przyjdę. To wszystko dla mnie ważne, muszę sam chwilę to przeżyć. Zaufaj.
W najbliższy weekend pojechali do parku narodowego za miastem, Michał wynajął domek, trochę jak miniaturowy pałacyk. W środku czysto, klimatycznie, ale Natasza widziała tylko jego wielkie brązowe oczy i tonęła w objęciach. Pierwszy raz poczuła, że to, co między kobietą a mężczyzną jest aż tak słodkie.

Misiu, gdzie ja jestem? Co się ze mną dzieje? Jak ja mogłam żyć bez ciebie? Jest mi z tobą jak w niebie!
Jesteś najpiękniejsza. Jestem najszczęśliwszy pod słońcem!

Po kilku miesiącach nie mogli już się rozstać.
Nataszko, wyjdź za mnie!
Misiu, mam sprawę rozwodową pod koniec miesiąca.
I od razu ślub! Bo jeszcze ktoś mi podkradnie moją dziewczynę.
Dziewczyna jest samodzielna, nie dla każdego. Ma swojego wybranka. Tylko, Misiu, bez ciągłych fanfarów po prostu ślub i zabierz mnie do tamtego zamku, w którym od razu zostałam twoją żoną.
Jasne, kochanie! Będzie jak chcesz.

Roman i Galina byli ich jedynymi świadkami. Mama i siostra przysłały telegram pełen entuzjazmu i emotikonów. Zaraz potem zamieszkali w dwupokojowym mieszkaniu wynajętym przez Michała wspólnie robili remont, tworząc swoje gniazdko. Misiu wyjątkowo starannie urządzał pokój dla Adasia. Już dawno się poznali, ale Adaś, dla którego dwiema połówkami jabłka byli mama i tata, nie chciał się zaprzyjaźnić z Michałem.

Nataszko, nie przeraż się, zróbmy Adasiowi badania krwi. Coś jest nie tak, bledniutki bardzo.
Przecież on po prostu bardzo to przeżył! Nadzieja, że nasi się pogodzą, była ostatnie dwa lata jego największym marzeniem. Podobno dla dziecka rozwód jest często gorszy niż śmierć rodzica.
Prawda! Jako dziecko przeżyłem rozwód rodziców jak koniec świata. Ale krew zbadamy dobrze, Adaś?
Tego dnia Michał wszedł do domu z pochyloną głową. Natasza od razu poczuła, że coś jest nie tak.

Nataszko, spokojnie. Są niepokojące zmiany w krwi Adasia. Te moje przeczucia tym razem, niestety, się sprawdziły. Zabieram go jutro do siebie.
To było nie fair. Jakby za odrobinę szczęścia życie domagało się potężnej zapłaty. I to jakiej! Białaczka. Straszne słowo.

Zaczęło się nowe życie. Natasza wzięła urlop bezpłatny nie wyobrażała sobie, by Adaś był bez niej przy tych wszystkich igłach i kroplówkach. Trzymała go za rękę i prosiła:
Wytrzymasz, syneczku, jesteś moim bohaterem! Najlepszy przyjaciel! Nigdy nie byliśmy osobno i będziemy zawsze razem!
Kiedy już całkiem traciła siły, Michał wysyłał ją na drzemkę, a sam zostawał z Adasiem. Ale spać nie zawsze się udawało częściej patrzyła w sufit, układając strategię przetrwania.

Zadzwonił były mąż: Wyprowadź się z niedokończonego domu!
Sam zajmę się synem, będzie mnie odwiedzać w moim domu.
Lepiej byś go odwiedził teraz!
Nie mogę. Wyjeżdżam w delegację.
Michał pogłaskał Nataszę po ramieniu.
Nataszko, nie martw się. Poradzimy sobie, sami wszystko zarobimy. Nie trzymaj się przeszłości.
Trochę smutno Zarabiałam przecież nie najgorzej. Wszystko pakowałam w dom. I teraz jeszcze wypisanie z meldunku?
Przestań. Skup się na Adasiu. Ja zadbam o resztę. Zawsze marzyłem o rodzinie! Bóg mi ją podarował, nie odda mi jej nikomu.
Misiu, jak wyniki?
Walczymy! Ale na razie kiepsko.
Natasza płakała cicho. Byle Adaś się nie domyślił

Wujku Misiu, co mi się dzieje z krwią?
Wiesz, są w niej małe stateczki, białe i czerwone. Teraz się biją.
Kto wygrywa?
Na razie białe.
A co potem?
Pomagaj czerwonym!
Mamo, zabierzcie mnie gdzieś. Jestem taki zmęczony.
Nataszko, właśnie to chciałem ci zaproponować. Zawieziemy Adasia do naszego zamku, pogoda dobra, będziemy chodzić po lesie, odpocznie.

Wiosna obsypała ich ogród kwiatami i zielenią. Trójka chodziła po lesie, ciesząc się każdym listkiem i źdźbłem trawy. Adaś czasem milkł i zamyślał się nad czymś.
Co się dzieje, synku, źle ci?
Mamo, nie przeszkadzaj. Gram w morską bitwę.
Mały urlop minął błyskawicznie. Syn wypoczął, nawet róż na polikach się pojawił.
Mamo, a gdzie tata?
W delegacji, synku.
Znowu? No dobra.

Po powrocie do szpitala znów pobrano krew. Kierowniczka laboratorium przyszła sama.
Panie Doktorze, gdzie Adaś ostatnio wypoczywał?
W rezerwacie, tu niedaleko. Co z jego krwią?
Wszystko w porządku! Jest remisja. Wyniki idealne.
Michał wbiegł do sali na jednym wdechu.
Adasiu, co robiłeś na tym urlopie? Wracasz do zdrowia! Nie płacz, Nataszko! Co robiłeś, synku?
Tato, mówiłeś, że w krwi są stateczki? Wygrywałem czerwonymi każdą morską bitwę.

Rate article
Fajna Tajna
Natasza nie mogła uwierzyć w to, co ją spotkało. Mąż, jedyny, którego uważała za swoją podporę, dziś…