Natasza nie mogła uwierzyć w to, co ją spotkało. Jej mąż, Tomasz ten jedyny, którego uważała za swoją podporę powiedział jej dzisiaj: Już cię nie kocham.
Wstrząs był tak ogromny, że zamarła w dziwnej pozie, trwała w niej przez cały czas, gdy on krzątał się po mieszkaniu, pakując swoje rzeczy i brzęcząc kluczami. Tego jej właśnie teraz brakowało. Niedawno niespodziewanie zmarł jej ojciec, zmuszona więc była, mimo własnego bólu, zadbać o osiwiałą mamę i młodszą siostrę Zuzę, która w wieku osiemnastu lat po ciężkim urazie głowy stała się osobą niepełnosprawną. Najbliżsi mieszkali w sąsiedniej miejscowości. Syn, Jaś, właśnie rozpoczął pierwszą klasę szkoły podstawowej. W czerwcu zakład pracy, w którym była zatrudniona, został zlikwidowany. Natasza została bez pracy. I teraz jeszcze to
Objęła głowę ramionami, usiadła przy stole i rozkleiła się, płacząc gorzko.
Boże, co mam zrobić? Jak żyć dalej? Ojej, Jaś! Trzeba przecież lecieć po niego do szkoły!
Codzienne obowiązki zmusiły ją do powrotu do rzeczywistości.
Mamusiu, płakałaś?
Nie, Jasiu, nie.
Płaczesz za dziadkiem? Tak mi go brakuje, mamo!
I mi, synku. Ale musimy być dzielni. Dziadek zawsze taki był. Teraz u Pana Boga jest mu dobrze. Nie smuć się! Zasłużył na odpoczynek, nigdy nie odpoczywał za życia.
A gdzie tata?
Tata? Chyba znowu pojechał w delegację. A jak tam w szkole?
Trzeba żyć. Nie kocha? Nic nie poradzisz. Na siłę miłości nie zdobędziesz. Coś przegapiła w codziennej krzątaninie.
Podczas gdy Jaś jadł obiad i bawił się żołnierzykami, Natasza zajrzała do maila męża na zostawionym przez niego laptopie. Nigdy wcześniej tego nie robiła. Wejście było proste, w lewym rogu. Tomasz nie zdążył wykasować ostatniej korespondencji. Miłość na całego. A ona już niemile widziana, zapomniana. Przez dziesięć lat była słoneczkiem, po ośmiu latach walki o dziecko już naszą mamusią.
Teraz wszystko się zmieniło. Trzeba się do tego przyzwyczaić.
Najważniejsze było znaleźć pracę. Nikt nie zwracał uwagi na jej wyższe wykształcenie. Grosze z urzędu pracy jako zasiłek nie rozwiązywały żadnych problemów.
Co się stało, dlaczego jej odpowiedzialny, porządny, troskliwy mąż w jednej chwili stał się kimś obcym? Wszystkie jej myśli prowadziły do jednego wniosku: zwariował. Dom, który razem budowali cegła po cegle, nie był ukończony. Na szczęście miał dach, jedna izba nadawała się do zamieszkania.
Praca, jakbyś mi była potrzebna! Natasza znów miała ochotę się rozpłakać, ale nie było czasu. Tak bardzo potrzebowała pracy!
Poszukiwania trwały kilka dni i były bezowocne. Pierwsza klasa synka i jej samotność zmniejszały szanse do minimum. Pod wieczór jednego z kolejnych nieudanych dni zadzwonił jej przyjaciel z dzieciństwa Roman:
Natka, powiedz, czy wrócił już twój?
Nie.
A poszłabyś jako magazynierka?
Mówisz poważnie?
Oczywiście, wiem, że ci nie do żartów po Tomku. Z przerwami. Praca z możliwością odbioru dziecka albo świetlica. Pensja 2500 złotych. Mało, ale lepsze to niż nic. Jutro wam ziemniaków z cebulą i kurczaka przywieziemy.
Romku, mam przecież swoje kurki. One nas wykarmią, jajka znoszą.
No to niech noszą dalej. Na mięso je szkoda.
Dziękuję wam. Co u Galinki?
Dzielna jest. Moja kobieta.
Zawsze taki był. Jego żona, Galina, przeszła poważną operację, dostawała chemię, a on nigdy się nie skarżył. Wszystko brał na siebie, ciągle mówił: Dajemy radę. Natasza westchnęła: jest szansa przetrwać. Dzięki Bogu, On jeden widzi wszystko i nigdy nie zawodzi. Dziękuję za kumpla.
Praca okazała się prosta, zostawało też kilka chwil na samotność, płacz, próbę zrozumienia, co się wydarzyło.
Mijały dni, tygodnie, miesiące. Po roku Natasza poczuła, że jest głodna, potrafi spać, śmiać się i cieszyć z sukcesów Jasia. Ból związany z odejściem męża wracał, gdy Tomasz przychodził po syna na weekend. Nie utrudniała kontaktów, bo nie chciała krzywdzić dziecka. Często zastanawiała się, w czym zawiniła, choć wiedziała dobrze sprawa była w ślepej miłości męża do innej kobiety. Przypominała sobie cytat z filmu: Miłość trwa do pierwszego zakrętu, a potem zaczyna się życie. U niej miłość i życie zawsze chodziły razem. U niego?
Jesień tamtego roku była jak przedłużenie lata ciepła, z zielenią drzew, dziecięcymi głosami na podwórku i kolorowymi astrami oraz chryzantemami w ogródku. W dzień, gdy Natasza poczuła spojrzenie Michała, nie różniło się niczym od innych może słońce świeciło jaśniej, może z sąsiedniego okna płynęła głośniejsza muzyka, a może po prostu los postanowił połączyć dwie samotności.
Pani, może pomogę? Tak ciężko się dźwiga!
Przywykłam.
Niedobrze, gdy taka piękna kobieta przywykła do noszenia ciężarów.
Wszystkim pięknotom Pan pomaga? Dzieli się pan dyżurem na ulicy koło sklepu?
Dyżurwałem, dyżurwałem, oczy wypatrzyłem, aż wreszcie zobaczyłem piękność.
Nie dało się nie roześmiać. Zaśmiali się oboje serdecznie, aż do łez.
Michał, przedstawił się, a w oczach błyskał żart.
Natasza.
Natka, Natka, czyjaś już żona, słyszałaś taką piosenkę?
Nie. Ale nie jestem żoną.
No to mam farta! Spotkałem wreszcie kobietę marzeń i jest wolna. Wszyscy chyba oszaleli albo oślepli?
Widzę, poczucie humoru ci dopisuje. To dobrze. A jak z powagą?
I tu w porządku. Nataszo, może do kina dzisiaj? Pogadać, poznać się?
Nie mogę, muszę syna ze świetlicy odebrać.
Nie wierzę! Ma Pani syna?! Przecież wyglądasz na dwadzieścia lat! Jaka świetlica?!
Mam trzydzieści pięć.
I ja tyle. Niezłe, co? Ale uwierz, pomyślałem, że jesteś dużo młodsza.
A teraz?
A teraz myślę Każdy facet marzy o synu. A tu tak zwyczajnie mówi mi pani, że jest samotna. A ojciec?
Nie chciałabym o tym teraz mówić.
Zrozumiałem. Nie naciskam. Może w weekend? Wyjście na seans dziecięcy?
W weekend syn spotyka się z ojcem.
Natasza, nie chcę być tym, kto cię przytłacza. Ale jeśli znajdzie się godzina, zadzwoń proszę. Tu jest wizytówka. Tak przy okazji jestem lekarzem, dziecięcym hematologiem.
Serio! To już prawdziwa powaga.
I nie mam czasu szukać pięknot.
Dobrze, Michał. Zadzwonię. powiedziała szczerze.
Będę czekał.
Jak piękna była tamta jesień! Jakby ich prezent od losu. Miękki blask słońca i kolory liści układały niepowtarzalne palety. Ciepłe, pogodne dni odsłoniły im wszystkie miejskie parki. Ich delikatność stopniowo przełamywała ból poprzednich lat, wciągała w wir jesiennych tańców pod liśćmi. Tak ostrożnie zbliżali się do siebie, że sama Natasza była zaskoczona tym, jak bardzo zaczyna ją ciągnąć do tego niezwykłego mężczyzny. Po mniej więcej półtora miesiąca od pierwszego spotkania sama odważnie zaproponowała spotkanie przy herbacie.
Natko, proszę się nie obrażać nie przyjdę dziś. Wszystko, co się dzieje, jest dla mnie bardzo ważne, sam zadbam, by było dobrze. Ufasz mi?
W najbliższy weekend wyjazd do leśnego parku, gdzie Michał wynajął chateńkę w stylu zamku. W środku czyściutko i przyjemnie, ale Natasza widziała tylko wielkie brązowe oczy ukochanego, tonęła w nich, pozwalając się objąć. Dopiero przy nim odkryła, jak słodka potrafi być najgłębsza bliskość między kobietą i mężczyzną.
Michałku, gdzie ja jestem, co się ze mną dzieje? Kocham cię! Jak ja wcześniej żyłam? Jak dobrze mi z tobą!
Jak piękna jesteś! Jaki jestem szczęśliwy!
Z każdym tygodniem rozstania były coraz trudniejsze.
Natko, wyjdź za mnie.
Michałku, mam rozwód pod koniec miesiąca.
I od razu ślub. Ze mną! Nie oddam cię innemu.
Dziewczyna może mieć wybór, a nie dla każdego Ma ukochanego. Michałku, zrezygnujemy z wesela. Po prostu podpiszemy i pojedziemy do zamku, tam gdzie od razu zostałam twoją żoną.
Jak chcesz, najdroższa, tak będzie.
Roman i Galina byli jedynymi świadkami. Mama z Zuzią przesłały telegram z gratulacjami. Szybko znalazło się dwupokojowe mieszkanie wynajęte przez Michała, które własnoręcznie wyremontowali, tworząc przytulny, komfortowy dom. Michał szczególnie troszczył się o pokój Jasia. Ich znajomość trwała już długo, ale Jaś, dla którego mama i tata byli dwoma połówkami jabłka, niechętnie otwierał się przed Michałem.
Natko, tylko się nie denerwuj. Zróbmy badania krwi Jasiowi. Wygląda mi na zbyt bladego.
Michałku, chyba przesadzasz. Bardzo przeżył rozwód, całą nadzieję miał, że do niego nie dojdzie. Przeczytałam kiedyś, że rozstanie rodziców dla dziecka jest gorsze niż śmierć jednego z nich.
Masz rację, kochana moja. Sam byłem dzieckiem po rozwodzie, pamiętam to jak katastrofę. Ale badania zrobimy, dobrze, Jasiu?
Tego dnia Michał wrócił do domu ze spuszczoną głową. Natasza od razu zrozumiała, że coś się stało.
Natko, tylko spokojnie. Są zmiany w krwi Jasia. Intuicja mnie nie zawiodła, niestety. Zabieram go jutro ze sobą.
To było niesprawiedliwe. Za swoje szczęście trzeba było płacić tak wysoką cenę. Białaczka. Jak strasznie brzmi to słowo!
Rozpoczęło się inne życie. Natasza wzięła urlop bezpłatny, bo nie wyobrażała sobie, żeby Jaś sam znosił niekończące się zastrzyki, kroplówki, pobieranie badań. Trzymała synka za rękę i powtarzała:
Dziel się, mój synku! Jesteś silny! Zawsze byłeś dla mnie najwierniejszym przyjacielem! Nigdy się nie rozstawaliśmy, zawsze będziemy razem.
Gdy nie miała już sił, Michał wysyłał ją na krótki odpoczynek i zostawał z Jasiem. Rzadko udawało się spać. Najczęściej leżała wpatrzona w sufit.
Zadzwonił były mąż i domagał się wypisania jej z niedokończonego domu.
Synem się zajmę. Będzie przychodził do mnie do domu.
Lepiej byś go odwiedził.
Nie mogę, wyjeżdżam w delegację.
Po rozmowie Michał uspokoił ją:
Natko, sami sobie wszystko wypracujemy. Nie warto trzymać się przeszłości.
I tak mi żal. Zarabiałam nie najgorzej, wszystko szło na dom. Czy musimy teraz myśleć o wypisaniu mnie?
Nie myśl o tym. Całą energię przelewaj na Jasia. Ja sobie poradzę. Zawsze marzyłem o rodzinie. Bóg wie. Nie odbierze mi was.
Michałku, jak wyniki?
Robimy wszystko, na razie kiepsko.
Natasza płakała cicho, żeby Jaś nie zauważył, że jest źle.
Panie Michale, co z moją krwią?
Wiesz, w naszej krwi są czerwone i białe okręciki. Twoje okręciki prowadzą bitwę.
Kto wygrywa?
Na razie białe.
Co dalej?
Pomagaj czerwonym.
Mamusiu, zabierzcie mnie gdzieś. Jestem taki zmęczony.
Natko, mam pomysł. Zabierzmy Jasia do naszego domku w lesie. Pogoda piękna, będziemy spacerować, niech odpocznie.
Wiosna ozdobiła ich zakątek kwitnącymi krzewami i drzewami. Spacerowali we troje po lesie, cieszyli się każdym kwiatkiem. Zdarzały się chwile, gdy Jaś nieruchomo się skupiał.
Co ci jest, synku? Źle ci?
Zaraz, mamo, mam bitwę morską.
Urlop się szybko skończył. Jaś wyglądał lepiej, nawet nabrał nieco rumieńców.
Mamo, gdzie tata?
W delegacji, synku.
Znów? No trudno.
Po powrocie do kliniki znów pobrano krew. Kierowniczka laboratorium przyszła sama.
Panie Michał Leonowicz, gdzie zabierał pan syna?
Tu niedaleko, do lasu. Co z krwią? Co się dzieje?
Wszystko dobrze. Ma remisję. Wyniki bardzo dobre!
Michał wpadł do sali cały rozradowany.
Jasiu, co robiłeś? Czujesz się lepiej, synku. Nie płacz, Nataszo, on wraca do zdrowia. Co robiłeś, synku?
Tata, pamiętasz, mówiłeś o bitwie? Zawsze wygrywałem czerwonymi każdą morską bitwę.



