Pewnego dnia Natalia Kazimierzowa usłyszała w telefonie znajomy głos:
Natalio Kazimierzowo, dzień dobry. To Weronika, wasza przyszła synowa. Chciałabym się spotkać, porozmawiać. Kiedy i gdzie wam będzie wygodnie?
Natalia Kazimierzowa zesztywniała, szczególnie po słowach przyszła synowa. Jakie nowiny? Wojciech nie wspominał, że zamierza się z nią żenić.
Dzień dobry, Weroniko. Dziś o osiemnastej u mnie w domu, zapraszam.
Ciekawe, o czym chce gadać? Może spodziewa się dziecka? No jasne, specjalnie to zrobiła, żeby Wojciech się z nią ożenił, znamy te sztuczki. O czym on w ogóle myśli? Nie jest mu równa. Przecież on to architekt z wielką przyszłością. Własne mieszkanie, samochód, przystojny, mądry. Każda by była szczęśliwa, a on wybrał właśnie tę dziewczynę
Natalia Kazimierzowa posprzątała mieszkanie, wpadła do sklepu. W duszy czuła niepokój.
Weronikę widziała kilka razy i od razu jej nie polubiła, jeszcze od pierwszego spotkania. Wojciech przyprowadzał ją, żeby się poznały, potem tylko na herbatę, na pogawędkę. A za każdym razem Natalia Kazimierzowa mówiła mu po spotkaniu, co myśli o tej dziewczynie.
Synu, innych nie ma? Dlaczego właśnie ona? Co w niej takiego? Niewyraźna, chuda, drobna. Za moich czasów mężczyznom podobały się zupełnie inne kobiety! I w ogóle, nie jest ci równa!
Mamo, kocham ją i dla mnie jest najpiękniejsza! A gotuje bosko! Jej barszcz to poezja!
Te słowa zabolały szczególnie. Wcześniej zawsze chwalił jej gotowanie, a teraz ta dziewczyna robi boskie barszcze.
Weronika przyszła punktualnie. Przyniosła ze sobą ciastka koszyczki z kremem. Natalia Kazimierzowa je uwielbiała. Cwaniara, chce się przypodobać
Natalio Kazimierzowo, nie będę owijać w bawełnę. Wojciech oświadczył się i przyjęłam jego propozycję. Czeka na odpowiedni moment, żeby wam o tym powiedzieć. Boi się, że źle przyjmiecie tę wiadomość.
Oczywiście, droga! Czemu miałabym się cieszyć?
Chcę z wami zawrzeć umowę. Wysłuchajcie mnie, proszę.
Wiem, że sama wychowywaliście Wojciecha. Wyszliście za mąż, bo dowiedzieliście się o dziecku, ale szczęśliwego życia rodzinnego nie było. Mąż was zostawił. Mnie też mama wychowywała sama, taty zabrakło, gdy byłam mała. Więc wiem, jak to jest dorastać w niepełnej rodzinie.
I wy włożyliście całą duszę i miłość w syna. Dziękuję wam za to. Jest bardzo wychowany, dobry, wrażliwy. To wasza zasługa. Macie się kim pochwalić.
Natalia Kazimierzowa skinęła głową. To prawda. To tylko jej zasługa, że syn wyrósł na takiego człowieka.
Weronika mówiła dalej.
Marzycie, żeby syn ożenił się z piękną, zaradną, bogatą dziewczyną. A tu pojawiam się ja. Drobna, niepozorna, z prostej rodziny. Pensja skromna. Nieodpowiednia partia dla syna, prawda? Teraz jesteście zdezorientowani, nie wiecie, co robić, jak odwieść go od tego małżeństwa, tak?
Natalia Kazimierzowa wzruszyła ramionami i przytaknęła. Właśnie tak.
Posłuchajcie, co może być. Wojciech was nie posłucha, to pewne. Jest zdeterminowany. Będziecie go przekonywać. W końcu się pokłócicie. Na ślubie oczywiście was nie będzie. No bo jak? Syn was nie posłuchał. Tak?
Tak, właśnie tak to będzie.
Będziecie wszystkim opowiadać, jaki to zły syn, ile dla niego zrobiliście, a oto wasza wdzięczność. Jedni was pożałują, inni się uśmiechną.
A my z nim będziemy żyć szczęśliwie. Wy obrażeni będziecie nas ignorować. Urodzę dziecko, Wojciech oczywiście was powiadomi. Ale wy uparcie odmówicie spotkania z wnukiem. Przecież nie uznajecie naszego małżeństwa, więc i naszego dziecka też.
Moja mama będzie niańczyć ukochanego wnuka, chodzić z nim na spacery, czytać bajki, rozpieszczać. I będzie najukochańszą babcią na świecie.
A wy będziecie samotnie siedzieć w swoim mieszkaniu, oglądać telewizję i obrażać się, że życie tak się ułożyło, że jesteście sami, nikomu niepotrzebni.
W święta będzie wam szczególnie smutno i samotnie. Wszyscy będą świętować z rodzinami, a wy znowu sami. Uraza nie da wam spokoju. Zdrowie zacznie szwankować, traficie do szpitala.
Do innych będą przychodzić odwiedzający, a do was tylko sąsiadka albo przyjaciółka zajrzy. Z synem i jego złą żoną przecież nie chcecie się kontaktować.
W rezultacie przeżyjecie życie w samotności, nie dowiedziawszy się, jak rośnie wasz wnuk, nikt nie nazwie was babcią, nie będzie komu złożyć wam życzeń urodzinowych. I to będzie wasz wybór.
Albo może być inaczej. Gdy wyjdę, przemyślicie wszystko. I jako mądra, kochająca matka, przyjmiecie wybór syna, bo jeśli mnie pokochał, to chyba miał powód.
Wiecie, nie jestem taka zła. W pracy mnie lubią i szanują, mama we mnie nie widzi wad, jestem porządnym człowiekiem. Będę dobrą żoną i matką. A najważniejsze kocham waszego syna, a on kocha mnie.
Gdy Wojciech powie, że chce się ożenić, pochwalicie go, powiecie, że akceptujecie jego wybór. Rozumiem, że miłości do mnie może w was nie obudzić, ale chociaż zachowajcie ludzką uprzejmość i takt, to wystarczy.
Ja też nie czuję do was ciepłych uczuć, ale jestem gotowa to zmienić.
Na ślubie posadzimy was na honorowym miejscu. Będziecie podziwiać syna i troszkę mnie. Gdy urodzę dziecko, zawsze będziecie mile widziani. Nasze dziecko będzie miało dwie kochające babcie, i to wspaniale.
Nigdy nie powiem na was złego słowa, a wy na mnie nie mówcie.
Mamy wspólną sprawę uczynić Wojciecha szczęśliwym. Więc współpracujmy. Przeanalizujcie to i zadzwońcie, żebym wiedziała, czego się spodziewać. Dziękuję za herbatę, Natalio Kazimierzowo, wszystkiego dobrego!
Gdy Weronika wyszła, Natalia Kazimierzowa usiadła w fotelu przy oknie i zamyśliła się. Przecież ona ma rację! Właśnie tak by to wyglądało!
I naprawdę, co z tego, że jej


